niedziela, 26 grudnia 2010

Kluski na święta

Jedni w święta odpoczywają, a Princi akurat ma ochotę zrobić pranie i dokonywać cudów- rozpakować do końca swe manatki.
Jedni cieszą się i radują, a Princi stara się nie myśleć, że kogoś nie ma kto być powinien.
Jedni spędzają czas z ukochanymi osobami, a Princi albo przez tel pepla albo emaile wysyła.
Jedni jedzą w Wigilię karpia popijając go kompotem z suszonych owoców, a Princi je makaron popijając go kawą. I tak Princi się podoba, bo je co lubi i odpoczywa jak lubi, o!
I taki oto makaron na wigilijną kolację jadłam, a Hirek i Lesiu* mi towarzyszyli.

Podobny makaron już kiedyś jadłam, ale dziś w wersji na bogato, z suszkami pomidorowymi, tak o na cześć Dziadziolka :)





Tagliatelle z czosnkiem niedźwiedzim, pistacjami i bazylią
1 porcja
- 75 g makaronu Tagliatelle z czosnkiem niedźwiedzim
- garść obranych pistacji
- suszone pomidory
- świeża bazylia
- oregano
- świeżo zmielony czarny pieprz
- czosnek granulowanym, sól, mielona wędzona papryka
- oliwa
Makaron wrzucić do wrzątku i gotować ok. 8 minut. Orzechy i bazylią posiekać, można też zmiksować, ale ja wolałam czuć cząstki orzechów. Pomidory pokroić w mniejsze kawałki.
Makaron odcedzić, wymieszać z orzechami, bazylią, oregano, pomidorami i oliwą. Doprawić pieprzem, solą, czosnkiem i papryką wędzoną do smaku.

* Nowy towarzysz życia, lekko zboczony, tyłek wciąż wypina, od siostry Warki na gwiazdkę otrzymany i niedługo pewnie go Wam przedstawię. Dziś jedynie napomknę, że to nowy zwierzak w mym domowym zoo, czyli królik z oklapniętymi uszami :)

czwartek, 16 grudnia 2010

Zimna porcja z gorącym sercem

Kochany Pamiętniczku,
trafiłem ostatnio na cudny cytat – czytaj:

„Wcale nie jestem zimną porcją makaronu. Mam gorące serce. To podstawa mojego charakteru.”*

Nie mam więcej nic do dodania w tym temacie. Tamto doskonale oddaje to, co o sobie myślę.

Posyłam kisa
Twój Lanczboksik




Piętnasta sztampa w lanczboksie – gorące serce w zimnym plastiku

riccutelle - ujędrnione
boczek – podsmażony
pieczarki – podduszone
szparagówka żółta – ugotowana

Wymieszać razem, skropić oliwą i pieprznąć z młynka. Zapakować do lanczboksa, potem wtrąbić.


*Truman Capote – „Śniadanie u Tiffany'ego”

niedziela, 12 grudnia 2010

Mobilnie

Ja znów mobilna, znów przeprowadzana, znów w nowym miejscu.
Zamiast bliżej to dalej, ale milej i weselej.
Nawet gotować zaczęła, ba w dodatku piec chleb!
Makaron też jadam, a jaki smaczny! Nie tylko ja go gotuję, ale jest on też dla mnie gotowany.
Pomijam fakt, że dziś rozgotowałam kluski, tak że podobno „rozpływały się w ustach” ;-) No cóż jutro w pracy będę oszczędzać zęby, bo jedzonko będzie w formie „rozgotowanej”, piknie ;)
A teraz koniec pitolenia o wszystkim i o niczym. Pora na coś ekstra smacznego i nierozgotowanego!



Makaron ryżowy z dynią i kurczakiem
2 porcje
100 g makaronu ryżowego (u mnie z ryżu brązowego)
połówka piersi z kurczaka (ok. 200 g)
200 g dyni- pokrojonej w kostkę i upieczonej
ok. 100 ml mleczka kokosowego
ok. 1 cm imbiru
posiekany ząbek czosnku
½ łyżeczki kardamonu
szczypta soli i pieprzu
łyżeczka soku z cytryny
posiekana natka pietruszki
oliwa
Makaron zalej wrzątkiem i odstaw po przykryciem na ok. 6 minut.
Pierś z kurczaka pokrój w kostkę i lekko posól i popierz. Na patelni rozgrzej odrobinę oliwy, wrzuć imbir i czosnek, a następnie kurczaka. Gdy białko mięsa się zetnie, na patelnię wrzuć dynię i wlej mleczko kokosowe. Chwilę podgrzewaj, po czym dodaj sok z cytryny i kardamon, a następnie pietruszkę. Dobrze wymieszaj. Ewentualnie dopraw do smaku, jeśli jest za mdłe.
Makaron odcedź, przełóż na talerze i polej „sosem”, czyli pseudo-curry z kurczaka, pieczonej dyni i mleczka kokosowego.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Z jajami :)

Po obdarowaniu mnie i Princi przez Karolę chwilę zastanawiałam się jak zutylizować owe kluski. Wiadomym było, że dodatki musiały być stosowne do formy. Zatem już pierwsza myśl była, że będzie po męsku. Podobnie jak poprzednio. A poza tym, dobrze, żeby było z jajem. Z jajem! Ba! Nawet dwoma. I tak wysmażyło się syte śniadanie po chłopsku.



Pindolki z jajami, czyli chłopskie, syte śniadanie

kiełbasa (pierwotnie miał być boczek, ale zapomniałam kupić)
masło
jajca
przyprawa „Amoretka” (mix: papryka słodka, , imbir, oregano, pieprz, rozmaryn, chili, mięta, lawenda, lubczyk, goździki, natka pietruszki)
kluski pindolki

Najpierw na patelni podsmażyłam pokrojoną kiełbasę, potem wrzuciłam na rozgrzaną patelnię z topniejącym masłem rozbełtane i przyprawione jajca. Zestawiłam z ognia i drewnianą łyżką uskuteczniałam ósemki, aby jajecznica ścinała się we własnym rytmie nie robiąc się przesuszoną. Pod koniec postawiłam patelnię na mały ogień i dorzuciłam kluski. Zamieszałam wszystko i buchnęłam na talerz.

wtorek, 30 listopada 2010

Szybko, szybko!

Oto nadeszła – wraz z opadem śniegu, duuuuuużym opadem śniegu (wieczorem odśnieżone podwórko i wejście do domu, rano dnia następnego okazało się być syzyfową pracą) nowa jakość. Od dziś przestaję pomstować na ślimacze tempo (jak wczoraj tramwaje na Grójeckiej) internetu. Teraz onlajn śmigam jak błyskawica. Mam rzeczonego w wersji fastfood – szybko i dużo, acz niekoniecznie zdrowo. W związku z tym - nadrabiam kluskami ;)




McKlusky na szybko

lilie
pesto ze słoika
karczochy z zalewy
pieprz
parmezan

Ujędrnić makaron, wymiąchać z resztą, doprawić, obfotografować*, wtrąbić.

