środa, 30 grudnia 2009

Vontomaty

Tak, wiem! Zaczynam się robić monotematyczna, ale nic nie poradzę na to, że z mięsa zachwycić potrafi mnie tylko von trupka. Reszta jest taka oczywista. A rzeczona? Ma swoje niuanse lekkiej goryczki doskonale wiążącej się w parę zdecydowanego smaku. Ma to coś! To jak z ludźmi – widzisz kogoś tylko raz i już czujesz magnetyzm. No...nie żebym czuła magnetyzm w stosunku do von – von ;) Tak bajdełejem.

Pomyślałam sobie, skoro von ma zdecydowany smak gorzkości, a tomaty są słodkie – można by je połączyć razem. A później trafiłam na ten przepis. A mając w pamięci udany mariaż tomatów z makaronem kawowym, który to popełniłam swego czasu kierując się toskańskimi radami Miriano Baldini... I biorąc po uwagę fakt, że miesiąc kawowy trwa do końca roku... No jednym słowem - jak tylko zaświtała mi ta myśl w głowie, to już nie chciała się odczepić. Oto więc!


Von – tomaty z kawowym makaronem

Najpierw rozprawiłam się z von. Obmyłam i zrezygnowałam z mlecznej kąpieli (gdyż czas mnie naglił), pokawałkowałam, wysuszyłam ręcznikiem papierowym i wrzuciłam do woreczka z mąką i słodką papryką błyskotliwym celem obtoczenia von. A potem sruuu! na rozgrzaną oliwę, pod koniec sól i pieprznięty. Koniec. Chwilowo zapominam o trupce, a biorę się za sos. Cebulina – sztuk dwie, jedna biała, druga czerwona. Na kawałki, potem na oliwę, niech się szklą, skoro są takie cwane i łzy z oka wyciskają. Potem doskakuje pokawałkowana czerwona papryka i też mięknie. A jeszcze potem zapuszkowane tomaty. Do smaku w rondlu z towarzystwem ląduje pomidorowe pesto i nieco słodyczy z cukiernicy. Wszystko bulgota sobie jakieś 20 – 30 minut, potem im przysalam i pieprzę wszystko dość sporo. A na ostatnie bulgoty wpada jeszcze łyżka śmietany 18 – ki. Gdybym miała pod ręką mojego bzyczka, to bym wyżyrafinowała połowę na ciapę. Ale żyrafinka została w zacisznej. Enyłej – tak też pasi. O sosie też chwilowo zapominam, biorę się za kluchy. Ekspresem, w ukropie wręcz – ujędrniam je, a potem... potem przypominam sobie o trupce i sosie. Nie pozostaje mi już nic innego, jak oddać się konsumpcji :)




piątek, 25 grudnia 2009

Makowe serca

Oczko zarzuciło świątecznym makaronem z makiem to co ja będe gorsza! No nie będe i już, stwierdziłam dziś rano. Myśl o kluchach naszła mnie gdy podziwiałam mój nowy nabytek otrzymany od Bei. Te piękne kolorowe makaronowe serducha nie mogły dłużej czekać na ich konsumpcje. Pierwszy pomysł, czyli makaron i szpinakowy sos odpadł w przedbiegach, bo nie zakamuflowałby te kolorki. Tak więc padło na orzechy, potem doszedł mak i reszta.



Pyszniutko było :)



Makaronowe serca z makiem i orzechami
1 porcja
70 g makaronu
kilka suszonych moreli
łyżka maku
kilka kropli olejku pomarańczowego
łyżeczka masła
garść orzechów laskowych
½ łyżeczki cynamonu
ewentualnie cukier waniliowy
Makaron wrzucić do wrzącej wody i gotować około 8 minut.
W tym czasie orzechy przekroić na pół. Rozgrzać na patelni masło, wsypać mak, dodać orzechy, cynamon i olejek. Chwilę podsmażać i dodać posiekane morele.
Makaron odcedzić, wrzucić na patelnię i dokładnie wymieszać. Można dodać trochę cukru waniliowego.

Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 01.XII.2009 - 05.I.2010

czwartek, 24 grudnia 2009

Święta, ich smak i mak

Michrówek znana bliżej jako Mihrunnisa wysłała nam zdjęcie aniołka. Aniołek ów został wykonany z... makaronu przez osoby mniej sprawne umysłowo. Tym samym mamy naoczny przykład tego, że takie osoby wcale nie są od nas gorsze, skoro ich dłonie mogą wyczarować coś naprawdę ładnego tak naprawdę z niczego. Jeżeli jednak pragniecie nie tylko patrzyć na aniołka, ale też takowego wykonstruować samemu zerknijcie tu, tu, tu i tutaj też. Po nitkach do kłębka znajdziecie instrukcje.


