piątek, 12 listopada 2010

"Dawno nie jadłem tak dobrego obiadu"...

...odrzekł Pan R. odchodząc od stołu - pozostawiwszy na rzeczonym opróżniony talerz. Miał facet rację - mi też smakowało. A nawet skomplikowane nie było. Ot trochę zabawy z cyckami w piekle, chwila zamieszania w słoiku, szybka nożowa sprawa i mgnienie oka podczas ujędrniania. A na koniec chlust czerwonego wytrawnego Hiszpana. Voila!



Dzień wolny i dobry obiad, czyli kwintesencja lenistwa ;)

(inspirowałam się tym tutaj przepisem na ugotuj.to; sosik do cycków rewelacyjnie smakował z ostrą panierką na rzeczonych - zrobioną z przypraw)

tagliolini aromatyzowane czerwonym winem Barbaresco i czarnymi truflami

kurczak:

2 cycki
oliwa
sól, pieprz
przyprawy inne:
- shichimi togarashi (japońska pikantna mieszanka przypraw do zup, makaronu, ryżu, tostów, sałatek i każdego rodzaju mięsa; skład: pieprz czerwony, skórka mandarynkowa, czarny sezam, biały sezam, pieprz syczuański, imbir) – Princi dziękuję :*
- wędzona papryczka z Esplette (a ta dzięki Betsi :))

sosik:

2 łyżki majonezu
1 łyżka jogurtu naturalnego
1 łyżka soku z cytryny
kilka plasterków niebieskiego sera pleśniowego (rozdrobnione)
ciut soli
dużo pieprzu


Makaron się ujędrnił.
Kurczak najpierw oblał oliwą i nasmarował przyprawami, potem wskoczył z blaszką (wyłożoną folią aluminiową i lekko maźniętą oliwą) na ok. 20 minutową sesję do piekła w 180 stopniach (do zezłocenia)
Sosik zrobił się z wymieszania w słoiku ingrediencji (na drugi dzień jeszcze lepiej smakował z greckim chlebem i plastrem upieczonej karkówki z mocno pieprzno - majerankową skorupką)

Do całego towarzystwa zostały dołączone pomidory z oliwą, świeżo zmielonym pieprzem i miętą z krzaka.

W kieliszki wlało się hiszpańskie czerwone i wytrawne.


29 komentarzy:

  1. I gdyby tak się pozbyć kilku elementów, a przynajmniej o nich zapomnieć, to nawet dosyć patriotycznie by było! ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaj--->o! to mnie zaciekawiłaś. Dajesz dalej! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. O , no nie powiem Sis, obiadek pierwsza klasa! :))
    Smakowałby mi, oj smakował:)
    A rzeczywiście kolorki patriotyczne, jak to rzecze Oliwka ciut wyżej:)

    To hiszpańskie mnie zaciekawiło.Chyba sobie otworzę toskańskie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Znając nasze bliźniacze upodobania - smakowałoby :)

    A teraz kończymy Francuza, a na półce czekają jeszcze Gruzin z yyyy... Toskanem właśnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Karotkowa--->prawda? :) urosłam w sobie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. hyhy;) Fajno.
    Ja mam jeszcze limoncello, co je przywiozłam z Italiaństwa:)
    A i sama se zrobiłam kokosowe, ale zanim wpis to wody upłynie jeszcze, bo zdjęc nie mam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Limonczello! O masz! wlej na dzióbek ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też bym tak powiedziała
    gdybym takie cudo pod nos dostała.
    Pan R tak powiedział,
    bo następnym razem czegoś równie pysznego się spodziewa:)

    Ja też chcę to limoncello... Odrobinę... Zbieram się w sobie aby "wstatwić" i... zapominam;(

    OdpowiedzUsuń
  9. Eee! Ten Oan też robi dobre rzeczy - omlecik, chińszczyzna albo kurczak ala KFC mmmm! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. cieszę się, że szczyptą przyprawienia miałam wkład ten tak dobry obiad :)

    OdpowiedzUsuń
  11. * Pan - miało być - paluszek się omsknął ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj tak Princi, było ostro. Przez chwilę zastanawiałam się nad łykiem mleka, ale ostatecznie wypiłam wino :)

    OdpowiedzUsuń
  13. z całości najbardziej zainteresował mnie sosik, bom seroholiczka - sobie zrobię w Uci!