* Pan R. już się przyzwyczaja ;)

piątek, 26 listopada 2010

Przybyłam ;)

Halo halo tu Kurczak się wita.
Pamiętacie o mnie jeszcze? Bo o Hirka nie pytam, jego zapomnieć się nie da.
Wiem, wiem, znowu kupra dałam, bo znikłam, pasty nie wrzucam na bloga i w ogóle Was nie odwiedzam. Ale stolica mnie wchłonęła…tempem życia, korkami i ciągłym przemieszczaniem się z jednego miejsca w drugie, z drugiego w trzecie, a z trzeciego w pierwsze ;) Czasem zbaczam z trasy i odwiedzam inne, równie ciekawe miejsca. I tak jak pisałam na eksperymentach, jest gites i nie narzekam. Stosunkowo udane mam tu życie :-)

Jako, że w stolicy pomieszkuję to zarzucę dziś makaronem, a raczej ravioli, zakupionymi w tymże mieście jeszcze gdy na wsi mieszkałam. Jak tu byłam pewnego dnia i na Oczko czekałam, to do sklepu zaszłam i te kluchy/pierożki kupiłam. Z Oczkiem się podzieliłam, a resztę wszamałam. Oj dobre było, dobre :)


Sałatka z serowym ravioli i brokułami
1 porcja
kilka różyczek brokułu
50 g ravioli z serem
ząbek czosnku, drobno posiekany
ziarno słonecznika
sól, pieprz
oliwa
ewentualnie parmezan do posypania
Brokuły ugotować na parze. Ravioli wrzucić do wrzątku i gotować ok. 10 minut.
Na patelni uprażyć słonecznik. Brokuły wymieszać z odcedzonym ravioli i czosnkiem. Doprawić solą i pieprzem. Posypać słonecznikiem i parmezanem, skropić oliwą. Podawać na ciepło.

sobota, 20 listopada 2010

A plastik zżera zazdrość

Kochany Pamiętniczku,
jestem głęboko (tak głęboko, jak sięga moje plastikowe dno) oburzony faktem, że ona zamiast mnie ubogacać wewnętrznie bierze ze sobą do pracy jakieś dziwne towarzystwo. Inne pojemniki (w bardzo głębokiej tajemnicy) doniosły, że niosły (wszystko się działo pod przykrywką – rzecz jasna) jakieś miksy sałat z kurczakiem, tomatami i lekkim winegretem czy inne tarty pieczarkowo – paprykowe.
No ale... przecież, ja też się lubię z papryką! Chyba się obrażę i zamknę w sobie...(wieczkiem) bez(sz)czelnie.

Cmok, cmok!
Twój Lanczboksik



Czternasta sztampa w lanczboksie - Paprykowe sympatie

kluski quadrelli
pesto paprykowe z ricottą (ze słoiczka)
podduszona pomarańczowa papryka
suszone tomaty
pieprz, sproszkowana wędzona papryczka z Esplette

Kluski ujędrnić, wymiąchać z resztą, zapakować do lanczboksa, na koniec wtrąbić.

piątek, 12 listopada 2010

"Dawno nie jadłem tak dobrego obiadu"...

...odrzekł Pan R. odchodząc od stołu - pozostawiwszy na rzeczonym opróżniony talerz. Miał facet rację - mi też smakowało. A nawet skomplikowane nie było. Ot trochę zabawy z cyckami w piekle, chwila zamieszania w słoiku, szybka nożowa sprawa i mgnienie oka podczas ujędrniania. A na koniec chlust czerwonego wytrawnego Hiszpana. Voila!



Dzień wolny i dobry obiad, czyli kwintesencja lenistwa ;)

(inspirowałam się tym tutaj przepisem na ugotuj.to; sosik do cycków rewelacyjnie smakował z ostrą panierką na rzeczonych - zrobioną z przypraw)

tagliolini aromatyzowane czerwonym winem Barbaresco i czarnymi truflami

kurczak:

2 cycki
oliwa
sól, pieprz
przyprawy inne:
- shichimi togarashi (japońska pikantna mieszanka przypraw do zup, makaronu, ryżu, tostów, sałatek i każdego rodzaju mięsa; skład: pieprz czerwony, skórka mandarynkowa, czarny sezam, biały sezam, pieprz syczuański, imbir) – Princi dziękuję :*
- wędzona papryczka z Esplette (a ta dzięki Betsi :))

sosik:

2 łyżki majonezu
1 łyżka jogurtu naturalnego
1 łyżka soku z cytryny
kilka plasterków niebieskiego sera pleśniowego (rozdrobnione)
ciut soli
dużo pieprzu


Makaron się ujędrnił.
Kurczak najpierw oblał oliwą i nasmarował przyprawami, potem wskoczył z blaszką (wyłożoną folią aluminiową i lekko maźniętą oliwą) na ok. 20 minutową sesję do piekła w 180 stopniach (do zezłocenia)
Sosik zrobił się z wymieszania w słoiku ingrediencji (na drugi dzień jeszcze lepiej smakował z greckim chlebem i plastrem upieczonej karkówki z mocno pieprzno - majerankową skorupką)

Do całego towarzystwa zostały dołączone pomidory z oliwą, świeżo zmielonym pieprzem i miętą z krzaka.

W kieliszki wlało się hiszpańskie czerwone i wytrawne.


czwartek, 11 listopada 2010

Questions & answers

W przypadku obdarowywania z jakiejkolwiek okazji lub i bez okazji czasem można napotkać na problem, co drugiej osobie może sprawić radość. W przypadku, kiedy orientujemy się w sympatiach i marzeniach – jest prościej. Bo cóż...

...może makaroniarka na urodziny dostać od Pana R.?


(są już ułożone)



A jaki prezent urodzinowy makaroniarka dostaje od drugiej makaroniarki?


(wietnamski makaron z mąki z manioku)



A co dwie makaroniarki dostają bez okazji od foodblogerki?


Ah! Jakie to proste! ;)


Z tego miejsca ja i Princi bardzo dziękujemy Karolinie za jadalną przesyłkę z Północnego Yorkshire. Wprawdzie taki makaron już ujędrniałyśmy tu i tutaj na ten przykład, jednakże wyjęcie pudełka z zabąbelkowanej koperty nie powstrzymało mnie od niekontrolowanego wybuchu śmiechu ;) Buziak wielki!

wtorek, 2 listopada 2010

Kluseczkowo Ochętkowo

Jak już na Eksperymentalnym podałam przepis na pieczoną dynię to wykorzystam ten fakt i tu wrzucę coś z ową pieczoną dynią. Coś, to znaczy makaron rzecz jasna, bo dzień bez makaronu to dzień stracony. Wczoraj był makaron i dziś pewnie tez będzie. Ale wczoraj był taki full wypas, bo we włoskiej knajpce na stolicowej starówce czy tam starym mieście jak kto woli. Było bez dyni, ale za to w mej ulubionej wersji, bo ze szpinakiem, suszkami pomidorowymi i pieczonym czosnkiem :) Wyżerka była niesamowita, trza to będzie powtórzyć.
Ale wracajmy do dyniowych realiów i Chętkowej kuchni, gdzie kluch nigdy nie zabraknie, bo kluchy to są kluchy, a ja taka kluseczka ;)



Tagliatelle z puree z dyni i bazylią
1 porcja
60 g makaronu tagliatelle
150g upieczonej dyni bez skóry
odrobina śmietanki
pestki dyni
posiekana świeża bazylia
szczypta cynamonu, imbiru i gałki muszkatołowej
zmiażdżony ząbek czosnku
łyżeczka sosu sojowego
sól i pieprz do smaku
Makaron ugotować al dente.
W czasie gotowania makaronu wrzucić do blendera dynię pokrojoną w kostkę, czosnek, śmietankę, sos sojowy, po szczypcie imbiru, cynamonu i gałki. Wszystko zmiksować na gładką masę i doprawić solą i pieprzem do smaku.
Ugotowany makaron odcedzić i z połączyć z puree i bazylią. Przełożyć na talerz i posypać pestkami dyni.

czwartek, 28 października 2010

Bidak z tego Hirka!

