sobota, 28 sierpnia 2010

Wpis sponsoruje S-G ;)

No i wieś zawitała do stolicy. Oczywiście trzeba było ją odebrać z dworca i jeszcze w złotych sie pojawić, choćby na chwilkę.
Wieś jak zawsze głodna była i serek wiejski sobie na kolację zażyczyła (w I wersji była zupka chińska, ale ten wzrok Oczka...od razu się odechciało ;)).
Iść do Oczkowego mieszkanka trza było wolno, by wieś zapamiętała każdy detal, by rano się nie zgubiła, by oby przez przypadek nie spóźniła się na pociag i nie została dłużej.
A czemu wieś? Proste. Nie dość, ze w Wawie czuje się jak w mieście wielkości NY, na dzień dobry, a raczej dobry wieczór psuje swe buty odrywając pięknie podeszwę, po czym niszczy ulubioną spódnicę, szytą specjalnie dla niej! Jak ją zniszczyłam? Równie proste. Postanowiłam but skleić super glue, oj jaka ja dumna z siebie byłam, żem taka pomysłowa. No i tak sobie klejąc buta, skleiłam też swoje palce, stopę z Oczkową podłogą i przy okazji rozlałam super glue na spódnicę, która obecnie wygląda jak spódnica słynnej Monica Levinsky. ;)
I tak wieść przyjeżdżając do Warszawy została goła i wesoła w pełnym tych słów znaczeniu i gdyby nie Oczko, jej czaderskie zielone buciki i spódnica z big kokardą, nie wiem jak bym wróciła ;)
Oczywiście makaronowa wymiana została zrealizowana a ja dzięki Oczkowej szczegółowo sporządzonej mapie spokojnie dotarłam na dworzec- pomijam, że widząc na jedno oko, bo o 6 rano to oba oka nie działają ;)

Ale dość autoreklamy, pora na makaron. Oczywiście od-Oczkowy, czyli otrzymany kiedyś tam od Oczka :) Jaki makaron, a spaghetti, a że kolorowe to dla pewnego R dedykowane ;)



Spaghetti z pastą z bakłażana i słonecznikiem
1 porcja
70 g makaronu spaghetti
1 mały bakłażan
ząbek czosnku
łyżeczka słonecznika
świeża bazylia
sól, pieprz
oliwa
łyżeczka soku z cytryny
kilka kropli oleju sezamowego
W piekarniku rozgrzanym do 200 stopni upiecz przekrojonego na pół bakłażana- ok. 30min.
W upraż ziarna słonecznika, posiekaj czosnek i bazylię.
Makaron ugotuj al dente. Odcedź i odstaw na bok.
Upieczony bakłażan pozbaw skórki, a miąższ zmiksuj z czosnkiem, bazylią, sokiem z cytryny. Dodaj kilka kropel oleju sezamowego i ok. łyżeczki oliwy. Dopraw do smaku solą i pieprzem.
Makaron wymieszaj z powstałą pastą i słonecznikiem.

piątek, 20 sierpnia 2010

Pora na wodnego potwora

Obiecuję już nie narzekać.
Mam to na piśmie więc dowód jest.
Ględziłam, smęciłam, biadoliłam, że wakacji brak, że nigdzie nie pojadę, że chciałabym chociaż Polskę zwiedzić.
I mam za swoje. Zwiedzam i to aż nadto. Ledwo do domu weszłam, ledwo torby położyłam na ziemi, a tu już kolejne wyjazdy. O tyle dobrze, że inny kierunek.
Ten tydzień spędziłam w PKP i kolejny zapowiada się jeszcze gorzej i dłużej i intensywniej.
Ale plusy są, pozytywne nastawienie też. A co najważniejsze, wiara, że w końcu spocznę w jednym miejscu. A w jakim? Czas pokaże.
Jako, że w PKP i na kwaterach gotować nie gotuje, zatem dziś zaprezentuje danie, które przygotowałam i jadłam jakiś czas temu, a z braku czasu i sposobności jeszcze wam nie pokazałam. Ale w końcu przyszła pora na...potwora ;) Wodnego w dodatku ;)



