sobota, 7 listopada 2009

Lekcja polskiego

Monika Piątkowska w listopadowym felietonie Pani - "Życie jako instrukcja obsługi", próbuje przekonać, że wcale tak nie jest źle z naszym narodowym czytelnictwem, bo przecież - stwierdza dalej (nieco ironicznie), że wciąż ślizgamy wzrokiem po literkach. Począwszy od składu masła, przez opakowanie z jajkami od kury niewolnicy, by skończyć na postawieniu sobie diagnozy lekarskiej ;) Chętnie dałabym Wam do przeczytania tekst, ale Pani niestety nie zdecydowała się na publikację, w sieci akurat tego felietonu. Wszystkie inne są, ale ten – nie wiedzieć czemu – nie. No nic, trudno. Bo tak właściwie to ja o książkach chciałam. Wszak rzucił mi się w oko kolejny artykuł w rzeczonym miesięczniku – "Spis treści" się nazywa. Spowiadani: Juliusz Machulski, Maja Ostaszewska i Leszek Możdżer* (gdyby nie fakt, że nie mogę być rozrzutna, to w tym miejscu chwaliłabym się, że nie dalej jak 2 tygodnie temu byłam na jego koncercie. Ale jako że nie byłam, to pozostaje mi tylko ubolewać nad tym faktem ;)) Do rzeczy jednak – "Spis treści" lotem błyskawicy skojarzył mi się z "Cieniem wiatru" Zafona ("czytać to bardziej żyć, to żyć intensywniej" i "niewiele rzeczy ma na człowieka tak wielki wpływ jak pierwsza książka, która od razu trafia do jego serca")
Machulski, Ostaszewska i Możdżer: trzy różne osobowości, trzy różne upodobania, trzy różne spojrzenia na to, czego się szuka w książkach. Jeden motyw wspólny? A jakże! - jest (że się znowu posłużę Zafonem) - Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie.
Co ciekawe, do różnych książek podchodzimy różnie, ba! Nawet do samego autora. Na ten przykład "Spóźnieni kochankowie" Whartona. Czytałam ją po raz pierwszy jako nastolatka i byłam zachwycona. Kiedy jednak powróciłam do niej po 10 latach, okazała się banałem, historią za bardzo wyperfumowaną, lekko niestrawną nawet. Fakt ten jednak wcale nie prowadzi jeszcze do stwierdzenia, że nie powinno się wracać do przeczytanych książek. Czasem warto, bo można odkryć coś nowego. U mnie tak jest z "Grą w klasy". Kto czytał historie kuchenne, ten pewnie pamięta wypisywane cytaty. Tak! Mogę powiedzieć, że to moja ulubiona książka. Trafiła mnie, jak deszcz z bezchmurnego nieba. Na tyle, że czytam ją co jakiś czas. I to nawet nie od strony pierwszej do ostatniej. Bynajmniej! – sam Cortazar tego nie proponuje. Otwieram dajmy na to jeden rozdział i zachwycam się kunsztem języka gliglińskiego (tłumacz musiał mieć ubaw), przeskakuję na inny, a tam – dialog hiszpański. Jeszcze inny zmusza mnie do czytania co drugą linijkę. Ach ta Rayuela – gra (sic!) sobie ze mną jak chce ;)
Mam tylko z tym nie lada problem. Jaki? Przecież skoro zachwyca, to co jest nie tak? Otóż! Byłam ostatnio w bibliotece. Szukałam Zafona, ostatecznie wyszłam z Mendozą, ale... uprzednio omiotłam dokładnie półkę wzrokiem. Cortazar! Stało w rządku kilka innych książek oprócz "Gry..." I wiecie co? Nie miałam odwagi wziąć ze sobą żadnej. Chyba się boję, że może upaść mit Rayueli ;) Chyba jeszcze nie czas na to :)



Lekcja polskiego - kapusta głowa pusta i łazanki

Najlepsza mówi, że kapustę z łazanki zwykła robić następująco: najpierw poszatkowaną kapuścianą głowę obgotowuje. A dopiero później dodaje nieco tłuszczu, namoczone i pokawałkowane grzyby suszone, przyprawy (majeranek albo zioła prowansalskie, liść laurowy, ziele angielskie, sól i pieprzniętego) i gotuje. Pod koniec dorzuca omdlałą cebulinę, a potem ujędrnione łazanki i chwilę jeszcze warzy na gazie.
Kluchy z okazji II edycji zabawy "Gotujemy po polsku", którą organizuje Kuchnia Ireny i Andrzeja, a patronuje serwis zPierwszegoTłoczenia.pl.



