piątek, 16 lipca 2010

Bogate wnętrze pustelnika

Kochany Pamiętniczku,
pewnie wyjdzie na to, że ze mnie teraz okrutny narcyz, no ale ja już tak dłużej siedzieć cicho nie mogę. Bo wyobraź sobie, że stałem się obiektem sporego zainteresowania, rzec by nawet można - codziennego. Wyjątkiem są – jak ona to określa – weekendy. Przymykam wieczko na to dwudniowe pustelnictwo – o! taki łaskawy jestem. Ale może od początku. Zaczęło się od tego, że ona wypatrzyła mnie na półce, na której wiodłem spokojny żywot w gronie mojego plastikowego bractwa. Wtem, jak gdyby nigdy nic, zostałem zabrany z tego leżakowego środowiska i rzucony na nowe, nieokiełznane jeszcze tereny szafki kuchennej. Myślałem, że zostanę filozofem kryjącym się między mąką, a zapuszkowanymi tomatami... Ale nie! Skoro świt zostałem zagoniony do roboty i dostałem bogate wnętrze. A wszystko po to... by koło południa poczuć wielką pustkę. I tak w kółko 5 dni w tygodniu. I nawet nie groźna mi rutyna – wciąż zmieniam się wewnętrznie. Ona chyba o mnie dba. Tak! Zapewne to chodzi o mnie. Dzisiaj piątek, ale sam zobacz, Mój Pamiętniczku, co też się działo wcześniej. Załączam zdjęcia mojej fizjonomii i kilku kwiatków. Prawda, że przystojniak ze mnie?
Cmok, cmok!
Twój Lanczboksik.



Trzecia sztampa w lanczboksie – czyli tuńczyk lubi lilie.

ujędrnione lilie (gigli)
pesto
zapuszkowany tuńczyk
dziane papryką oliwencje
świeże tomaty
sól, pieprznięty, czarnuszka

Kluchy ujędrnić, dodać łychę pesto i wymerdać z resztą ingrediencji. Zapakować do lanczboksa.





Czwarta sztampa w lanczboksie – czyli łoś pływa w kokardach.


ujędrnione kokardy (farfalle)
pesto
podduszona na dziewicy czerwona papryka
wędzony łoś
sól, kolorowy pieprznięty z młynka

Kluchy ujędrnić, dodać łychę pesto i wymerdać z resztą ingrediencji. Zapakować do lanczboksa.


18 komentarzy:

  1. Zdecydowanie lepsze do niż te nasze okropne kanapeczki. Chyba przejdę totalnie na lanczboksy bo makarony lubię a i czemu na śniadanie by tego nie wsuwać?
    Na początek zrobię z łosiem.
    p.s. czy poroże odrzucić czy można je jakoś wykorzystać? pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Od kluch odrzucić, zetrzeć na proszek i sprzedawać jako czarną przyprawę, czyli afrodyzjak ;)Można zbić kokosy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niezmiernież smakowite lanczboksy!
    Ja na szczęście (czy może nieszczęście) takowych używać nie potrzebuję. Ale gdybym potrzebowała, taka zawartość byłaby mi bardzo w smak. ;))

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bareya, a dlaczetgo kanapeczki sa okropne ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowne lanczboksy, które uwielbiam oglądać ;))
    Sis, pięknie na zdjęciach przedstawione są Twoje pyszotki pracowe:) A makaron kolorowy ubóstwiam:)
    Widziałam w sklepie kokardy czarno-makaronowe ;) No boskie, a drogie jak diabeł;) Nie kupiłam, bo wiesz..na razie nie;)

    Buziaczki ma makaronowa Sis:*

    OdpowiedzUsuń
  6. Aua! Pięknie napisane! Tak go opisywałaś, że też zechciałem być takim pustelnikiem, też żeby mi dali spokój, tylko takim nieco bardziej zblazowanym, wiesz, jak Bogart albo dr Macioszek z serialu Klan, któremu wszystko wisi, ale który na końcu mówi... no, jakąś znaną kwestię, że wszystkim idzie w pięty.

    Kanapeczkom nie zarzucę nic: dobry chleb, świeże masełko albo własny majonez, warzywko w rodzaju sałata, pomidorek, dobra wędlina ze świeżego wędzenia, a wykonane kochającą ręką... Nieee, dobrym kanapkom nie można powiedzieć złego słowa. Lancz-cośtam być może też, ale najpierw muszę się dowiedzieć, co to znaczy po polsku.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze ma z Toba ten Lanczboksik, az mu pozazdroscilam:)))
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja chyba bym najpierw wybrała pachnące ;P ze względu na to że nigdy nie łaskotały mnie po podniebieniu :P:)takie kwiaty a po za tym ma w sobie moje ukochane czarne uszka ;). Jeszcze jakby mi do tego podali kieliszek wina .......
    Pozdrowienia :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zajtonku--->no wiesz... zamiast lanczboksa, może być talerz ;)

    Magdalena--->też się zastanawiam, bo mogą być całkiem niezłe, zwłaszcza jak się samemu upiecze chleb - dajmy na to orkiszowy i zrobi pastę - na ten przykład jajeczną. Mniam! :)

    Sisi--->Ty masz na bieżąco ememem ;) Czarne kokardy? O żesz!

    Kumie--->kurka, deczko nie w temacie jestem, bo klan jest mi tak samo obcy, jak życie stawonogów. Wiem, że są i tyle. A dobre kanapki, nie są złe.

    Konsti--->taaa, ja mu też zazdroszczę ;)

    Michrówku--->kieliszek już jest, zobacz w górę ;) Tylko wypełnienie zdałoby się nieco zmienić ;)


    pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj, bogate to wnętrze a jakie smakowite :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Lubię być na bieżąco i zawsze czekam :))
    Kofana, no właśnie czarne, kurcze cuuudne były! :))
    Szkoda, ze ja teraz ograniczam makaronizmy,ale..ale.. za niedługo...coś ;))

    OdpowiedzUsuń
  12. brzmi pysznie i wygląda równie dobrze, kolorowo :)
    ale ja muszę się pochwalić, że w piątek miałam równie pyszny makaronik i to przez GA przygotowany :))))))))

    OdpowiedzUsuń
  13. nooo jak ja bym takiego lunchboksa do szpitala na praktyki wzięła to jak nic zostałby pożarty przez mój kochany personel i pacjentów złaknionych czegoś innego, pyszniejszego ;P

    OdpowiedzUsuń
  14. podoba mi się! i jak pysznie!

    OdpowiedzUsuń
  15. Mój lanczboks straszliwie zaniedbany jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. No patrz, dziś zrobiłam sałatkę z trąbek ;-) z pierwszego zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ach jaki wypasiony ten Twój lunchboksik !!!

    OdpowiedzUsuń
  18. Grażka--->z wrodzonej skromności nie zaprzeczę ;)

    Sisi--->wiem ja Ci! grzybki, wystrzępię coś, jak wena przyjdzie na temat rzeczonych

    Princi--->bałdzo, bałdzo dobrze ;)

    Króliczku--->masz misję! Dożywianie pacjentów haha ;))

    Paula---> w imieniu lanczboksa, dzięki!

    Pinos--->no nie mogę! i tak spokojnie o tym piszesz? wstyd! ;)))

    Marghe--->zobaczę, bo połaskotałaś moją ciekawość ;)

    Ivon--->nie żałuję mu, czasem miewam przebłyski dobroci - nawet dla lanczboksa ;)



    pozdr!

    OdpowiedzUsuń

Będziemy wdzięczne za kilka słów od Ciebie :)
Gosia Oczko i Agata Kurczak