Mam dla Was smutną wiadomość. Rozważam jedną rzecz, która zapewne się Wam nie spodoba.
Mi też się ona nie podoba, ale... No właśnie. Dziś z Hirkiem przeżyliśmy prawdziwe chwile grozy.
Ptaszysko w czasie sesji przewróciło się i gdyby nie mój refleks, szybka akcja ratunkowa, nie chcę nawet myśleć co by się stało.
Dlatego w trosce o Hirkowy dziób i moje podziurawione i tak serce, rozważam odsunięcie Hirka od moich kulinarnych eksperymentów.
Nie, nie, jeść dostanie, ale od sesji chyba go odsunę.
Nie wiem jak bym przeżyła gdyby nie tylko dziób, ale i np. kuper obił. Albo co gorsza...
Stop z czarnymi myślami! Nie będe uśmiercać w myślach jedynego w miarę normalnego i wiernego faceta w moim najbliższym (i dalszym) otoczeniu ;) Nie żebym coś miała do Gala czy Herbatnika, ale sorki, z Hirkiem nikt nie wygra ;)

W ramach poprawy humoru zaserwowaliśmy sobie Conchiglioni rigati z dynią. Hirek aktualnie odpoczywa i koi swe poszargane nerwy ;) Ale jeść dostał, nie ma to tamto ;)



Conchiglioni rigati z dynią i pistacjami
1 porcja
200 g upieczonej dyni
80 g makaronu Conchiglioni rigati (u mnie tricolore) – duże muszle
łyżeczka soku z cytryny
łyżeczka pokruszonych pistacji
szczypta gałki muszkatołowej, wędzonej papryki, czosnku granulowanego i soli
posiekana natka pietruszki
Makaron ugotować al. dente.
Dynię rozgnieść widelcem. Doprawić do smaku gałką, wędzoną papryką, czosnkiem granulowanym i solą. Dodać sok z cytryny i pietruszkę. Wymieszać.
Tak przygotowaną masę włożył łyżeczką do makaronu i posypać posiekanymi pistacjami. 

poniedziałek, 25 października 2010

O tym, co świętować, jak strajkować i dlaczego lasagne bywa niebezpieczna

No i proszę, dość zupełnie przypadkowo dowiedziałam się, że...

„Przeciętny Włoch zjada w ciągu roku 26 kilogramów makaronu - trzy razy więcej niż mieszkańcy innych krajów. Takie dane przedstawiono w Światowy Dzień Makaronu (World Pasta Day). Celem tego dnia, ogłoszonego przez producentów produktu z całego świata, jest promocja konsumpcji makaronu jako dania zdrowego, zrównoważonego pod względem dietetycznym i ekonomicznego.

Główne tegoroczne obchody Światowego Dnia Makaronu, organizowanego już po raz 13., odbędą się w Rio de Janeiro w Brazylii.
Z zadowoleniem odnotowano, że w 2009 roku spożycie makaronu wzrosło zarówno w Europie, jak i na innych kontynentach. W ciągu 10 lat produkcja makaronu na świecie wzrosła zaś z 7 do 12 milionów ton.

Liczby dotyczące Włoch, światowego potentata w produkcji i konsumpcji, są imponujące. Każdego roku Włosi zjadają 1,5 miliona ton makaronu. Drugie tyle Italia eksportuje. Wartość eksportu do Chin wzrosła w zeszłym roku aż o 17%.

We Włoszech festyny odbyły się już w niedzielę, największy - w Mediolanie z udziałem tysięcy osób. Pojawiły się z tej okazji nowatorskie przepisy. Jeden z najbardziej znanych kucharzy we Włoszech, Heinz Beck zaproponował osobliwą wersję tradycyjnego makaronu z pomidorami, choć bez pomidorów. Gotuje on makaron nie w zwykłej wodzie, lecz w przecierze z pomidorów, wyciśniętych przez płócienną ściereczkę."
*


Prawdę powiedziawszy jakoś nie bardzo chce mi się wierzyć, że Włosi jedzą zaledwie 26 kg makaronu rocznie. Chyba w statystyki brali tylko weekendowe obiady - tak mi się zdaje.

Natomiast bardzo podoba mi się idea gotowania klusek w sosie pomidorowym. Coś mi świta, że chyba Tessa Capponi - Borawska kiedyś podobny przepis zamieściła w "Kuchni", albo w "Kuchni pachnącej bazylią".



Wracając do Pasta Day - wczoraj nic jeszcze nie wiedząc, uczciliśmy to obiadem. Pan R. najpierw przyrządził sos ala bolognese, a potem ujędrniło się spaghetti, a dzisiaj reszta sosu – tym razem z cassarecce wpadło do lanczboksa. Było pysznie :)



„Świąteczny” makaron czyli sympatia do sosu pomidorowego ala bolognese

spaghetti tri colore
sos pomidorowy (z duuuuużą ilością bazylii z krzaka i startych zębów czosnkowych, cebulą, suszonych: tymianku, oregano i bazylii, słodką papryką w proszku i doprawione tabasco, pieprznięte z młynka i przysolone oraz oczywiście dziewica do wysmażenia pomidorków - koncentratu)
mięso mielone z indyka
parmezan

Ugotować sos, pod koniec dorzucić mięso. W gotowym wymiąchać ujędrnione (oczywiście zgodnie z przepisem - gotowane w wodzie ;)) spaghetti. Posypać świeżo startym parmezanem.



A w nawiązaniu do tytułu - wyjaśnienie:

1. Dlaczego zdenerwowana kobieta nie powinna mieć w zasięgu ręki lasagne
2. Jak wygląda strajk w Italii
3. oraz co dostała w prezencie któregoś razu Michelle O.


* źródło: Polska Agencja Prasowa (PAP)

sobota, 23 października 2010

Taki ot pomarańczowy

Ja tam wam nic nie chcę mówić. Ale Oczko jest niewiarygodne! Ja pomijam fakt tego co dziś dla mnie zrobiła, bo tego opisać się nie da, ale jej dzisiejszy tekst mnie rozbroił, a w dodatku bardzo pasuje do dzisiejszego wpisu.
Dziś będzie makaron z dynią, bo jakby tu inaczej, skoro Festiwal Dyni mamy?
A jaki kolor ma dynia? No zwykle pomarańczowy tak?
No właśnie!
A Oczko opisując mi mój nowy kurnik, stwierdziła, że jest: taki oczo-jebny, pomarańczowy...
Zatem dziś zapraszam na makaron z oczo-jeb*** dynią (cenzura się włączyła ;) )
Dziś z żurawiną, podobnie jak na eksperymentach kulinarnych :)



Sałatka makaronowa z dynią, żurawiną i orzechami włoskimi
1 porcja
50g krótkiego makaronu, np. Petits endelweiss
upieczone kostki dyni
garść orzechów włoskich
garść suszonej żurawiny
łyżeczka oleju sezamowego
szczypta soli i czosnku granulowanego
garść posiekanych listków bazylii
Makaron ugotować al dente. Orzechy posiekać i uprażyć. Żurawinę pokroić na mniejsze kawałki.
Dynię, żurawinę i orzechy wymieszać z odcedzonym makaronem oraz bazylią. Doprawić do smaku solą i czosnkiem, skropić olejem sezamowym.