Tymczasem Princess i ja życzymy Wam spokojnych, radosnych, rodzinnych i smacznych świąt. Cieszcie się atmosferą, jakie one roztaczają i korzystajcie z bogactwa stołu.


Makiełki - kluskowa makówka świąteczna :)

Takie kluchy to prosta rzecz – wystarczy Najlepszej podebrać trochę maku, który jest przeznaczony na makowca i wymerdać go z kluchami. Rzeczony mak najpierw trzeba sparzyć wrzątkiem, potem przekręcić co najmniej dwa razy przez maszynkę (mając przy okazji darmową siłkę dla mięśni ;)) , potem wymieszać z jajcem, cukrem, bakaliami, olejkiem migdałowym, stopionym masłem, skórką pomarańczową, miodem i startym naocznie jabłkiem. A potem tylko wystarczy ujędrnić kluchy i dopełnić mariażu.
Wesołych i smacznych! :)

Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 01.XII.2009 - 05.I.2010

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Męska Sprawa

Piwo! Jakoś tak kojarzy mi się z płcią męską. Wino zaś z pierwiastkiem damskim. Niby dlaczego? Ha! Dobre pytanie – sama nie wiem. Może dlatego, że puszka piwa otwiera się szybkim "pssssssst" i już jest gotowa do konsumpcji. A do wina zwykle potrzebne są ceregiele w postaci korkociągu i kieliszków. Hmmm...możliwe, że właśnie tak.

A von – von? Po lekturze "Kompleksu Portnoya"* też mi się męsko kojarzy – zwłaszcza jeśli zestawić ją z tym tam niżej makaronem, co to Princess w swej łaskawości się ze mną podzieliła kawałek czasu temu. "Kompleks..." jak nic! A w połączeniu z piwem – męska rzecz po prostu. Ale i kobiety mogą wziąć widelce w dłoń. Zatem....!



Pssssst! Czyli von – von i piwo.

Na patelnię poszedł ten tutaj przepis. Początek, jak to zwykle bywa z von – podobny: Kleopatra, czyli skąpanie co najmniej godzinne von w mleku. Później pokawałkowanie**, obtoczenie w mące i łagodnej papryce i szybki rzut na rozgrzaną oliwę. Wcześniej na rzeczonej omdlała popiórkowana cebulina i grzecznie usunęła się na bok – na talerz i czekała znowu na moje nią zainteresowanie. Tymczasem von – von randkowała z oliwą, a ja czuwałam nad tym, aby za nadto nie stwardniała. Nie może, bo będzie po przyjemności – niestety. Pod koniec nastąpiło dopieprzenie towarzystwu wespół z przysoleniem. I von – von poszła sobie von! Z patelni – rzecz jasna, ale tylko na chwilę. Wszystko dlatego, że nagle i niepostrzeżenie... psssssst! Pojawia się piwo w towarzystwie śmietany (18%), szczypty suszonego tymianku i oregano oraz omdlałej wcześniej cebuliny. Wszystek dusi się bez zmrużenia kole dwudziestu minut, zagęszczając atmosferę. Pod koniec sos obtacza powracającą na patelnię von – von. A później kluchy jeszcze. Raz, dwa i po sprawie.


* Philip Roth – "Kompleks Portnoya". Jest tam jedna scena wypisz wymaluj, to co na talerzu... tylko... ekhem – mniej apetyczna, a ściślej mówiąc – nieapetyczna wcale. Nie zachęcam do lektury, bo może Was zniesmaczyć. Roth jest specyficzny i nie każdy może go dobrze trawić. No chyba, że ciekawość Was zeżre szybciej, niż Wy von – von, haha! ;)PP ) Lepiej wziąć się za "Konające zwierzę", którego dość udaną adaptacją jest "Elegia" z Penelope Cruz.
** Bajdełejem, z przerażeniem odkryłam, że... surowa von jest dość... przyjemna w dotyku. Taka... delikatna, gładka, "satynowa" wręcz. Czy jest na sali lekarz?

piątek, 18 grudnia 2009

Płaski łazankowy

O Babulinkowej kapuście z suszonymi grzybolami pisałam na eksperymentach. Oj rozmarzyłam się rozmarzyłam, i nawet łezka w oku mi się zaplątała na myśl, że w tym roku tejże kapuchy już nie uświadczę... Moja kapucha mimo, że smaczna to już nie ta sama, a dziś jeszcze dodatkowo urozmaicona śliwkami i żurawiną. Ponieważ głodna byłam oj głodna i spragniona węgli w psotaci makaronowej, kapuchę zapodałam z makaronem, płaskim bo płaskim, takim łazankowym :)



