środa, 23 września 2009

Oszustwo

Coco Chanel zwykła mawiać: „Jestem kłamstwem, które mówi prawdę”. Czerń i biel. Też tacy bywamy. Też kłamiemy, oszukujemy, chcemy wyciągnąć coś dla siebie - jakby nie zauważając, że każde działanie zawsze ma jakiś skutek. Czerń i biel pomiędzy łączy się z całą paletą szarości – zatem: półprawdy jeszcze, byle tylko wyjść na swoje. Kłamstwo ma jednak krótkie nogi – zdoła wyjść na jaw. Tak jak było z tym makaronem – kłamstwo, które mówi prawdę. Co my tutaj widzimy?


Wieeeeeelki napis „caffe”, kolor kluch też owe „caffe” gorąco obiecuje. No i dobra! - pełni entuzjazmu otwieramy paczkę i coś nam tutaj bruździ – zapach niby „caffe”, ale jakby nie do końca – półprawda, czy może autosugestia? To może zabawmy się w detektywa – patrzymy raz jeszcze na paczkę i przechodzimy na jej spowiedź zwaną składem i co tam się pyszni?! Ha! Kakao!* Coco miała rację – caffe kłamstwo powiedziało prawdę o kakao. I po małej czarnej obeszliśmy się li jedynie smakiem?
Spotkał nas zawód? To może zamieńmy go na dobrą monetę. Toskańczyk Miriano Baldini ma na to dobry pomysł. Twierdzi, że tak barwiony makaron „będzie miał lekko gorzkawy posmak, dlatego w tym miejscu trzeba koniecznie sięgnąć po jeden z najłagodniejszych, niemal słodkich sosów.”** Gorycz zamienić w słodycz – to jest myśl!


Kawowe (kakaowe ;)) pappardelline w toskańskim sosie z suszonych pomidorów ***

Na oliwę wpada: papryczka chili (tutaj w wersji płatków), ząb czosnkowy, zielona pietruszka i suszone tomaty z zalewy pokrojone w paski (3-4 sztuki na osobę). Kiedy czosnek szykuje się do rumieńców, uprzedzamy go wlaniem śmietany (rozrzedzoną kapką mleka – jak ktoś woli mniejszą gęstość). Na koniec doskakuje jeszcze bazylea z krzaka – dość niedbale porwana. Wtedy do sosu wpada kłamca makaron i obtacza się bezczelnie. Na koniec obsypuje się jeszcze grana padano. Czy ktoś na sali ma orzechy piniowe? Jeśli ma, to niech też sobie sypnie, ja nie mam, więc udaję, że wcale, a wcale ich nie potrzebuję.
Kluchy w takim sosie smakują wybornie :)


* dopiero jeśli się przyjrzy lepiej etykiecie, wszystko staje się jaśniejsze. Teraz robimy klik na zdjęcie. Co tam mamy? Wersja składu dla Polaków: mąka z pszenicy durum (semolina) 85,62%, kakao w proszku 9,25%, kiełki pszeniczne, cukier
Wersja dla: Włochów, Anglików, Niemców, Francuzów i Hiszpanów (pod polską naklejką) ---> mąka z pszenicy durum (semolina) 75,50%, kawa 21,14%, kiełki pszeniczne 3,02%, aromat 0,34%. Poza tym tamci dowiadują się, że w zakładzie produkuje się coś z glutenem, jajkami i rybami. Polski importer jakoś nie uważał za stosowne powiadomić o tym fakcie polskiego konsumenta. Hmmmm....


**, *** Miriano Baldini – „Kuchnia Miriano”, s.102-103

29 komentarzy:

  1. a to dupki no! ale maja szczęście bo byś w tyłeczek dostała, że taki makaron wylukałaś (kawowy ofkorse) i sie nie podzieliłaś, a tak to jakoś to przezyje ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojjjj, bo Hieronmus grubas zabrał miejsce kawowemu (tak! ostatecznie to jest makaron kawowy, a nie kakawowy ;))

    Będzie w kolejnym pudełku ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. jak brakuje piniowego nie trza się stydać naszej polskiej, siermiężnej leszczyny i nią pokryć italiańskie wymysły

    OdpowiedzUsuń
  4. Z leszczyny na podorędziu to mam tylko ulicę ;))

    OdpowiedzUsuń
  5. No nie rozłożyłaś mnie na łopatki tym wpisem - swoją droga popatrz jak to skład zależy od miejsca docelowego.