środa, 20 października 2010

Narcyz - Asceta

Mój Kochany Pamiętniczku,
ależ nie, nie! wcale o Tobie nie zapomniałem. Jestem tylko rano trochę senny. A poza tym skoro świt nie za bardzo lubię się fotografować. No bo wiesz, rano jest już ciemniej – taka pora roku. W związku z tym nie zawsze wychodzę zbyt korzystnie w szklanym. A ponieważ jestem do szpiku plastiku narcystycznie w siebie zapatrzony, więc sam rozumiesz....
A i ona też czasem nieoczekiwanie zmienia mi wnętrze. Ostatnio na ten przykład bywał ryż basmati i dziki z duszonymi warzywami i grzybami mung w lekko orientalnym aromacie z sosem: sojowym i słodko kwaśnym, oraz ostrą papryką. Tutaj przecież się nie zaprezentuję w takiej odsłonie. Ale skoro mowa o orientacji, dzisiaj będę skromny. Chyba wpadam w ascezę - sam zobacz.
Cmok, cmok
Twój Lanczboksik


Trzynasta sztampa w lanczboksie - Plastikowa asceza

ryżowe fusilli
zielony ogórek
(miały być jeszcze grzyby mung)
orientalna mieszanka przypraw (od Betsi - buziak!)

Ujędrnić, wymieszać, zapakować, potem wtrąbić.

niedziela, 17 października 2010

A na placu...

Na placu plac leży i dobrze im tak. Wcześniej wygrzały się na patelni. Ciepło im, więc jesień im nie straszna. Nie trwożą się przed deszczem, wiatrem i porannymi przymrozkami. One mają żar pod patelnią. A potem zainteresowanie talerza i widelca. Nawet do lanczboksa się pakują bezczelne. No i masz babo placek! – z makaronu ;)


Kluski lubią placki (inspiracja: „Biblioteka Smakosza: Makaron”, s.236; przepis oryginalny rzut oka niżej)

Kluski corals (malutkie kolanka)
¾ mąki pszennej,
¼ mąki gryczanej
Szklanka mleka (do półtorej)
2 jajka
kukurydza (puszka)
sól, pieprz, słodka papryka

Kluchy ujędrnisz, wszystko pozostałe prócz kukurydzy zmiksujesz na gładką masę. Dorzucisz kukurydzę i kluski i usmażysz placki.

_____________________

Przepis książkowy (który nazywał się: naleśniki makaronowe, ale na zdjęciu i tak wyglądały jak placki, więc przy nazwie place stanowczo będę obstawać)

2 kolby kukurydzy
55 g masła
115 g pokrojonej, czerwonej papryki
285 g drobnego makaronu
150 ml gęstej śmietany
25 g mąki
4 żółtka
4 łyżki oliwy z oliwek
sól i pieprz
do podania: boczniaki lub smażone pory

Ugotować kukurydzę, kolby obskubać.
Na patelni na maśle obsmażyć paprykę.
Kluski ujędrnić.
Zrobić ciasto: ubić śmietanę z mąką, solą i żółtkami na gładką masę. Dorzucić makaron, kukurydzę i papryki. Pieprznąć.
Smażyć placki.
Zjeść.





środa, 13 października 2010

Ha!

Miałam kłaść się już lulu. Umyłam się, wybalsamowałam i pościeliłam łóżeczko.
Padam na twarz bo dzisiejszych i przed jutrzejszymi przygodami.
Jednak przypomniało mi się coś ważnego. Dziś jest 13, dobrze, że nie w piątek. Ja po 13 września nie mam miłych skojarzeń z tym dniem. Ale ja nie o tym chciałam. Jutro ostatni dzień tofowej akcji u Wegetarianki, zatem to ostatnie godziny na prezentację tofowych przepisów. Znalazłam w czeluściach mojego wymęczonego lapka zdjęcie dania z tofu, które kiedyś tam gotowałam. Zatem dziś je zaprezentuje. Dziś będzie makaron sojowy (może być makaron ryżowy) z tofu, ogórkiem i kiełkami. Pychota!



Makaron sojowy z tofu i ogórkiem
1 porcja
75 g makaronu sojowego (lub ryżowego)
50 g twardego tofu
jeden ogórek wężowy
ząbek czosnku
1-cm kawałek imbiru
łyżka sosu sojowego
łyżeczka oleju sezamowego
garść kiełków, u mnie lucerny
papryka w płatkach, ok. pół łyżeczki
łyżeczka posiekanych orzeszków arachidowych
odrobina oliwy

marynata do tofu
łyżka sosu sojowego
łyżeczka octu ryżowego
łyżeczka oleju sezamowego
pół łyżeczki brązowego cukru

Wymieszać składniki marynaty, dodać tofu i odstawić na min. 30 min.
Makaron zalać wrzątkiem i gotować ok. 5-7 minut, odcedzić i odłożyć na bok.
Ogórek obrać, umyć i pokroić w kostkę.
Na kapce oliwy zrumienić posiekany czosnek i imbir, gdy się zrumienią odstawić na bok. Na patelnię wrzuć tofu, a gdy się delikatnie zrumieni dodaj ogórek, cześć kiełków, paprykę w płatkach, makaron, czosnek i imbir. Podlej sosem sojowym i olejem sezamowy, wymieszaj i jeszcze chwilę podgrzewaj na małym ogniu.
Przełóż do miseczki, posyp orzechami i pozostałymi kiełkami.

wtorek, 12 października 2010

I tu tofu jest!

Jako, że Tofowa akcja trwa, to i na Paście i Baście makaronu z Tofu zabraknąć nie może. No bo jak to, żeby wielka fanka makaronu i Tofu nie zjadła czegoś makaronowo-tofowego i jeszcze nie pochwaliła się podczas tak zacnej zabawy? Nie ze mną te numery! Makaron i tofu to coś co kurczakowate Princesski lubią najbardziej. Zatem dziś ulubiony makaron soba z ulubionym tofu i szpinakiem :)
A na eksperymentalnym tez tofu dziś króluje :)
A podobne danka to:
Soba ze szpinakiem, tofu i pieczarkami
Makaron soba z tofu i sezamem
Makaron Soba z tofu, awokado i groszkiem cukrowym


Soba z tofu, pesto pietruszkowym i czarnymi oliwkami
60 g makaronu soba
50 g tofu twardego
kilka czarnych oliwek
pęczek natki pietruszki
oliwa, ocet ryżowy, sos sojowy, olej sezamowy – do smaku
ząbek czosnku
szczypta soli i czarnego pieprzu

marynata
łyżka sosu sojowego
łyżeczka octu ryżowego
łyżeczka sosu ostrygowego
łyżeczka oleju sezamowego

Makaron wrzucić do wrzątku i ugotowac al dente.
Składniki marynaty wymieszać. Tofu pokroić w kostkę, wymieszać z marynatą i odstawić na minimum 30 min, po czym zrumienić na patelni.
W blenderze zmiksować pietruszkę, oliwę, ocet, sos sojowy, olej sezamowy i czosnek. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Powstałe pesto połączyć z odcedzonym makaronem, pokrojonymi w obrączki oliwkami i tofu.