    OdpowiedzUsuń
  14. tia paluszek się omsknął ;p a ciepły chociaż? ;p

    OdpowiedzUsuń
  15. noooo,jak na leniuszkowy obiad,to wyszedl bardzo wykwintny :) pycha brzmi i sie nie dziwie mezowi za taki mily komentarz :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Też bym zjadła taki obiadek z przyjemnością. Potem bym go chwaliła, chwaliła, chwaliła...

    OdpowiedzUsuń
  17. Jestem pod wrażeniem tego dania. Aromaty wywalają się z monitora. Bardzo mnie ta japońska mieszanka przypraw zainteresowała.
    Taki niezły majstersztyk ja tu widzę, że wyszedł.
    p.s. świeża mięta do pomidorów jest boska
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. ja też jestem zachwycona tym daniem :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Mnie tez te przyprawy do kurczaka najbardziej interesują.Ale i całe danko pierwsza klasa :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Też bym taki obiadek zjadła...i ten hiszpan...mmmm...rozmarzyłam się;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Taki obiadek z egzotycznym akcentem..no, no...na pewno byl pyszny. zreszta te pochwaly o tym swiadcza :) Szkoda, ze nie moglam przysiasc sie do stolu :))

    OdpowiedzUsuń
  22. Ha, to dopiero połączenie smaków i japońskie i francuskie i hiszpańskie - normalnie smakowita międzynarodówka Ci się tutaj zrobiła :D
    Buziak Mała :*

    OdpowiedzUsuń
  23. A niech mnie, kumam te cudne slowa, ale "ujedrniania" to za grosz... Na zdrowie Oczku, Hiszpan o tak! :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Wspaniały opis. I obiad, oczywiście :))
    ja bym wolała z Bułgarem niż z Hiszpanem ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Króliczku--->sosik gorąco polecam... do zjedzenia na zimno ;)

    Princi--->ciepły? gorący! ;) pamiętaj - sezonowo ;)

    Małgo--->owszem, owszem ;)

    Gosia--->o tak, bardzo podoba mi się ta wykwintność, zwłaszcza, że nie była pracochłonna ani skomplikowana.
    Dla ścisłości - nie posiadam męża ;)

    Lo--->ja tym mogła Cię chwalić za tamto ciacho pyszne... się rozmarzyłam :)

    Bareja--->ta mięta wyszła tak przypadkowo - miała być zwyczajnie brazylia, ale mięta tak tęsknie z parapetu wyłazi na stół, że nie trudno się oprzeć wrażeniu, że nalega o wykorzystanie ;)

    Paula--->i ja! i ja! ;)))

    Grażka--->no powiem Ci, że gdyby nie to, że Princi takich ostrych nie może, to bym ich nie dostała i nie dane by mi było przetestować. Składam dzięki... wątróbce Princi ;)

    Nemi--->oj tak! Hisziszpan był niezły. Chociaż porzednik - Francuz też nie był najgorszy. A w kolejce na półce oczekuje Gruzin i Toskan :)

    Majka--->sama bym zjadła raz jeszcze, tylko te kluchy już mi się skończyły...

    Lipka--->tak jakby właśnie ;)

    Basia--->nieeeee? to coś w stylu jak: beznamiętnie wrzucić do wrzątku i nie przejmować się tym wcale, aż osobniki pod naporem temperatury zmiękną na ciele ;)

    Evita--->skoro jesteśmy przy narodowościach - koleżanka Lo z komentarz nieco wyżej, przyprowadziła kiedyś ze sobą Rumuna. Też było pysznie ;)



    pozdr!

    OdpowiedzUsuń

Będziemy wdzięczne za kilka słów od Ciebie :)
Gosia Oczko i Agata Kurczak