* Lesiu w rzeczonym artykule stwierdził: "Dla mnie uprawianie literatury to zachwycanie się rzeczywistością" i dalej dopowiada jeszcze, że "intryguje go sztuka zawarcia w kilku słowach sedna rzeczy, to że u mistrzów jeden wyraz potrafi oddać kolor i smak"
No ładnie, mnie też :)


Uwaga!! Jeszcze jedno z innej beczki, bo (tutaj)Briczka się groźnie patrzy ---> potrzebna pomoc dla stoczniowych futer! (wszystko tutaj)



Gotujemy po polsku! - edycja II

11 komentarzy:

  1. Co do czytelnictwa, to ja z córą zawsze zastanawiamy się, ile czytają inni, skoro jest średnio 1 książka na rok a my wyrabiamy normę za co najmniej 100 ( no, ja trochę mniej).
    A kapuchę z łazankami uwielbiam a dawno nie robiłam. Robię podobnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. :) A u mnie łazanki jutro będą :) A co do książek, to połykam niemal. Szkoda tylko, że takie drogie są....

    OdpowiedzUsuń
  3. "Książki są lustrem" - ładne. Zawsze u Was tak ładnie :). I smacznie. Taką misę łazanków wciągnę zawsze - choćby była i bez dna ;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytam za mało. Ciągły ma głód - jeszcze to i to, i to bym chciała. Ale nadrabiam :)
    No i jak ciekawa jestem tego teksu, choć dla samej uszczypliwej ironii gazety nie kupię :)
    A makarnik...- no jak zawsze pięknie wygląda.
    Pozdrówka.
    M.

    OdpowiedzUsuń
  5. daj kluchy, ja przed chwila w KFC się nażarłam (i wcale nie żałuję) choć troche kluch bym z chęcią wsunęła ;P

    OdpowiedzUsuń
  6. Łazanki, mniam!:))
    Ksiązki kocham, choć czasu jakoś na nie coraz mniej,ale czytam:) Zawsze lubiłam czytać na Historiach cytaty z różnych książek, zachęcały do przeczytania. Ty wiesz,ze dzięki Tobie przeczytałam na przykład wspomnianego Zafona.:)
    Cortazara jeszcze nie czytalam,ale kiedys sie skuszę :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Anula--->no to wiesz... zakasaj rękawy ;)

    Grażka--->prawda, że śmieszna średnia? Aż się smutno robi.

    Isadora---> mnie ratuje biblioteka i allegro ;)

    Olllla!---> już myślałam, że studnia Cię pochłonęły bez reszty. Jadasz Ty coś, dziewczyno? ;)

    Monika---> może za miesiąc się zreflektują i wrzucą do archiwum, to Ci zapodam sznurek :)

    Princess--->KFC to nie kluchy... ;)

    Sis--->zdaje się, że nie tylko "Cień...". A makaron na starym drewnianym stole? ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Panią ową przeczytałam od deski do deski będąc ostatnio w szpitalu i znów sie zastanawiam nad prenumeratą ;) Czytam huk, a nawet dwa wliczając wszelkie instrukcje, składy i inne paragony ;)
    Łazanki i owszem, choć ja "kwaśnokapuścianna";) jestem.

    OdpowiedzUsuń
  9. O tak makaron na drewnianym stole do podstawa! ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mafi---> ja wolę wybrać się do kiosku bo z PP bywa różnie, zwykle jednak z opóźnieniem.

    Sis---> Otóż, właśnie! ;) Hehe.

    OdpowiedzUsuń

Będziemy wdzięczne za kilka słów od Ciebie :)
Gosia Oczko i Agata Kurczak