poniedziałek, 26 lipca 2010

Rzecz o suszeniu

Mój Kochany Pamiętniczku,
to znowu ja. Dzisiaj od rana pada. Nie jestem z tego powodu kontent, bo nie dość, że chmury wisiały nisko i niezbyt jasno, to jeszcze ona też jakby była w sobie nieco rozlazła, śpiąca i lekceważąca. Wyobraź sobie, że dzisiaj zostawiła mnie samego w domu, a ze sobą zabrała zwykłe kanapki! Coś podobnego! To się przecież nie godzi! To ja już wolę te upały. Wtedy nawet mogę sobie porozmyślać o śródziemnomorzu, o słońcu i suszeniu. Czy wiesz, że suszone tomaty dogadują się ze mną bez problemu?
Ponownie wysyłam zdjęcia mojej fizjonomii.
Twój (nieco opuszczony dziś) Lanczboksik.



Piąta sztampa w lanczboksie – kurczęcy biust i suszone tomaty

gnocchi
kurczęcy cyc
pesto
suszone tomaty
kolorowy pieprznięty z młynka, papryczka z Esplette, sól

W ukropie ujędrnić kluchy, a na patelni usmażyć oblepione wcześniej oliwą ( z suszonych tomatów), solą i wędzoną papryczką z Esplette pokawałkowane cyce. Wszystko razem ostatecznie wymiąchać z łychą pesto i pokrojonymi suszonymi tomatami. A potem do lanczboksa.




Szósta sztampa w lanczboksie – czyli brazylia lubi tomaty

cassarecce
suszone tomaty
liście brazyli, swieżo zerwane z krzaka
dziane papryką oliwencje
pesto
kolorowy pierznięty z młynka

Kluchy ujędrnić, wymiąchać z łychą pesto, dodać resztę i pieprznąć z młynka. Zapakować do lanczboksa.




Siódma sztampa w lanczboksie – środziemnomorze w wersji wypas

penne tri colore
bakłażan
dziane papryką oliwencje
karczochy z zalewy
suszone tomaty
pesto
pieprznięty z młynka.

Kluchy ujędrnić, wymiąchać z łychą pesto. Bakłażana pkawałkować, posolić, zostawić do puszczenia soku, opłukać, poddusić na dziewicy, wymiąchać z resztą. Zapakować do lanczboksa.


piątek, 23 lipca 2010

Słonecznie, kolorowo

Nie tylko na dworze jest słonecznie.
Także na moim talerzu. Nie tylko słonecznie, ale i kolorowo.
Trzeba bawić się kolorami, wszędzie gdzie tylko się da, bo:

„To my projektujemy swoje życie. Ubieramy je w takie kolory, jakie sami chcemy.”



Cappellacci z wędzonym łososiem i fasolką szparagową

1 porcja
60 g krótkiego makaronu
garść oczyszczonej i pokrojonej w 5-cm kawałki fasolki szparagowej
kilka plastrów wędzonego łososia
łyżka posiekanego szczypiorku
łyżeczka oliwy
łyżeczka sosu sojowego
łyżeczka soku z cytryny
pół łyżeczki maku
świeżo zmielony czarny pieprz
Makaron ugotować al dente. Odcedzić.
W miseczce wymieszać oliwę, sos sojowy, mak i sok z cytryny.
Fasolkę ugotować na parze, a łososia pokroić w mniejsze kawałki.
Makaron wymieszać z sosem, fasolką i łososiem. Posypać szczypiorkiem. Doprawić do smaku pieprze.

Inspiracja

piątek, 16 lipca 2010

Bogate wnętrze pustelnika

Kochany Pamiętniczku,
pewnie wyjdzie na to, że ze mnie teraz okrutny narcyz, no ale ja już tak dłużej siedzieć cicho nie mogę. Bo wyobraź sobie, że stałem się obiektem sporego zainteresowania, rzec by nawet można - codziennego. Wyjątkiem są – jak ona to określa – weekendy. Przymykam wieczko na to dwudniowe pustelnictwo – o! taki łaskawy jestem. Ale może od początku. Zaczęło się od tego, że ona wypatrzyła mnie na półce, na której wiodłem spokojny żywot w gronie mojego plastikowego bractwa. Wtem, jak gdyby nigdy nic, zostałem zabrany z tego leżakowego środowiska i rzucony na nowe, nieokiełznane jeszcze tereny szafki kuchennej. Myślałem, że zostanę filozofem kryjącym się między mąką, a zapuszkowanymi tomatami... Ale nie! Skoro świt zostałem zagoniony do roboty i dostałem bogate wnętrze. A wszystko po to... by koło południa poczuć wielką pustkę. I tak w kółko 5 dni w tygodniu. I nawet nie groźna mi rutyna – wciąż zmieniam się wewnętrznie. Ona chyba o mnie dba. Tak! Zapewne to chodzi o mnie. Dzisiaj piątek, ale sam zobacz, Mój Pamiętniczku, co też się działo wcześniej. Załączam zdjęcia mojej fizjonomii i kilku kwiatków. Prawda, że przystojniak ze mnie?
Cmok, cmok!
Twój Lanczboksik.