Inspiracja

piątek, 8 października 2010

Byłam i sprawdziłam :)

Tia, te ciągłe, coraz częstsze i dłuższe zniknięcia Oczka zaczęły mnie już poważnie niepokoić.
Toć ona się wykończy ciągle robiąc co tam robi (kto to wie ;) )
Zatem będąc wczoraj w stolicy (tia wieś znów do stolicy pojechała) musiałam wyśledzić nasze Oczko. Wystarczył sms, a nasza znikająca dama zadzwoniła i ustawiła nas na po 16 ok.15 minut :)
Ja co miałam zrobić to zrobiła (znów złamanie przysięgi) i już od 16 czekałam. I przyszła, i żółwia wypiła i jak zawsze buźki nam się nie zamykały (zwłaszcza mi). Tak więc informuje wszem i wobec, że Oczko jest, ale bardziej tam niż tu ;)
Ooo! Właśnie! Kluchy kupiłam i z Oczkiem się podzieliłam (swoją część wsadziłam do zawiniętej ze sklepu jednorazówki ;) ). Oczywiście Oczko już takie kluchy jadło (ravioli czy jak im tam z serem) i nie omieszkało mi tego zakomunikować. Ale co ja się będę przejmować, jadła, to zje jeszcze raz. Nie jeden raz kluskę się je ;)
A dziś, jeszcze nie pora na ravioli, dziś pora na pora albo kalafiora albo pomidora.
A może na łosia?
O tak wędzony łoś to jest coś!
Z groszkiem i orzeszkami macadamia. No istna rozpusta :)

pe-ska. zapraszam do nowego Kurnikowa :)


Makaron z wędzonym łososiem i groszkiem
1porcja
70 g makaronu kolanka (Chifferi)
kilka plastrów wędzonego łososia
50 g mrożonego groszku
ząbek czosnku, drobno posiekany
posiekane listki bazylii
2-3 łyżki śmietanki 18%
świeżo zmielony czarny pieprz
kilka posiekanych orzechów macadamia
Makaron wrzuć do wrzątku i gotuj aż będzie jędrny, ok. 8-10 minut. Pod koniec gotowania, na ok. 2 minuty wrzuć do garnka groszek.
Na patelni rozgrzej odrobinę oliwy, zeszklij czosnek, zmniejsz ogień i wrzuć porwanego na mniejsze kawałki łososia. Patelnie zestaw z ognia, wlej śmietankę i wymieszaj. Dodaj makaron, groszek i bazylię. Dopraw pieprzem i wymieszaj.

wtorek, 5 października 2010

Słoma i Siano

Zdaje się, że lato już dawno za nami – niestety. Patrzę na słońce tęsknie wspominając ciepło, a w myślach próbuję sobie przypomnieć, w które kieszenie schowałam wiosną zimowe rękawiczki. Zapachu siana jeszcze długo nie powąchamy, żniwa to też już stara historia. Ale przynajmniej kasztany niebawem można będzie zbierać :)



McKlusky 2 – Paglia e Fieno, czyli Słoma i Siano („Biblioteka Smakosza – Makaron”, wyd. Parragon, s. 206)

kluski tagliatelle (zielone i żółte)
masło
groszek mrożony
śmietana (16 %)
parmezan
kardamon (albo gałka muszkatołowa), pieprznięty z młynka, sól

Ujędrnić kluchy, a w tak zwanym międzyczasie na masło wrzucić groszek i smażyć ok. 4 minuty, dodać śmietanę, doprowadzić do wrzenia i gotować aż sos lekko zgęstnieje. Doprawić pieprzem i kardamonem. Wymieszać z kluchami, obsypać serem. Zjeść.


sobota, 25 września 2010

McKlusky w kolorze

Halo, halo! Jest tu ktoś? Princi narobiła rabanu, że tu głodówka niby, a ja same kluchy widzę ;P
Usiadłam dzisiaj na słońcu w ogródku i przesadzałam zioła. Brazylia jedna i druga rozrosły się tak, że poprzednie doniczki były jednak za małe. A mięta jak cudnie zapachniała, kiedy się ją trącało. Aż mi się lemoniadka zamarzyła. Potem o tej zachciewajce oczywiście zapomniałam i uskuteczniłam czaj gruziński z szałwią (od Buru-Basi :) ) pogryzając szafranowe drożdżowe z rodzynkami. A w kuchni jeszcze chleb na zakwasie rośnie. Trzeba mi zaraz rozpalić piekło :) Tymczasem kluchy, którymi pocztowo podzieliła się ze mną Princi. Zamieszałam je z ugotowaną szparagówką i wędzonym łosiem. Wiecie - taki tam szybki obiadek. Jak w McDonalds ;)




McKlusky* – ciocchetti w kolorze

kluchy
żółta i zielona fasolka szparagowa
wędzony łosoś
starty parmezan
masło
sól, kolorowy pieprznięty z młynka.

Kluchy ujędrnić, fasolkę ugotować. Zamieszać z łosiem, masłem i parmezanem. Doprawić i wtrąbić. Potem umyć talerz.

*Pan Tym z "Mamutatumam" mnie natchnął ;)

piątek, 17 września 2010

Oczko znikło!

Toć to przestaje być zabawne i woła o pomstę do nieba!
Czy to Oczko oszalało, czy makaron mu się skończył?
Mam nadzieję, że to drugie, bo jeszcze jest jakaś nadzieja.
Paczka z makaronem już poleciała do Oczka i jest szansa, że w końcu się zlituje i nakarmi naszą P&B!
Poczuwam się w obowiązku wrzucenia tu dziś jakiś kluch, gdyż śmierć głodowa Pasty jest coraz bardziej realna...
Oczko wracaj mi tu natychmiast! ;)

Makaron Chow Mein z kapustą i szparagami

Makaron Chow Mein z kapustą i szparagami
1 porcja
50 g makaronu Chow Mein (lub soba/somen)
kilka zielonych szparagów, pociętych na mniejsze kawałki
kilka liści kapusty pekińskiej
mała posiekana cebulka
posiekany ząbek czosnku
łyżeczka musztardy Dijon
łyżeczka octu balsamicznego
łyżeczka sosu sojowego jasnego
łyżeczka oleju sezamowego
łyżeczka ziaren czarnego (i/lub jasnego) sezamu
odrobina oliwy

Makaron zalać wrzątkiem i gotować połowę czasu podanego na opakowaniu.
Szparagi zblanszować. Na patelni rozgrzać odrobinę oliwy, wrzucić posiekaną cebulę, a po 2-3 minutach posiekany ząbek czosnku. Gdy cebula się zeszkli, dodać szparagi, kapustę i makaron, a następnie musztardę, ocet balsamiczny i sos sojowy. Smażyć, ciągle mieszając, aż makaron będzie miękki, ale wciąż jędrny. Na koniec skropić olejem sezamowym, przełożyć na talerz i posypać sezamem.

Inspiracja: „Wok. Potrawy w minutę”- Prezent od Grażynki :*

piątek, 10 września 2010

Coś tu głodem przymiera

Oczko kupra dało, żeby nie powiedzieć bardziej dosadnie ;P
Nic nie wrzuca na P&B, jakby makaronu nie jadła! A ja wiem, że je i to często. Leni się i pewnie coś tam jeszcze robi ;) No nic, tra ratować Pastę i Bastę przed śmiercią głodową i jakąś pastę tu zapodać.
Toć ten blog głodem przymiera, a tak nie może być!
Trzeba go dokarmić. Makaronem rzecz jasna!
Może by tak na ten przykład jakaś letnia i szybka sałatka makaronowa, skoro na eksperymentalnym jest ryżowa :)
Tu będzie taka typowo letnia, by jeszcze nacieszyć dzióbek świeżymi ogórkami i pomidorami, które powoli znikają ze straganów :( Ale cieszmy sie póki co, na smucenie przyjdzie pora. Zresztą nie przyjdzie, bo już pojawia się dynia, a dobra dynia nie jest zła! Zwłaszcza z makaronem ;)



Letnia sałatka makaronowa
1 porcja
40 g makaronu razowego świderki
1 średni pomidor
3 ogórki gruntowe
łyżka uprażonych nasion słonecznika
łyżeczka sosu sojowego
kilka kropel oleju sezamowego
szczypta pieprzu i czosnku granulowanego
garść posiekanych listków bazylii
Makaron ugotować al dente (starczy ok. 8 minut).
Warzywa umyć i oczyścić (ogórki obrać ze skórki), pokroić w kostkę. Makaron odcedzić, wymieszać z warzywami, słonecznikiem i bazylią. Doprawić do smaku czosnkiem i pieprzem. Skropić olejem sezamowym i sosem sojowym. Wymieszać i jeść :)

sobota, 28 sierpnia 2010

Wpis sponsoruje S-G ;)

