poniedziałek, 7 grudnia 2009

Jajo Kolumba

Do tych kluch podchodziłam jak do jeża. Raz, że jeszcze do niedawna byłam zielona i o boczku mogłam zapomnieć, a to już by nie było to. Dwa: nijak pasowało mi to jajo. Trzy: czy mi się nie zrobi z tego jajecznica z makaronem zamiast carbonary*? Ale tydzień jajka zobowiązuje – postanowiłam się zmierzyć z tą zagwozdką. Tymczasem zrobiło się szybko, bezproblemowo, jajecznica nie wyszła. Wniosek? Niby trudne, a jednak łatwe. Ot! Takie jajo Kolumba ;)




Jajo Kolumba, czyli węglarze jedzą kluchy.

Na oliwę wpadł pokawałkowany boczek, chwilkę później doskoczyła cebulina. Jedno zrobiło się z lekka "chrupkie", drugie zmiękło – gra gitara. Czas na dorzucenie ujędrnionych kluch i wymieszanie. A za nimi wybełtane razem: żółtko jajca, starty parmezan, trochę śmietany, sól i pieprznięty. Szybkie, ale dokładne zamieszanie, co by sos oblepił dobrze kluchy. I na tym rola ognia podrondlowego się kończy. No bo przecież nie umówiliśmy się na jajecznicę :)

* Nie wiem, skąd ten szał – nic szczególnego takie kluchy. Że się posłużę zasłyszanym ---> "jak zachwyca, skoro nie zachwyca?" Wuaśnie!
** zima idzie, zmierzch mnie goni, chyba trzeba wcześniej gotować obiad ;)




12 komentarzy:

  1. A ja carbonary jeszcze nie robiłam! A dziś miałam kluchy z boczkiem, ale po meksykańsku mi niespodziewanie wyszły...
    Narobiłaś mi smaka...
    A kluchy z jajecznicą to akurat lubię... Jak popsuję, to zjem i tak :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No gdzie ten Kolumb, no?! :D Znaczy, że odkryłaś te kluchy z jajami? :D
    A tak w ogóle to się uśmiałam, a właściwie zbaraniałam, bo najpierw przeczytałam "jaja Kolumba". :D

    OdpowiedzUsuń
  3. JEAH!!! dałaś radę :)
    Moglabym byc spokojnie żoną węglarza albo węglarzem! Uwielbiam carbonarę!
    PS> La donna e mobile ;-P ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm... mam zupełnie inne doświadczenia z karbonarą (i przepis - sos osobno w rondelku)... To mi przypomina bardziej "makaron po kantońsku". Dobre być MUSI, bo tyle rzeczy dobrych zmieszanych razem, niedobre być nie może :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczko, a spróbuj ty kiedyś boczuś na jego własnym tłuszczyku tak na mocno chrupko zrobić, a potem jeszcze żółtka i śmietana, parmezan, trochę ziół. Wiesz, ta cebula mniej jest potrzebna, a oliwa to IMHO zupełnie niewskazana, bo kłóci się ze smakiem boczku :) No i koniecznie porządny, dobrze uwędzony boczek kup. To podstawa sukcesu :)
    Buziak cieplutki :*** i już od Ciebie zmykam, bo jak Mój S zobaczy ulubione jego kluchy, to już zupełnie się w Tobie zadurzy ;DDD

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja carbonarę to całkiem całkiem lubię:) A nasze początki tez były takie nieśmiałe (to znaczy moje i carbonary);)

    OdpowiedzUsuń
  7. "Zachwyca? ma zachwycac" :-) to parafrzujac moja ciotke dentystke-sadystke, ktorej mottem jest "Boli? ma bolec"!

    A powaznie, to Oczku naprawde mialam takie same watpliwosci gdy robilam pierwszy raz carbonare, oj chyba ze sto lat temu :-) nie dziwie sie zachytowi, nie dziwie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Uuuuwielbiam. Bo proste, bo szybkie, bo z boczkiem.

    I już :)

    OdpowiedzUsuń
  9. jajka jej się zachciało no! głodnemu chleb na myśli... chyba idę jakieś jajo skubnąć ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja tam nie wiem, ja chyba nie jadłam, ale na pewno by mi smakowało, bo wiadomo - kluchy to ja lubię i to bardzo:)
    Toć to włoskie jest :)
    Mniam, mniam:)
    Kochana, mnie tak dołuje brak słonca, nie umiem zdjęc robić, jestem zdołowana :(

    Buźka Kochana mła :***

    OdpowiedzUsuń
  11. no a ja dziś zrobiłam sobie faszerowane jajeczka:) byłyy pyszne:) a carbonara nie jadłam jeszcze:/ trzeba to nadrobić:)

    OdpowiedzUsuń
  12. No więc tak (nie zaczyna się od "no więc" ;)P :

    Grażka--->jak popsutą i tak zjesz, to do dzieła!

    Małgoś--->jaja, no proszę proszę, jakieś podwójne dno do jednej miski? to się nie godzi. Kolumb siedzi w linku.

    Limona--->bo się zagapiłam i myślałam, że mam czas tylko do ndz, a tutaj: tadam! jeszcze w poniedziałek mogę :) No to zrobiłam, skoro tak ;)

    Muscat--->Pasta wita u siebie :) po kantońsku? - nie znam, ale się dowiem :)

    Lipka---> wyobraź sobie, że tak właśnie na początku próbowałam, ale jakoś mało dał z siebie, to mu dziewicę podrzuciłam. Ta śmietana też mi średnio pasiła, więc dałam w minimalnej ilości - tyle o ile. Boczek wędzony własnoręcznie w szopce na działce- przez Dziadka, znajomego Starszego.

    Ati---> a ja jednak stwierdzam, że to nie moja bajka. Ale dla potwierdzenia, bądź nie - skuszę się kiedyś raz jeszcze.

    Basiula---> no właśnie... nie zachwyca ;)

    Truskaweczko---> jako fanka boczku, zapewne spodobałaby Ci się wersja maczałki do blin - zapodam wkrótce :)

    Princess--->raczej nie głodnemu, a na diecie haha!!

    Sis---> ojjj tak Moja Złota, po 15-ej już kiszka się robi. Łączę się w bólu. Masz tu na osłodę :)**

    Ilka--->Pasta wita! Jeżeli uważasz, że takie połączenie to Twoja bajka, to śmiało! :)


    pozdrówka!

    OdpowiedzUsuń

Będziemy wdzięczne za kilka słów od Ciebie :)
Gosia Oczko i Agata Kurczak