Łazanki z kapustą
400 g makaronu łazanki
Kapusta z suszonymi grzybami, śliwkami i żurawiną
0,5 kg kiszonej kapusty
cebula
2 garście suszonych grzybów
garść suszonych śliwek
garść suszonej żurawiny
2 listki laurowe
2 kulki ziela angielskiego
kilka suszonych goździków
pieprz cały
Grzyby zalewam na noc gorącą wodą. Następnego dnia kroję kapustę i wkładam do garnka, wrzucam grzyby wraz z wodą, dodaję żurawinę i śliwki. Zalewam wodą i stawiam na ogień. Dodaję ziele, listki, goździki i pieprz. Gotuję do miękkości.
W międzyczasie na patelni szklę posiekaną cebulę. Kapustę odcedzam, wyciągam grzybki i śliwki, kroję na mniejsze kawałki. Usuwam z kapusty listki laurowe, kulki pieprzu i ziela oraz goździki.
Ponownie dodaję śliwki i żurawinę oraz cebulę. Dokładnie mieszam.
Pod koniec gotowania kapusty gotuję al dente makaron, odcedzam go i mieszam z kapuchą.

Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 01.XII.2009 - 05.I.2010 Kuchnia wegetariańska

wtorek, 15 grudnia 2009

Ostrość proszę!

Jeżeli przyjdzie Wam kiedyś pomysł do głowy, aby kupić makaron z peperoncino – mocno się nad tym zastanówcie. Bo może się zrobić ostro, bardzo ostro! Potem tylko mleka szukać dla złagodzenia atmosfery. Albo połączyć kluchy z maczałką, tą, co to o niej bełkoczę na drugim poletku. A do tego jeszcze groszek mrożony i te skwarki z boczku. Lubię takie rzeczy... tylko gdyby nie ta przesadna ostrość makaroniarska ;)




Linguine al peperoncino, czyli maczałka babci Michaliny niesie pomoc.

Wszystko rozbija się o sos mleczny: literek (albo mniej – w zależności od potrzeb i ostatecznej ilości porcji) rzeczonego należałoby zagotować, a potem wybełtać z rozrobioną w kapce zimnego mleka mąką, połączyć, zagotować na konsystencję sosu. Potem dorzucić usmażone skwarki z boczku, obgotowany mrożony groszek i piekielnie ostre linguine i jeść :)

poniedziałek, 14 grudnia 2009

Nie śpiąc

Nie ma to jak przyzwyczaić organizm do spania po kilka godzin na dobę.
Gdy już się pada na twarz co by nie napisać, że na pysk, i zmęczenie skłania nas do wcześniejszego oddania się w objęcia Morfeusza to wtedy pojawia sie problem.
Problem typu przyzwyczajenie i zamiast odespać nie przespane, my budzimy się w środku nocy i ...
I co wtedy? Wtedy to już nic nie zrobimy, no chyba, że uda nam się zasnąć, ale jeśli nie?
Jeśli nie, to nie pozostaje nam już nic innego jak tylko odpalić kompa i siadać do pracy i nadrabiać zaległości, na ten o to przykład blogowe :)
A, że zmęczenie znów nas ogarnie za kilka godzin, to już inna sprawa....

Sny mają swój własny rytm. U każdego inny. Wszyscy jednak śpimy w rytmie, jak żyjemy w rytmie. Nie da się oddzielić snu od życia.*



Chifferi w sosie pieczarkowo-śmietanowym
1 porcja
60 g makaronu kolanka
20 dkg pieczarek
ząbek czosnku
50 ml śmietanki 12 lub 18%
łyżka posiekanej natki pietruszki i bazylii
odrobina masła
sól, pieprz
Makaron ugotować al dente.
Pieczarki obierać, pokroić w plasterki i wrzucić na rozgrzaną patelnię z rozpuszczonym masłem. Posolić, popieprzyć, dodać posiekany ząbek czosnku i dusić do miękkości. Pod koniec duszenia dodać śmietankę i jeszcze chwilę potrzymać na wolnym ogniu.
Na patelnię wrzuć makaron, bazylię i natkę, dobrze wymieszać.