    Ależ taki makaron to pewnie dobry :)

    pozdrawiam
    Ewelosa

    OdpowiedzUsuń
  6. Fakt, klamstwo ma krotkie nogi. Ale podobno zgrabne :))

    A makaronik pierwsza klasa. Nie liczac zafalszowanej etykietki :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ewe---> właśnie, czuję się dyskryminowana i niedoinformowana. Skandal! ;)

    Princess---> będzie tego trochę ;)))

    Majka---> Też tak słyszałam. Mam właśnie dylemat, czy powinnam tak jawnie przybijać żółwika.
    A ta etykieta... Polacy zachowali się wbrew niej ;)) Wszak! nawet internet ma swoją...netykietę ;)))))

    OdpowiedzUsuń
  8. no to bym sie wsiciekla gdybym kupila kawe, ktora jest kakao :-) a Ty Oczko z takim spokojem o klamstwie... Ale rozumiem, ze to tylko taka fantazja tlumacza?
    Pozdrowienia cieple :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Basieńka---> tak, polskiego tłumacza poniosła ułańska fantazja, ostatecznie jest to kawa :)

    Princess---> rili? słiiiiit :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj, gdzies Ty to wynalazla?
    Co za specyfiki produkuja :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Princess----> a Ty widzisz jak mi się gęba śmieje? ;)

    Ewcia---> żeby to był koniec, to ja rozumiem, a to dopiero początek ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Się nie złość bo to piękności szkodzi :)
    Ja to bym chciała tak makaron z truksawkami ze śmietaną!
    A ja jestem chora i choremu się nie odmawia :)
    Poproszę zate porcyjkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oczko, pomijając kwestię etykiety... Ty odważna kobieta jesteś. :) Ja bym chyba do domu tego makaronu nie przytargała. Bo co jak co, ale żeby makaron kawowy jeść? :D Ciasto kawowe, deser - to insza inszość, ale makaron? :D
    No dobrze, powiedz jak wrażenia smakowe? :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Oczko, Ty to masz oczko do fajnych rzeczy - kakaowy czy kawowy - i tak ciekawy :) A sosik do tego - niekłamanie wspaniały :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Oh Mon Dieu, kawowy makaron, toż to jakiś cud - cud, że jest kawowy, czy też cud, że nie jest kawowy, hmm?Q? muszę poszukać koniecznie takiego wynalazku.
    A w kwestii tłumaczenia, to może tłumacz herbaciarzem był i nie dostrzegł tej subtelnej różnicy...

    OdpowiedzUsuń
  16. No to nieźle nas w wała robią, co>?
    A gdzie wylukałaś taki fajny makaronik?
    Ja ostatnio lubuję się straszliwie w tricolorkach :)))
    Całośc baaardzo mi się podoba , alre to nic dziwnego, przeciez kooocham makaroni;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Majanko masz ochotę na tricolorek? hmmm myślę, ze da się coś zorganizować ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. mi tam pasuje, wole kakao od kawy wiec ucieszylabym sie z takiego klamstewka:P

    OdpowiedzUsuń
  19. Stara---> skąd ja Ci teraz truskawki wytrzasnę? Muszę chyba zasięgnąć języka u Truskawkowej. Tymczasem masz Ci tu ciepły czaj z miodem, imbirem i limonką. I zapomnij o tym pieczeniu, jak pan doktor kazał leżeć, to leż... i odpal laptopa ;))

    Małgoś---> e tam odważna, ciekawska i tyle ;) Smakował jak kawowy ;)

    Princess---> może binokle Ci pożyczyć? ;P

    Lipka---> czasami warto wytężyć wzrok ;)

    Dagal---> kto go tam wie, jak to było z tym tłumaczem. Zastanawia mnie tylko jedno - dlaczego importer myślał, że jego konsumenci to idioci?

    Siostra---> robią i to widać gołym okiem ;)

    Princess---> to co tam masz na talerzu? ;)

    Viri---> a ja się wtedy mocno rozczarowałam. Całe szczęście cudzoziemcy mnie uspokoili ;)


    pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  20. Aga, o będzie tricolorek? ;))

    OdpowiedzUsuń
  21. Ha, skąd ja to znam, takie kreatywne tłumaczenie etykiet motywuje do nauki języków obcych :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Siostra---> ja tam nie wiem, co Princess szykuje, ale tak się opindala. Chyba z głodu pomrzemy, bo dzisiaj na talerzu serwuje nic. (i jeszcze pewnie na dodatek mnie zjedzie hehe ;)p)

    Felluńka---> albo przynajmniej do przekartkowania słowników ;))

    OdpowiedzUsuń
  23. Oczko mam swoje ;P
    Majanko myślę, ze będzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ale dawno mnie nie było. Czas nadrobić zaległości:) Co chwilę spotykam się z idiotycznymi tłumaczeniami etykiet, ale to taka współczesna rzeczywistość . Taki makaron ,to marzy mi się z sosem czekoladowym, ale u mnie to normalne...:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Princess---> no to dawaj kluchy, zamiast dawać się chorobie :)

    Szarrrlotttt---> z czekoladowym, to jest dobry pomysł!

    OdpowiedzUsuń

Będziemy wdzięczne za kilka słów od Ciebie :)
Gosia Oczko i Agata Kurczak