Razowe penne z wędzonym pstrągiem i fasolką szparagową
40g makaronu razowego penne
dwie garście fasolki szparagowej
kilka czarnych oliwek
kawałek wędzonego pstrąga
ząbek czosnku
białe wino półwytrawne
posiekany koperek
sól, czarny pieprz
oliwa
Fasolkę oczyścić, pokroić w mniejsze kawałki i ugotować. Osobno ugotować makaron.
Czosnek posiekać i zeszklić na oliwie, podlać winem i pozwolić mu odparować. Dodać ugotowaną i odcedzoną fasolkę, pokrojone w obrączki oliwki i łososia. Po chwili dodać odcedzony makaron i koperek, wymieszać. Doprawić do smaku solą i pieprzem.

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

W czerni i w kolorze

Kochany Pamiętniczku,
Tak mi się spodobało to barwne życie, że w odpowiedzi na pytanie jak jeszcze mogę wzbogacić swoje plastikowe wnętrze, ponownie przekartkowałem gazetki w poszukiwaniu inspiracji.
Tym razem od deski do deski przejrzałem „Głębię pod przykrywką”. A potem zrobiłem się na bóstwo – raz w papuzich barwach, inną razą, kiedy upały już nieco w sobie zeszczuplały – zrobiłem się na czarno. Wyglądałem jak smaczny kąsek – zerknij – dołączam fotki.
Dodatkowo posyłam kisa.
Twój Lanczboksik




Dziesiąta sztampa w lanczboksie - Czarne pióra

ujędrnione penne barwione sepią
pesto paprykowe (ze słoiczka, rzecz jasna)
mozzarella
wędzony łoś

Wymiąchać, zapakować do lanczboksa, potem wtrąbić.





Jedenasta sztampa w lanczboksie – Kluchy ala pauga

ujędrnione piciatelli
podduszona na maśle cukinia
usmażony kurczęcy cyc
pesto paprykowe

Wymiąchać, zapakować do lanczboksa, potem wtrąbić.





Dwunasta sztampa w lanczboksie – winogrona na sposób Pana R.

ujędrnione kolorowe winogrona (posyłam kisa Poli)
serek wiejski, ziarnisty
suszone tomaty

I znowu, jak wyżej: wymiąchać, zapakować do lanczboksa, potem wtrąbić.



piątek, 13 sierpnia 2010

Misia rzucasz coś na Pastę?


Jak pewnie zauważyliście, ostatnio to Oczko wrzuca kluchy na bloga.
Ja, jak to ja, znowu nawalam. Aż Oczko mi esa o tytułowej treści przesłało.

Ale mam alibi i to całkiem dobre :)
Grunt to przecież wiarygodne alibi, no nie?
A co mam na swoje wytłumaczenie?
A sobie walczę, i to ostro, na naszym rynku pracy, który niestety dla tych mniej agresywnych nie jest zbytnio przychylny.
Zatem postanowiłam wyciągnąć pazurki, zakasać rękawy i pokazać im na co mnie stać ;)
Niestety ta walka wymaga czasu, którego mam coraz mniej. Stąd też moja mała aktywność, zarówno tu, jak i na eksperymanetalnym i u Was :(
A od niedzieli będą zupełnie poza netowym światem. Zabawię się w Jasia Wędrowniczka, dofinansuję trochę PKP i pozwiedzam Polskę. Będę trochę tam, trochę tam, a potem jeszcze tam i tam. Mam tylko nadzieję, że ni zeświruję do końca w naszych pięknych i powolnych pociągach... ;)

Dobra koniec tłumaczenia się! Czas na jakąś pastę bądź też bastę ;) O tak, Pasta i Basta! A jak! ;)



