środa, 28 października 2009

"Tylko posłuchaj..."

Maria: Porozmawiajmy O tym, w jaki sposób mogłabym się dowiedzieć, co ci leży na sercu.
Wojtek: Przede wszystkim powinniśmy wybrać dobry czas i dobre miejsce. Często ludzie popełniają ten błąd, że chcą ze sobą rozmawiać wtedy, kiedy ani czas po temu, ani miejsce nie jest dobre.
Jest też parę innych zasad, o których warto wiedzieć.
Najważniejsze – nie atakować. Musisz stworzyć w sobie przestrzeń na to, co chcę powiedzieć. Jeśli mnie w jakiś sposób zaatakujesz, zacznę się bronić. Jeżeli ja zaatakuję ciebie, twoja odpowiedź będzie podobna. Ty będziesz się bronić, a ja będę naciskał, żeby się czegoś od ciebie dowiedzieć. Jak się wtedy poczujesz?
Maria: Źle. Nie będę miała ochoty niczego mówić.
Wojtek: Oczywiście, i właśnie dlatego nie wolno atakować. Trzeba zrobić miejsce, przestrzeń. Zamienić się w słuch. A to jest trudne.
Maria: Dlaczego?
Wojtek: Na ogół – wbrew pozorom – nie słuchamy osoby, która chce nam coś powiedzieć. Słuchamy jedynie własnych przekonań, własnych myśli i wyobrażeń na temat tej osoby. Właściwie nic do nas nie dociera.
Jeśli mam ci coś naprawdę przekazać, musisz mieć tak zwany pusty umysł. Nie możesz wsłuchiwać się w swoje myśli, musisz zrobić w sobie miejsce na to, co ja mam do powiedzenia. Dopiero wtedy pojawi się szansa, że zostanie to przyjęte.
(...)
Idziemy do filharmonii, żeby posłuchać muzyki, ale nie stwarzamy sobie okazji do słuchania siebie nawzajem. Nasze obyczaje, nasza kultura nie sprzyjają tworzeniu takich okazji.
Maria: Telewizja, radio, bardzo głośna muzyka, wszystko nas ogłusza, zabiera nam czas. Okazje do słuchania siebie nawzajem musimy specjalnie tworzyć. Warto przecież poświęcić jeden wieczór ważnej osobie. Zamiast oglądać telewizję, zamiast iść na dyskotekę, po prostu usiąść, spróbować otworzyć się na drugiego człowieka.
Wojtek: Bezpośrednie spotkanie przeżywa się znacznie głębiej, niż np. oglądanie telewizji, tak jak kontakt z prawdziwym ogniskiem to zupełnie nie to samo, co oglądanie obrazu ogniska na ekranie. Ale spotkanie może być trudne. Trzeba stwarzać specjalne okazje, nie żałować czasu i uwagi.
Maria: Trzeba się tego nauczyć.
Wojtek: I trzeba chcieć.
*



Poddaję się myśli, że ja i pomarańczowa głowa byłyśmy sobie przeznaczone ;) Otóż! wybieram się ja pewnego dnia na zakupy, wchodzę do marketu z mocnym postanowieniem, że dzisiaj, właśnie dzisiaj zaopatrzę się w drugą głowę. Muszę jednak uprzednio udać się do bankomatu. Zatem kieruję swoje kroki do maszynki, ale oko mimowolnie rzuca wzrokiem na ławkę. Ławkę pośród ławek, a tam... siedzi ni mniej, i ni więcej tylko pomarańczowa głowa. Ktoś w jesiennym roztargnieniu deszczowego dnia zupełnie o niej zapomniał. Spakowawszy się zapewne w torby, ją jedną z pamięci wyrzucił niechcący. Podążyłam jej na ratunek, niech i ona będzie towarzyszem mojej samotności, jak i ja jej teraz. I tylko zagwozdka niemała – to ona szczęśliwie mi się napatoczyła, czy ja jej byłam przeznaczona? ;)



Pomarańczowa głowa, kopyta i słona słodycz.