Trzecia sztampa w lanczboksie – czyli tuńczyk lubi lilie.

ujędrnione lilie (gigli)
pesto
zapuszkowany tuńczyk
dziane papryką oliwencje
świeże tomaty
sól, pieprznięty, czarnuszka

Kluchy ujędrnić, dodać łychę pesto i wymerdać z resztą ingrediencji. Zapakować do lanczboksa.





Czwarta sztampa w lanczboksie – czyli łoś pływa w kokardach.


ujędrnione kokardy (farfalle)
pesto
podduszona na dziewicy czerwona papryka
wędzony łoś
sól, kolorowy pieprznięty z młynka

Kluchy ujędrnić, dodać łychę pesto i wymerdać z resztą ingrediencji. Zapakować do lanczboksa.


poniedziałek, 12 lipca 2010

Zajadane

Jakiś czas temu wspominałam Oczku o makaronie, a raczej makaronie i dodatkach, którymi się zajadam i zajeść sie nie mogę.
Moje kubki smakowe polubiły tą mieszankę smakową i cieszą się za każdym razem, gdy ją im dostarczam, a dostarczam dosyć często :)
Na pomysł takiej kombinacji dodatków do makaronu wpadłam zupełnie przypadkiem, podczas przekonywania dziadziolka do suszonych pomidorów. Co prawda, przekonać mi się go niestety nie udało, ale korzyść z tego mam, właśnie w postaci pycha obiadu lub kolacji, bo i tu i tu pasuje doskonale. A dodatkową zaleta jest to, że można jeść zimne, czyli właśnie w te upały co nas ostatnio nawiedziły.



Penne razowe z bazyliowym pesto, suszonymi pomidorami i pistacjami
1 porcja
60 g makaronu razowego makaronu penne
kilka suszonych pomidorów
pół szklanki listków świeżej bazylii
kilka orzechów pistacjowych
oliwa (może być spod pomidorów)
łyżeczka sosu sojowego
ząbek czosnku

Makaron ugotować al dente. Orzechy posiekać, a pomidory pokroić. W blenderze zmiksować bazylię z oliwą, czosnkiem, sosem sojowym i większą częścią orzechów. Doprawić do smaku pieprzem.
Pesto wymieszać z ugotowanym makaronem i suszonymi pomidorami. Na talerzu posypać pozostałą częścią orzechów.
Podawać ciepłe lub schłodzone.

poniedziałek, 5 lipca 2010

Łoś super ktoś :)

Gorąco, duszno, już mam dość!
Toć to masakra jakaś. Jak nie mróz, to upały!
A gdzie się podziała moja ulubiona pora roku, czyli wiosna?
W tym roku wypadła z gry? Pojechała na wakacje? A może zaspała?
Nawet na dwór nie chce się wychodzić takie upały, a nad wodą można ładnie się sparzyć, o czym przekonałam się nie dawno...
Nawet jeść się nie chce, co najwyżej coś zimnego, co najwyżej łoś, bo na łosia ochotę mamy zawsze ;)
Łosia z makaronem, znaczy się z kluseczkami, tym bardziej ;)



Penne z wędzonym łososiem i orzechami włoskimi
2 porcje
150 g makaronu penne
100 g łososia wędzonego
kilka orzechów włoskich bez łupiny
1/2 cebuli
2 ząbki czosnku
3 łyżki słodkiej śmietanki 18%
oliwa
wino białe
kilka listków świeżej bazylii
szczypta soli, pieprzu, papryki wędzonej w proszku i Shichimi Togarashi (lub pieprzu Cayenne)
Makaron gotujemy al dente- ok. 8 minut.
Na patelni rozgrzewamy oliwę, wrzucamy posiekaną cebulę, a po chwili posiekany czosnek i orzechy. Gdy składniki się zeszklą podlewamy winem, chwilę odparowujemy i wrzucamy pokrojonego w mniejsze kawałki łososia. Delikatnie mieszamy i zalewamy śmietanką. Dodajemy posiekaną bazylię i przyprawy. Mieszamy z ugotowanym odcedzonym makaronem i przekładamy na talerze. Dekorujemy listkami bazylii i orzechami.


Inspiracja

czwartek, 1 lipca 2010

Lunchbox zorientowany - ekspresowo.

Kontynuując biuściasty wątek błyskotliwie wpadła mi do głowy myśl, aby rzeczonego cyca zrobić trochę jak łosia, pomijając jednakowoż piekło. Wszystko dlatego, że upał wcale nie zachęca do jego rozpalania – piekła w sensie, nie łosia. Tym samym wzięłam się do roboty i wyszła z tego kolejna sztampa, a lunchbox przestał być pustelnikiem.


Sztampa ryżowa z lekka zorientowana, czyli lunchbox z cycem sojowym.

cyc kurczęcy
sos sojowy
dziewica
pieprznięty kolorowy
szparagówka
ryżowe fusilli

Krok pierwszy: cyca trzeba pokroić w paski, oblać sojowym i odstawić w marynacie do chłodnicy na pi razy oko 2 godziny. Następnie oblepić dziewicą i pieprznąć z młynka kolorowo. Rzucić na patelnię.

Krok drugi: ugotować szparagówkę i ujędrnić ryżowe kluchy.

Krok trzeci: wszystko razem wymerdać, zapakować do pudełka i zjeść w pracy – w porze odpowiedniej.