Makaron z cukinią i kurczakiem
1 porcja
50 g makaronu razowego penne
1 mała cukinia
100 g piersi z kurczaka
ząbek czosnku
sól, pieprz
natka pietruszki
przyprawa do kurczaka
oliwa
Makaron ugotować al dente. Czosnek drobno posiekać, a cukinię umyć i zetrzeć na tarce o drobnych oczkach. Pierś z kurczaka pokroić w kostkę i posypać przyprawą do kurczaka.
Na patelni rozgrzać odrobinę oliwy i usmażyć kurczaka, zdjąć z patelni i odstawić na bok. Na patelnię wrzucić czosnek i cukinię, dusić ok. 10 min, doprawiając do smaku solą i pieprzem. Dodać kurczaka i odcedzony, ugotowany makaron. Dobrze wymieszać, przełożyć na talerz i posypać posiekaną natka pietruszki.

wtorek, 10 sierpnia 2010

O dniu szóstym słów kilka

Bardzo lubię soboty. Niedziele już mniej. Sobota to poranne kawy z bulgota, omlety na śniadanie i pieczenie chleba późnym popołudniem. Dzień, który zaczyna się bez dźwięku budzika, płynie nieśpiesznie i kończy, o której chce przyjść zmęczenie. Jest nieskrępowany wskazówkami, ofiaruje drobne przyjemnostki i pozwala na wspólne posiłki przy jednym stole – jak na ten przykład lekka, tchnąca śródziemnomorsko pasta w słoneczny, letni dzień.
Szósty dzień tygodnia – małe cotygodniowe święto. Tak, bardzo lubię soboty :)


Pasta na dzień szósty

trenette aromatyzowane pesto
szynka szwardzwaldzka (z braku prosciutto)
suszone tomaty
rucola z krzaka
parmezan
dziewica z suszonych tomatów
pieprznięty, sól

Podczas, gdy ujędrnia się makaron, należałoby rozmienić na drobno suszone i szynę, które potem, wraz z dziewicą i startym parmezanem, wymiąchać trzeba w garze z kluchami. Uszczęśliwić rucolą i pieprznąć z młynka.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Pasta i Basta! - rocznica edukacyjna

Mija rok od kiedy w garze Pasty i Basty ujędrniają się kluchy. Wartałoby więc nie uskuteczniać tylko pierdół, ale wziąć się jeszcze za konkrety. Postanowiłyśmy zapodać nieco edukacji. Nie zaszkodzi, a może się przydać, jak zasiądziecie nad talerzem. Niniejszym koniec zabawy Misiaczki! Dzisiaj czas na naukę! Siadamy w ławkach i bierzemy książkę: „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o makaronie, ale nie chciało się Wam nigdzie poszukać i chcecie, żeby to zrobić za Was”* ;)P a potem otwieramy kajety i grzecznie kaligrafujemy, co następuje:

Pasta fresca – makaron świeży
Pasta secca – makaron suchy
Pasta liscia – makaron płaski, gładki (nazwy niektórych rodzajów tj. : tagliatelle lub taglierini pochodzą od włoskiego czasownika tagliare – ciąć, kroić, ponieważ ten makaron wyrabia się, tnąc cienkie warstwy ciasta na kawałki. Pasta liscia występuje też pod postacią prostokątów: dużych, jak lasagne z Ligurii albo wąskich, jak maccheroni alla chitarra z Abruzji)**
Pasta ripiena – makaron nadziewany, o różnych kształtach, wypełniony farszem np. tortelinni, ravioli)
Pasta integrale – makaron razowy
Pasta fatta in casa – makaron domowej roboty

Przedrostek (początek) lub przyrostek (koniec) w nazwie makaronu pozwala dowiedzieć się z jakim rodzajem makaronu będziemy mieli do czynienia podczas ujędrniania w garze pełnym ukropu. Teoretycznie rzecz przedstawia się następująco:

rigate: żłobiony
lisce: gładki
mezze: skrócony/ścięty, np. połówki
lunghi: długi
-elle: szeroki np. pappardelle, tagliatelle
-ette: wąski/mały np. lasagnete
-ine, -ini: mały np. anellini, tortellini
-oni: duży np. canneloni

Pierwszą lekcję ładnie odrobiła Ptasia, fotografując witrynę sklepową z myślą o Paście. Dziękujemy!