No i wieś zawitała do stolicy. Oczywiście trzeba było ją odebrać z dworca i jeszcze w złotych sie pojawić, choćby na chwilkę.
Wieś jak zawsze głodna była i serek wiejski sobie na kolację zażyczyła (w I wersji była zupka chińska, ale ten wzrok Oczka...od razu się odechciało ;)).
Iść do Oczkowego mieszkanka trza było wolno, by wieś zapamiętała każdy detal, by rano się nie zgubiła, by oby przez przypadek nie spóźniła się na pociag i nie została dłużej.
A czemu wieś? Proste. Nie dość, ze w Wawie czuje się jak w mieście wielkości NY, na dzień dobry, a raczej dobry wieczór psuje swe buty odrywając pięknie podeszwę, po czym niszczy ulubioną spódnicę, szytą specjalnie dla niej! Jak ją zniszczyłam? Równie proste. Postanowiłam but skleić super glue, oj jaka ja dumna z siebie byłam, żem taka pomysłowa. No i tak sobie klejąc buta, skleiłam też swoje palce, stopę z Oczkową podłogą i przy okazji rozlałam super glue na spódnicę, która obecnie wygląda jak spódnica słynnej Monica Levinsky. ;)
I tak wieść przyjeżdżając do Warszawy została goła i wesoła w pełnym tych słów znaczeniu i gdyby nie Oczko, jej czaderskie zielone buciki i spódnica z big kokardą, nie wiem jak bym wróciła ;)
Oczywiście makaronowa wymiana została zrealizowana a ja dzięki Oczkowej szczegółowo sporządzonej mapie spokojnie dotarłam na dworzec- pomijam, że widząc na jedno oko, bo o 6 rano to oba oka nie działają ;)

Ale dość autoreklamy, pora na makaron. Oczywiście od-Oczkowy, czyli otrzymany kiedyś tam od Oczka :) Jaki makaron, a spaghetti, a że kolorowe to dla pewnego R dedykowane ;)



Spaghetti z pastą z bakłażana i słonecznikiem
1 porcja
70 g makaronu spaghetti
1 mały bakłażan
ząbek czosnku
łyżeczka słonecznika
świeża bazylia
sól, pieprz
oliwa
łyżeczka soku z cytryny
kilka kropli oleju sezamowego
W piekarniku rozgrzanym do 200 stopni upiecz przekrojonego na pół bakłażana- ok. 30min.
W upraż ziarna słonecznika, posiekaj czosnek i bazylię.
Makaron ugotuj al dente. Odcedź i odstaw na bok.
Upieczony bakłażan pozbaw skórki, a miąższ zmiksuj z czosnkiem, bazylią, sokiem z cytryny. Dodaj kilka kropel oleju sezamowego i ok. łyżeczki oliwy. Dopraw do smaku solą i pieprzem.
Makaron wymieszaj z powstałą pastą i słonecznikiem.

piątek, 20 sierpnia 2010

Pora na wodnego potwora

Obiecuję już nie narzekać.
Mam to na piśmie więc dowód jest.
Ględziłam, smęciłam, biadoliłam, że wakacji brak, że nigdzie nie pojadę, że chciałabym chociaż Polskę zwiedzić.
I mam za swoje. Zwiedzam i to aż nadto. Ledwo do domu weszłam, ledwo torby położyłam na ziemi, a tu już kolejne wyjazdy. O tyle dobrze, że inny kierunek.
Ten tydzień spędziłam w PKP i kolejny zapowiada się jeszcze gorzej i dłużej i intensywniej.
Ale plusy są, pozytywne nastawienie też. A co najważniejsze, wiara, że w końcu spocznę w jednym miejscu. A w jakim? Czas pokaże.
Jako, że w PKP i na kwaterach gotować nie gotuje, zatem dziś zaprezentuje danie, które przygotowałam i jadłam jakiś czas temu, a z braku czasu i sposobności jeszcze wam nie pokazałam. Ale w końcu przyszła pora na...potwora ;) Wodnego w dodatku ;)



Razowe penne z wędzonym pstrągiem i fasolką szparagową
40g makaronu razowego penne
dwie garście fasolki szparagowej
kilka czarnych oliwek
kawałek wędzonego pstrąga
ząbek czosnku
białe wino półwytrawne
posiekany koperek
sól, czarny pieprz
oliwa
Fasolkę oczyścić, pokroić w mniejsze kawałki i ugotować. Osobno ugotować makaron.
Czosnek posiekać i zeszklić na oliwie, podlać winem i pozwolić mu odparować. Dodać ugotowaną i odcedzoną fasolkę, pokrojone w obrączki oliwki i łososia. Po chwili dodać odcedzony makaron i koperek, wymieszać. Doprawić do smaku solą i pieprzem.

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

W czerni i w kolorze

Kochany Pamiętniczku,
Tak mi się spodobało to barwne życie, że w odpowiedzi na pytanie jak jeszcze mogę wzbogacić swoje plastikowe wnętrze, ponownie przekartkowałem gazetki w poszukiwaniu inspiracji.
Tym razem od deski do deski przejrzałem „Głębię pod przykrywką”. A potem zrobiłem się na bóstwo – raz w papuzich barwach, inną razą, kiedy upały już nieco w sobie zeszczuplały – zrobiłem się na czarno. Wyglądałem jak smaczny kąsek – zerknij – dołączam fotki.
Dodatkowo posyłam kisa.
Twój Lanczboksik




Dziesiąta sztampa w lanczboksie - Czarne pióra

ujędrnione penne barwione sepią
pesto paprykowe (ze słoiczka, rzecz jasna)
mozzarella
wędzony łoś

Wymiąchać, zapakować do lanczboksa, potem wtrąbić.





Jedenasta sztampa w lanczboksie – Kluchy ala pauga

ujędrnione piciatelli
podduszona na maśle cukinia
usmażony kurczęcy cyc
pesto paprykowe

Wymiąchać, zapakować do lanczboksa, potem wtrąbić.





Dwunasta sztampa w lanczboksie – winogrona na sposób Pana R.

ujędrnione kolorowe winogrona (posyłam kisa Poli)
serek wiejski, ziarnisty
suszone tomaty

I znowu, jak wyżej: wymiąchać, zapakować do lanczboksa, potem wtrąbić.



piątek, 13 sierpnia 2010

Misia rzucasz coś na Pastę?


Jak pewnie zauważyliście, ostatnio to Oczko wrzuca kluchy na bloga.
Ja, jak to ja, znowu nawalam. Aż Oczko mi esa o tytułowej treści przesłało.