*— Wiesław Myśliwski
Traktat o łuskaniu fasoli

czwartek, 10 grudnia 2009

Gimnastyka dla języka

Bawiąc się w Mikołaja (a raczej w Mikołajkę) udałam się do księgarni w poszukiwaniu skarbu, który potem mógłby być prezentem – od Mikołaja. Rzeczony miał przyjechać na sankach, no ale z powodu braku śniegu poradził sobie inaczej. Jak? – to wie tylko sam brodaty. Fakt faktem – sprytny jest i żadna aura mu nie straszna, nawet bezśnieżna. Wracając do skarbu: skarbem bywa książka – przynajmniej w mniemaniu oczka. Dotarłam zatem na dział dziecięcy i... nie chciało mi się go opuszczać ;) Dzieciaki mają teraz takie bogactwo książek, a nie wiedzieć czemu wolą oglądać kartony*, czy grać na laptopie. A czytanie przecież tak fajnie może kształtować wyobraźnię. I bawić jeszcze – słowami :)

"Poducha Stacha" **

Poduchę Stacha buchnął duch,
pod pachą wtachał go na dach -
z poduchy bucha puch buch! buch!
bo duch w poduchę buchnął bach!

- Och! Och! Poducha! - westchnął Stach,
za duchem pach! Bez tchu na dach,
uch! do poduch wepchnął puch
i w ucho ducha puchem buch!


Spróbujcie to przeczytać najszybciej jak się da ;)




Winna von – von i oranż

Na tapetę poszedł kolejny przepis z von – trupką. Rzeczona nie dość, że miała z winem do czynienia, to jeszcze się orzeźwiła – cytrusowo. Ale zanim tamto, wpierw czas na Kleopatrę – von von najpierw kąpała się w mleku*** 2 godziny. Potem obtoczyła się mące i łagodnej papryce i ułożyła na patelni z rozgrzaną oliwą niczym plażowicz – celem zażycia nieco ciepła. Kiedy obróciła się na drugi boczek, wtedy do towarzystwa dostała popiórkowaną cebulinę. Na koniec doskoczył pieprznięty i sól. I dość! – poszła sobie z patelni. Wtedy do akcji ruszyło czerwone półwytrawne, które odkleiło sam smak z patelni i przy pomocy soku z pomarańczy dopełniło przyjemności. Na koniec urodzinowe kluchy (dzięks Princes! :)) i już!




* Cartoon Network - w sensie
** Małgorzata Strzałkowska - Wiersze, że aż strach!
*** Moczenie w mleku sprawia, że von - von staje się krucha i mięciutka. Może się pluskać nawet całą noc.

wtorek, 8 grudnia 2009

Krótki rzut oka na Pastę

Niebieskie oko rzuciło swój wzrok na Pastę, więc nie wypada przejść koło tego tak obojętnie. Tym samym, z tego tutaj miejsca obie serdecznie dziękujemy całej czwórce, która hurtem obrzuciła nas prezentami.



Mafi wyróżniła "Pastę" za "odlot ;)" (cokolwiek miałoby to znaczyć ;))

Cremebrule wyróżniła nasze "ponadprzeciętne makarony"

Cytryna stwierdziła, że mamy "świetne opisy, mega radość życia i gotowania" no i..., że propagujemy "te słodkie chwile zapomnienia... o diecie ;)"

Antonio zaś dodał, że czuje u nas "powiew świeżości" i dodaje, że są z nas "fajne dziewuchy". Dodatkowo Miłemu Rolnikowi dziękujemy za polecenie poletka "Eksperymentalnie" i "Bełkoty"


Pozwolimy sobie potraktować to jako przedwczesne mikołajki i prezent pod choinkę w jednym ;) Jest nam okrutnie miło :)))) Kłaniamy się w pas i przesyłamy po porcji kluch :)

Ponieważ oko dostałyśmy jakiś czas temu i fala nominacji kolejnych, na blogach już przeminęła, bezczelnie pozwolimy sobie zakończyć łańcuszek jakże skromnym "dziękujemy".

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Jajo Kolumba

Do tych kluch podchodziłam jak do jeża. Raz, że jeszcze do niedawna byłam zielona i o boczku mogłam zapomnieć, a to już by nie było to. Dwa: nijak pasowało mi to jajo. Trzy: czy mi się nie zrobi z tego jajecznica z makaronem zamiast carbonary*? Ale tydzień jajka zobowiązuje – postanowiłam się zmierzyć z tą zagwozdką. Tymczasem zrobiło się szybko, bezproblemowo, jajecznica nie wyszła. Wniosek? Niby trudne, a jednak łatwe. Ot! Takie jajo Kolumba ;)




Jajo Kolumba, czyli węglarze jedzą kluchy.

