piątek, 13 listopada 2009

A takie tam...kluchy

„O szczęściu mówiłem. Że szczęścia trzeba szukać w sobie, a nie naokoło.
Że nikt go człowiekowi nie da, jak sam sobie go nie da. Że szczęście jest nieraz bliziutko, może w tej ubogiej izbie, gdzie się całe życie żyje, a ludzie Bóg wie gdzie go szukają.
Że niektórzy w sławie i bogactwie go szukają, ale na sławę i bogactwo nie każdego stać, a szczęście jest jak woda i każdemu chce się pić. Że nieraz jest go więcej w jednym dobrym słowie niż w całym długim życiu.”*
Czujecie się szczęśliwi, czujecie, że żyjecie tak jak byście chcieli, tak jak sobie zaplanowaliście.
Czy osiągacie wyznaczone cele, podnosicie poprzeczkę, która z dnia na dzień jest coraz niższa, dążycie do tego co na chwilę obecną wydaje się nie możliwe, ale przy odrobinie pracy i własnego wkładu staje się możliwe.
Czy potraficie cieszyć się z błahostek, rzeczy pozornie normalnych, naturalnych, wynikających z dnia codziennego. Czy potraficie się cieszyć zarówno z ciepła, jak i z zimna, słońca i śniegu, z wiosny i zimy?
Czy kiedy problemy się nawarstwiają i czujecie, że nie dacie rady, potraficie spojrzeć na wszystko przez różowe okulary i powiedzieć sobie, to minie, będzie lepiej?

Nie?

Może warto spróbować to zmienić? Ja spróbuje…

ale najpierw zjem sobie michę makaronu z orzechami w rzeczy samej :)



Szpinakowe tagliatelle z orzechami i pietruszką
1 porcja
- makaron tagliatelle szpinakowe ok. 70 g
- garść orzechów laskowych
- łyżka posiekanej natki pietruszki
- pół ząbka czosnku lub czosnek granulowany
- mielona papryka wędzona
- sól, pieprz
- oliwa lub masło
Makaron ugotować al. dente. Orzechy uprażyć w piekarniku lub na patelni teflonowej, pozbawić skórki, posiekać i rozgnieść w moździerzu z dodatkiem czosnku i papryki. Jeśli ktoś chce mocno czosnkowy aromat proponuję dać czosnek świeży, ja wolałam przewagę aromatu orzechowego, dlatego dałam czosnek granulowany.
Makaron odcedzić i wymieszać z oliwą lub masłem. Następnie dodać pietruszkę i rozgniecione orzechy, doprawić solą i pieprzem. Wymieszać.

* Wiesław Myśliwski — Kamień na kamieniu


24 komentarze:

  1. Princess to jakaś telepatia, bo jak dzisiaj w nocy nie mogłam usnąć i odpaliłam na powrót lapa, to otworzyłam worda i pisałam sobie o szczęściu. Dokument nazwałam "Afirmacją" :)

    "Szczęście jak woda" - ładnie! :) I powiem Ci, że ja jestem go spragniona jak nigdy. I nawet znalazłam już drogę do źródła, jak tam dotrę, to powiem Ci, którą ścieżką należy iść ;)

    "Wystarczy tylko znaleźć klucz w sobie. Trzeba się wsłuchać w pragnienia, ale i w obawy. Jedne urzeczywistniać, drugim rzucić rękawicę na tyle skutecznie, by kiwnięciem palca wygrać potyczkę. " - to z Afirmacji ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. wiesz, zazdroszczę Ci tego optymizmu, tych Twoich rózowych okularków, ja lubię róz, ale chyba do mnie nie pasuje...