Ale mam alibi i to całkiem dobre :)
Grunt to przecież wiarygodne alibi, no nie?
A co mam na swoje wytłumaczenie?
A sobie walczę, i to ostro, na naszym rynku pracy, który niestety dla tych mniej agresywnych nie jest zbytnio przychylny.
Zatem postanowiłam wyciągnąć pazurki, zakasać rękawy i pokazać im na co mnie stać ;)
Niestety ta walka wymaga czasu, którego mam coraz mniej. Stąd też moja mała aktywność, zarówno tu, jak i na eksperymanetalnym i u Was :(
A od niedzieli będą zupełnie poza netowym światem. Zabawię się w Jasia Wędrowniczka, dofinansuję trochę PKP i pozwiedzam Polskę. Będę trochę tam, trochę tam, a potem jeszcze tam i tam. Mam tylko nadzieję, że ni zeświruję do końca w naszych pięknych i powolnych pociągach... ;)

Dobra koniec tłumaczenia się! Czas na jakąś pastę bądź też bastę ;) O tak, Pasta i Basta! A jak! ;)



Makaron z cukinią i kurczakiem
1 porcja
50 g makaronu razowego penne
1 mała cukinia
100 g piersi z kurczaka
ząbek czosnku
sól, pieprz
natka pietruszki
przyprawa do kurczaka
oliwa
Makaron ugotować al dente. Czosnek drobno posiekać, a cukinię umyć i zetrzeć na tarce o drobnych oczkach. Pierś z kurczaka pokroić w kostkę i posypać przyprawą do kurczaka.
Na patelni rozgrzać odrobinę oliwy i usmażyć kurczaka, zdjąć z patelni i odstawić na bok. Na patelnię wrzucić czosnek i cukinię, dusić ok. 10 min, doprawiając do smaku solą i pieprzem. Dodać kurczaka i odcedzony, ugotowany makaron. Dobrze wymieszać, przełożyć na talerz i posypać posiekaną natka pietruszki.

wtorek, 10 sierpnia 2010

O dniu szóstym słów kilka

Bardzo lubię soboty. Niedziele już mniej. Sobota to poranne kawy z bulgota, omlety na śniadanie i pieczenie chleba późnym popołudniem. Dzień, który zaczyna się bez dźwięku budzika, płynie nieśpiesznie i kończy, o której chce przyjść zmęczenie. Jest nieskrępowany wskazówkami, ofiaruje drobne przyjemnostki i pozwala na wspólne posiłki przy jednym stole – jak na ten przykład lekka, tchnąca śródziemnomorsko pasta w słoneczny, letni dzień.
Szósty dzień tygodnia – małe cotygodniowe święto. Tak, bardzo lubię soboty :)


Pasta na dzień szósty

trenette aromatyzowane pesto
szynka szwardzwaldzka (z braku prosciutto)
suszone tomaty
rucola z krzaka
parmezan
dziewica z suszonych tomatów
pieprznięty, sól

Podczas, gdy ujędrnia się makaron, należałoby rozmienić na drobno suszone i szynę, które potem, wraz z dziewicą i startym parmezanem, wymiąchać trzeba w garze z kluchami. Uszczęśliwić rucolą i pieprznąć z młynka.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Pasta i Basta! - rocznica edukacyjna

Mija rok od kiedy w garze Pasty i Basty ujędrniają się kluchy. Wartałoby więc nie uskuteczniać tylko pierdół, ale wziąć się jeszcze za konkrety. Postanowiłyśmy zapodać nieco edukacji. Nie zaszkodzi, a może się przydać, jak zasiądziecie nad talerzem. Niniejszym koniec zabawy Misiaczki! Dzisiaj czas na naukę! Siadamy w ławkach i bierzemy książkę: „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o makaronie, ale nie chciało się Wam nigdzie poszukać i chcecie, żeby to zrobić za Was”* ;)P a potem otwieramy kajety i grzecznie kaligrafujemy, co następuje:

Pasta fresca – makaron świeży
Pasta secca – makaron suchy
Pasta liscia – makaron płaski, gładki (nazwy niektórych rodzajów tj. : tagliatelle lub taglierini pochodzą od włoskiego czasownika tagliare – ciąć, kroić, ponieważ ten makaron wyrabia się, tnąc cienkie warstwy ciasta na kawałki. Pasta liscia występuje też pod postacią prostokątów: dużych, jak lasagne z Ligurii albo wąskich, jak maccheroni alla chitarra z Abruzji)**
Pasta ripiena – makaron nadziewany, o różnych kształtach, wypełniony farszem np. tortelinni, ravioli)
Pasta integrale – makaron razowy
Pasta fatta in casa – makaron domowej roboty

Przedrostek (początek) lub przyrostek (koniec) w nazwie makaronu pozwala dowiedzieć się z jakim rodzajem makaronu będziemy mieli do czynienia podczas ujędrniania w garze pełnym ukropu. Teoretycznie rzecz przedstawia się następująco:

rigate: żłobiony
lisce: gładki
mezze: skrócony/ścięty, np. połówki
lunghi: długi
-elle: szeroki np. pappardelle, tagliatelle
-ette: wąski/mały np. lasagnete
-ine, -ini: mały np. anellini, tortellini
-oni: duży np. canneloni

Pierwszą lekcję ładnie odrobiła Ptasia, fotografując witrynę sklepową z myślą o Paście. Dziękujemy!




My też nie będziemy gorsze. Z okazji pierwszych urodzin Pasty postanowiłyśmy się przed Wami otworzyć. Tym samym wywnętrzniamy się zawartością koszyka i kartonu.



Jak widać, póki co, mamy żelazne zapasy, więc głodem nas nie wezmą ;)




* parafraza tytułu filmu W. Allena – „Wszystko co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się o to zapytać” ;)
** część zaczerpnięta z: „Makaron. Leksykon.” – Tobias Pehle, Birgit Andrich
*** czy jest na sali znawca italiańskiego? ;) proszę o niezbędne poprawki ;)

piątek, 6 sierpnia 2010

Plastikowa moda

Kochany Pamiętniczku,
przeglądałem ostatnio najświeższe (zepsutych, rzecz jasna, nie tykam) magazyny modowe. Ależ tam było kolorowo, wprost bajecznie! Zachwyciłem się, choć, przyznasz zapewne, że ja tez nie mam się czym powstydzić. No bo przecież w swym plastikowym wnętrzu też noszę się na papugę. Wzbudzam tym zachwyt gapiów – co tylko porusza do głębi plastiku mój narcyzm..
Ale a propos kolorów – ostatnio na stronie 1357 - tym razem magazynu „Modny Plastik”- wyczytałem, że pod pokrywką będzie mi ładnie w trawie i słońcu. Tym samym o takim zestawieniu słuchy doszły aż do uszu.
Innym razem zmieniłem trochę koncepcję, wciąż jednak nawiązując do słonecznego trawnika. W obu przypadkach pamiętałem o dodatkach, bo to podobno bardzo ważne – tak napisali w „Makashopping”.
I wiesz co? Jeszcze bardziej się sobie podobam– zresztą sam zobacz, jak mi ładnie.
Cmok, cmok.
Twój Lanczboksik



Ósma sztampa w lanczboksie- uszy, a z boku fasola i bób

orecchiette
ugotowana szparagówka
ugotowany bobik
lekko podsmażony parzony boczek
pieprznięty, sól, dziewica

Wszystko razem wymiąchać, zapakować do lanczboksa i wtrąbić, kiedy zaburczy w brzuchu.




Dziewiąta sztampa w lanczboksie - trawa i słońce, czyli odkręć słoik.

torchietti
karczochy z zalewy
kapary z zalewy
starty parmezan
pesto
dziewica, sól, pieprznięty

Jak powyżej: wszystko razem wymiąchać, zapakować do lanczboksa i wtrąbić, kiedy zaburczy w brzuchu.

wtorek, 3 sierpnia 2010

Z każdej strony

Zabieram się do napisania tego posta już od kilku dni.
Planowałam wrzucić nowy przepis w piątek. Jednak w piątek wieczorem przełożyłam to zadanie na sobotę. W sobotę z kolei tak wciągnęła mnie książka, że nie makaron był mi w głowie.
W niedzielę z kolei znalazłam tysiąc innych zajęć, między innymi robienie z mieszkania pobojowiska i walka ze zboczonymi gołębiami na moim balkonie.
A od poniedziałku istne szaleństwo. Wszyscy nagle coś ode mnie chcą, dzwonią, piszą, walą do drzwi. Żeby się wyrobić ze wszystkim robię kilka rzeczy jednocześnie, a jakby jeszcze tego było mało z kilku stron rozmowy mnie atakują. Nie ma to jak Polak w pracy, albo na gg albo na skype, a jak ma „controlling” to przecież na gmailu jest chat ;)
Ale ja znowu nie na temat. Dziś mnie Oczko przypilnowało i zagroziło, że jak nie ja to ona! Postanowiłam walczyć o swoje i oto tak nieśmiało prezentuję Makaron sojowy z tofu i fasolką szparagową :)

Smacznego!