Na oliwę wpadł pokawałkowany boczek, chwilkę później doskoczyła cebulina. Jedno zrobiło się z lekka "chrupkie", drugie zmiękło – gra gitara. Czas na dorzucenie ujędrnionych kluch i wymieszanie. A za nimi wybełtane razem: żółtko jajca, starty parmezan, trochę śmietany, sól i pieprznięty. Szybkie, ale dokładne zamieszanie, co by sos oblepił dobrze kluchy. I na tym rola ognia podrondlowego się kończy. No bo przecież nie umówiliśmy się na jajecznicę :)

* Nie wiem, skąd ten szał – nic szczególnego takie kluchy. Że się posłużę zasłyszanym ---> "jak zachwyca, skoro nie zachwyca?" Wuaśnie!
** zima idzie, zmierzch mnie goni, chyba trzeba wcześniej gotować obiad ;)




niedziela, 6 grudnia 2009

Mikołajkowy placek ;)

No i grudzień mamy!
Ba, więcej nawet, dziś Mikołajki!
Tak tak, dzień przez wielu wyczekiwany, bo jeśli grzeczni byli to może do nich św. Mikołaj wpadnie i coś tam podrzuci.
Niby śniegu nie ma (na szczęście, bo nie znoszę żadnych opadów, żadnych! ;)), ale ostatnio słyszałam, że św. Mikołaj samolotu się dorobił i da radę do wszystkich (tylko grzecznych) dotrzeć :)
Więc nie bójta żaby, Mikołaj da radę, bo jakby nie miał dać ;)
A dla mnie w tym roku dziwne to Mikołajki, bo pierwszy raz odkąd pamiętam nic nie wyżuliłam do dziadziolka z okazji tego „święta” (żadne tam tłumaczenie, ze już za stara na Mikołaja jestem nigdy nie pomagało ;) ). A nie wyżuliłam, bo...zapomniałam! I masz tu babo placek!



No, ale dobra, może naprawdę już za stara jestem? A poza tym nawet św. Mikołaj, nawet dziadolek, nie są w stanie dać mi tego czego pragnę, więc...może Kubusiowy makaron (od Oczka rzecz jasna) na pocieszenie?

A skoro to i świąteczne smaki to może i by na świąteczny deserek się nadawało?



Makaron piernikowo-miodowy
1 porcja
70 g makaronu (u mnie bajkowy)
2 łyżeczki miodu (u mnie gryczany)
garść ulubionych orzechów
kilka suszonych śliwek -pokrojone
łyżka mleka
przyprawa do piernika
Makaron wrzucić do wrzątku i ugotować al dente.
W tym czasie orzechy pokruszyć na mniejsze kawałki i uprażyć. W małym rondelku rozgrzać mleko, dodać miód i podgrzewać, aż się połączą. Dodać szczyptę przyprawy do piernika, wrzucić bakalie i makaron. Dokładnie wymieszać.


Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 01.XII.2009 - 05.I.2010

wtorek, 1 grudnia 2009

Powiedz oczku coś na uszko...

"Nie chciałem.
Nie chciałem ci nic powiedzieć.

Zobaczyłem w twoich oczach
dwa drzewka oszalałe.
Z wiatru, ze śmiechu i złota.

Chwiały się.
Nie chciałem.

Nie chciałem ci nic powiedzieć."
*


Pan Mendoza poszedł chwilowo w odstawkę na półkę – zasłużył sobie na odpoczynek od oka oczka. Teraz czas na wyszukiwaną od dawna w biblio** "Grę Anioła". Czy przemówi, jak "Cień wiatru"? Czy może nic mi nie będzie chciała powiedzieć? Posłucham... wodząc po literkach :)



Occhiolino rozprawia się z orecchiette
(orecchiette al salmone affumiciato – Viva la pasta!, s.42)

Na pierwszy ogień idzie pieprzowiec, zwany papryką (w kolorze czerwonym). Delikwentkę należałoby wrzucić do piekła i przetrzymać tam na tyle długo, aż zrobi się na brąz. Potem włożyć do woreczka, a następnie bezwzględnie obrać ze skóry. A potem jeszcze rozprawić się z nią nożowniczo – na kawałki i rzucić na ostateczne rozdrobnienie żyrafinie. Takąż pastę umieścić w rondlu wraz z: oliwą, wędzonym łosiem, przeprasowanymi zębami czosnkowymi i śmietaną (22-30%). Podgrzewać ogniem podrondlowym, aż do zagęszczenia atmosfery. Na koniec pieprznąć z młynka, przysolić i ogołocić krzak bazylejski. Wszystko wymiąchać z uszami.




* Federico Garcia Lorca – "Na uszko dziewczynie" (przekład: Jerzy Ficowski)
** no przecież nie kupię, skoro ostatnio powiększam swoją przestrzeń życiową pozbywając się drobiazgów, bez których - o dziwo! - też da się żyć :)