Po inspiracji z kniżnej Good Food Magazine „Wegetariańskie dania”, zabrałam się do roboty. Na początek głowa - obrana i pokrojona wpadła do rondla. Oblała się białym półwytrawnym i dusiła się do miękkości, by potem przyjąć jeszcze gruszkę. Obie zaś dostały za chwilę nieco miodu i skórki z cytryny – dla aromatu. W tak zwanym międzyczasie już ujędrniały się kluchy (gnocci - jak i ostatnio u Princess :)) Zaś na patelni rozpływało się od ciepła ognia podrondlowego masełko z kapką soku z cytryny i rozmarynem. Nietrudno się domyślić, że zwieńczeniem było zamieszanie ;)


* Wojciech Eichelberger, Maria Moneta Malewska – "Być tutaj"


Kuchnia wegetariańska

25 komentarzy:

  1. Podoba mi sie ten tekst. Bardzo.
    Zapisze sobie, zeby do niego wracac.
    Duza buzia :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Cytat rewelacyjny - a co do dużej pomarańczowej głowy to też nieraz się zastanawiam: czy to przeznaczenie czy zbieg okoliczności.

    A danko smakowite oj smkaowite :)

    serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. kurde no! czemu w Piernikowie dynie nie czekają na nas na ławkach? tylkot rzeba znaleźć czas i iść po nie na ryneczek! cholipcia, co za nie sprawiedlowość!

    p.s. ja chcę tą knigę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Sis, fajny cytat!
    Słuchaj Słonce , z tą dynią to na pewno tak miało być, ona na Ciebie czekała.:)
    Czasami coś na nas czeka , nawet o tym nie wiemy i nagle to spotykamy i jest pięknie:)
    I pięknie Ci się ugotowało z dyńką, pięknie:)
    Buziam:**
    Ps. A u mnie też dyniowato dziś:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mądrze prawisz, Mała Kobietko :*
    I do tego smakowicie :)

    A wiesz, ja dziś zagłuszam okoliczne remonty "Habitatem" Rubika i tak jakoś mi się o Tobie myśli :) Buziak cieplutki wysyłam :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Apolonio!---> bo to jest dobry tekst! Do zapamiętania i do wcielania na codzień.

    Ewe---> stawiam na przeznaczenie ;)P

    Princess---> przenieś się do mnie ;)P Pójdziemy na ławeczkę, może jeszcze jedna głowa się objawi ;))

    Sis---> czekamy, spotykamy albo i nie, albo się rozmijamy. Dziwne jest to życie.

    Lipka---> myśl, myśl o mnie - dużo i ciepło. Przyda się ;)

    pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  7. a to Ci sie bania trafila, taki to ma szczęscie ;) pewnie czuła że cos tak smakowitego z niej wyczarujesz :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kremiku--->z tym szczęściem to nie tak do końca różowo - w totka lotka jakoś wygrać nie mogę... ;)

    Princess---> no to żółwik!

    OdpowiedzUsuń
  9. ale czemu? toć nie mogę u ciebie zamieszkać :(

    OdpowiedzUsuń
  10. u mnie też ciasno, choć mieszkać z Tobą ogromnie bym chciała, bo w Tobie tyle radości, nawet jak jesteś smutna...:*
    i tulić potrafisz :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj Misia, bo się rozpłynę od komplementów ;)**

    OdpowiedzUsuń
  12. No dobra! To tylko spłonę rumieńcem ;))

    OdpowiedzUsuń
  13. nie płoń! co mi po Twych prochach :P

    OdpowiedzUsuń
  14. Przekonałaś mnie. To się tylko nim obleję. Masz ręcznik? ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. uważaj bo jeszcze Hirek się zakocha w zmokłej kurze ;P

    OdpowiedzUsuń
  16. Hirek teraz na inne panny lata, chyba o mnie już zapomniał...

    OdpowiedzUsuń
  17. No przecież, że przeznaczona! Zobacz jak smacznie na talerz wpadła! :)

    OdpowiedzUsuń
  18. No właśnie! też tak myślę - to wprawia w dobry nastrój ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Oczko a Ty o nim pamiętasz? czy choć raz do niego napisałaś lub zadzwoniłaś? On jeszcze pamięta, jak go w paczkę wsadziłaś i do mnie wysłałas, ale on tęskni, ja widze to po jego oczkach

    OdpowiedzUsuń
  20. I teraz niby taka wiedźma ze mnie? Sam chciał przygód, ja mu tylko wspomniałam raz o Kurniku. Wystarczyło... ;) No i proszę - nabrał wiatru w skrzydła ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. No chyba lepiej, niż bronić się przed TOzem, że rzekomo coś kiedyśtam ;P

    OdpowiedzUsuń

Będziemy wdzięczne za kilka słów od Ciebie :)
Gosia Oczko i Agata Kurczak