Makaron sojowy z tofu i fasolką szparagową
1 porcja
75 g makaronu sojowego (lub ryżowego)
50 g twardego tofu
garść oczyszczonej, zielonej fasolki szparagowej
ząbek czosnku
1-cm kawałek imbiru
łyżka sosu sojowego
łyżeczka oleju sezamowego
łyżeczka posiekanego szczypiorku
łyżeczka posiekanych orzeszków arachidowych
odrobina oliwy

marynata do tofu
łyżka sosu sojowego
łyżeczka octu ryżowego
łyżeczka oleju sezamowego

Wymieszać składniki marynaty, dodać tofu i odstawić na min. 30 min.
Makaron zalać wrzątkiem i gotować ok. 5-7 minut, odcedzić i odłożyć na bok.
Fasolkę ugotować na parze.
Na kapce oliwy zrumień posiekany czosnek i imbir, gdy się zrumienią odstaw na bok. Na patelnię wrzuć tofu, a gdy się delikatnie zrumieni dodaj fasolkę, makaron, czosnek i imbir. Podlej sosem sojowym i olejem sezamowy, wymieszaj i jeszcze chwilę podgrzewaj na małym ogniu.
Przełóż do miseczki, posyp orzechami i szczypiorkiem.

poniedziałek, 26 lipca 2010

Rzecz o suszeniu

Mój Kochany Pamiętniczku,
to znowu ja. Dzisiaj od rana pada. Nie jestem z tego powodu kontent, bo nie dość, że chmury wisiały nisko i niezbyt jasno, to jeszcze ona też jakby była w sobie nieco rozlazła, śpiąca i lekceważąca. Wyobraź sobie, że dzisiaj zostawiła mnie samego w domu, a ze sobą zabrała zwykłe kanapki! Coś podobnego! To się przecież nie godzi! To ja już wolę te upały. Wtedy nawet mogę sobie porozmyślać o śródziemnomorzu, o słońcu i suszeniu. Czy wiesz, że suszone tomaty dogadują się ze mną bez problemu?
Ponownie wysyłam zdjęcia mojej fizjonomii.
Twój (nieco opuszczony dziś) Lanczboksik.



Piąta sztampa w lanczboksie – kurczęcy biust i suszone tomaty

gnocchi
kurczęcy cyc
pesto
suszone tomaty
kolorowy pieprznięty z młynka, papryczka z Esplette, sól

W ukropie ujędrnić kluchy, a na patelni usmażyć oblepione wcześniej oliwą ( z suszonych tomatów), solą i wędzoną papryczką z Esplette pokawałkowane cyce. Wszystko razem ostatecznie wymiąchać z łychą pesto i pokrojonymi suszonymi tomatami. A potem do lanczboksa.




Szósta sztampa w lanczboksie – czyli brazylia lubi tomaty

cassarecce
suszone tomaty
liście brazyli, swieżo zerwane z krzaka
dziane papryką oliwencje
pesto
kolorowy pierznięty z młynka

Kluchy ujędrnić, wymiąchać z łychą pesto, dodać resztę i pieprznąć z młynka. Zapakować do lanczboksa.




Siódma sztampa w lanczboksie – środziemnomorze w wersji wypas

penne tri colore
bakłażan
dziane papryką oliwencje
karczochy z zalewy
suszone tomaty
pesto
pieprznięty z młynka.

Kluchy ujędrnić, wymiąchać z łychą pesto. Bakłażana pkawałkować, posolić, zostawić do puszczenia soku, opłukać, poddusić na dziewicy, wymiąchać z resztą. Zapakować do lanczboksa.


piątek, 23 lipca 2010

Słonecznie, kolorowo

Nie tylko na dworze jest słonecznie.
Także na moim talerzu. Nie tylko słonecznie, ale i kolorowo.
Trzeba bawić się kolorami, wszędzie gdzie tylko się da, bo:

„To my projektujemy swoje życie. Ubieramy je w takie kolory, jakie sami chcemy.”



Cappellacci z wędzonym łososiem i fasolką szparagową

1 porcja
60 g krótkiego makaronu
garść oczyszczonej i pokrojonej w 5-cm kawałki fasolki szparagowej
kilka plastrów wędzonego łososia
łyżka posiekanego szczypiorku
łyżeczka oliwy
łyżeczka sosu sojowego
łyżeczka soku z cytryny
pół łyżeczki maku
świeżo zmielony czarny pieprz
Makaron ugotować al dente. Odcedzić.
W miseczce wymieszać oliwę, sos sojowy, mak i sok z cytryny.
Fasolkę ugotować na parze, a łososia pokroić w mniejsze kawałki.
Makaron wymieszać z sosem, fasolką i łososiem. Posypać szczypiorkiem. Doprawić do smaku pieprze.

Inspiracja

piątek, 16 lipca 2010

Bogate wnętrze pustelnika

Kochany Pamiętniczku,
pewnie wyjdzie na to, że ze mnie teraz okrutny narcyz, no ale ja już tak dłużej siedzieć cicho nie mogę. Bo wyobraź sobie, że stałem się obiektem sporego zainteresowania, rzec by nawet można - codziennego. Wyjątkiem są – jak ona to określa – weekendy. Przymykam wieczko na to dwudniowe pustelnictwo – o! taki łaskawy jestem. Ale może od początku. Zaczęło się od tego, że ona wypatrzyła mnie na półce, na której wiodłem spokojny żywot w gronie mojego plastikowego bractwa. Wtem, jak gdyby nigdy nic, zostałem zabrany z tego leżakowego środowiska i rzucony na nowe, nieokiełznane jeszcze tereny szafki kuchennej. Myślałem, że zostanę filozofem kryjącym się między mąką, a zapuszkowanymi tomatami... Ale nie! Skoro świt zostałem zagoniony do roboty i dostałem bogate wnętrze. A wszystko po to... by koło południa poczuć wielką pustkę. I tak w kółko 5 dni w tygodniu. I nawet nie groźna mi rutyna – wciąż zmieniam się wewnętrznie. Ona chyba o mnie dba. Tak! Zapewne to chodzi o mnie. Dzisiaj piątek, ale sam zobacz, Mój Pamiętniczku, co też się działo wcześniej. Załączam zdjęcia mojej fizjonomii i kilku kwiatków. Prawda, że przystojniak ze mnie?
Cmok, cmok!
Twój Lanczboksik.



Trzecia sztampa w lanczboksie – czyli tuńczyk lubi lilie.

ujędrnione lilie (gigli)
pesto
zapuszkowany tuńczyk
dziane papryką oliwencje
świeże tomaty
sól, pieprznięty, czarnuszka

Kluchy ujędrnić, dodać łychę pesto i wymerdać z resztą ingrediencji. Zapakować do lanczboksa.





Czwarta sztampa w lanczboksie – czyli łoś pływa w kokardach.


ujędrnione kokardy (farfalle)
pesto
podduszona na dziewicy czerwona papryka
wędzony łoś
sól, kolorowy pieprznięty z młynka

Kluchy ujędrnić, dodać łychę pesto i wymerdać z resztą ingrediencji. Zapakować do lanczboksa.