    OdpowiedzUsuń
  3. Eee tam! za dużo chyba przed lustrem stoisz! ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. właśnie, że unikam luster ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. Anienie nie! Nie zrozumiałyśmy się ;P Nie unikać, tylko nie sterczeć za długo - zasadnicza różnica ;)P

    OdpowiedzUsuń
  6. I się kłóci jeszcze! ;)P

    Hmmm, no dobra! Tak właściwie lustra jakoś szczególnie do szczęścia nie są potrzebne. Jeszcze można się za bardzo zapatrzyć i nie zauważyć świata wokoło. Może to i lepiej, że ich nie lubisz ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. hehehe, dobrze, że choć Ty potrafisz dostrzec pozytywne strony :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No w końcu ktoś powinien, no nie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. No ja też umiem dostrzec pozytywne strony ;)! Nawet nie wiecie jak się cieszę z pogody za oknem, która, choć szara, bura i zimna, jest wyjątkowa.
    A taki makaron to cudo w rzeczy samej! Cudne kolory :).

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja tam też jestem optymistką i mimo przejściowych kłopotów nawet jestem szczęśliwa... Właśnie z powodu codziennych drobiazgów, nawet tego, że innym smakuje to, co ugotuję...
    A ten pomysł na orzechy z pietruszką i czosnkiem do makaronu, to muszę wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pogoda! U mnie dzisiaj cudowna była, aż się chciało spacery uskuteczniać :) Ciepło i słonecznie. Tylko koty dziwnym trafem, zamiast się wygrzewać, to się pochowały. No i dzisiaj im nie pomachałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo piękna notka :)
    Jak to jest ze mna?
    Umiem cieszyć się najmniejszą błahostką, słoncem, deszczem, kolorowym liściem czy śnieżkiem. Oczywiście kocham lato najbardziej, ale kiedy przychodzi zima , jest mróz i śnieg, który opatula drzewka to uśmiecham się ,bo to takie śliczne:)
    I kiedy przychodza jakieś problemy i wydaje się ,ze nie da się ich pozbyć ,to potrafię powiedzieć- musi to się zmienić, będzie dobrze :)
    Bo musi no i tyle :) Słoneczko prędzej czy później zaświeci :)

    A makaronik piękny zjadłabym z wieeeelką chęcią, bo jest piękny i smaczniutkie połączenie :) A na razie idę Brzydulę oglądać ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. ja wróciłam taka głodna , a tu takie pyszności , poproszę porcje

    OdpowiedzUsuń
  14. Zemfi też prawda, ale dziś 13 w piątek więc...

    Olalala i tego ci zazdroszczę

    Majanko i tak trzymać

    Margot proszę, bierz ile chcesz :*

    OdpowiedzUsuń
  15. ...więc dzień szczęśliwy! :) Przeca napisałam wyżej, że nawet kot bury nie przeciął mi drogi, nie wspominając już o czarnym ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja się cieszę każdym jajem,
    litrem mleka, drogi skrajem.
    Cieszę się wiosenną burzą,
    gdyż opady zbożu służą.
    Lecz optymizm pryska gdy
    szpak obeżre wiśnie mi.

    Tu przymilnie się uśmiecham.
    Daaj makaron i orzecha :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Antoni za takie piękne wyznania bierz i dwa orzechy ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. No raz mi sie udalo z Wami porozumiec telepatycznie i przygotowac wariacje makaronowa na ten sam temat:) U mnie tez kluchy z orzechami, ale insze... Takiej wersji z papryka i czosnkiem nigdy nie jadlam, trzeba bedzie sprobowac!
    Dziekuje za inspiracje i pozdrawiam z kraju makaroniarzy:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Wszystko tu jest u Ciebie co lubię: i Myśliwski (ach ten Traktat o łuskaniu fasoli), makaron z orzechami i radość z prostych, codziennych chwil. Czasami przyzwyczajamy się i przestajemy doceniać i cieszyć się z rzeczy codziennych. Jak to tracimy i znowu odzyskujemy, jaka wtedy jest radośc. Niedawno zepsuła mi sie pralka i prałam rzeczy w ręku przez 4 dni. Jak przywieźli nową, radość z prania w pralce była wielka i trwa do dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń
  20. Konsti a buziole :))))

    Czypraku ale wróć!

    OdpowiedzUsuń

Będziemy wdzięczne za kilka słów od Ciebie :)
Gosia Oczko i Agata Kurczak