My też nie będziemy gorsze. Z okazji pierwszych urodzin Pasty postanowiłyśmy się przed Wami otworzyć. Tym samym wywnętrzniamy się zawartością koszyka i kartonu.



Jak widać, póki co, mamy żelazne zapasy, więc głodem nas nie wezmą ;)




* parafraza tytułu filmu W. Allena – „Wszystko co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się o to zapytać” ;)
** część zaczerpnięta z: „Makaron. Leksykon.” – Tobias Pehle, Birgit Andrich
*** czy jest na sali znawca italiańskiego? ;) proszę o niezbędne poprawki ;)

piątek, 6 sierpnia 2010

Plastikowa moda

Kochany Pamiętniczku,
przeglądałem ostatnio najświeższe (zepsutych, rzecz jasna, nie tykam) magazyny modowe. Ależ tam było kolorowo, wprost bajecznie! Zachwyciłem się, choć, przyznasz zapewne, że ja tez nie mam się czym powstydzić. No bo przecież w swym plastikowym wnętrzu też noszę się na papugę. Wzbudzam tym zachwyt gapiów – co tylko porusza do głębi plastiku mój narcyzm..
Ale a propos kolorów – ostatnio na stronie 1357 - tym razem magazynu „Modny Plastik”- wyczytałem, że pod pokrywką będzie mi ładnie w trawie i słońcu. Tym samym o takim zestawieniu słuchy doszły aż do uszu.
Innym razem zmieniłem trochę koncepcję, wciąż jednak nawiązując do słonecznego trawnika. W obu przypadkach pamiętałem o dodatkach, bo to podobno bardzo ważne – tak napisali w „Makashopping”.
I wiesz co? Jeszcze bardziej się sobie podobam– zresztą sam zobacz, jak mi ładnie.
Cmok, cmok.
Twój Lanczboksik



Ósma sztampa w lanczboksie- uszy, a z boku fasola i bób

orecchiette
ugotowana szparagówka
ugotowany bobik
lekko podsmażony parzony boczek
pieprznięty, sól, dziewica

Wszystko razem wymiąchać, zapakować do lanczboksa i wtrąbić, kiedy zaburczy w brzuchu.




Dziewiąta sztampa w lanczboksie - trawa i słońce, czyli odkręć słoik.

torchietti
karczochy z zalewy
kapary z zalewy
starty parmezan
pesto
dziewica, sól, pieprznięty

Jak powyżej: wszystko razem wymiąchać, zapakować do lanczboksa i wtrąbić, kiedy zaburczy w brzuchu.

wtorek, 3 sierpnia 2010

Z każdej strony

Zabieram się do napisania tego posta już od kilku dni.
Planowałam wrzucić nowy przepis w piątek. Jednak w piątek wieczorem przełożyłam to zadanie na sobotę. W sobotę z kolei tak wciągnęła mnie książka, że nie makaron był mi w głowie.
W niedzielę z kolei znalazłam tysiąc innych zajęć, między innymi robienie z mieszkania pobojowiska i walka ze zboczonymi gołębiami na moim balkonie.
A od poniedziałku istne szaleństwo. Wszyscy nagle coś ode mnie chcą, dzwonią, piszą, walą do drzwi. Żeby się wyrobić ze wszystkim robię kilka rzeczy jednocześnie, a jakby jeszcze tego było mało z kilku stron rozmowy mnie atakują. Nie ma to jak Polak w pracy, albo na gg albo na skype, a jak ma „controlling” to przecież na gmailu jest chat ;)
Ale ja znowu nie na temat. Dziś mnie Oczko przypilnowało i zagroziło, że jak nie ja to ona! Postanowiłam walczyć o swoje i oto tak nieśmiało prezentuję Makaron sojowy z tofu i fasolką szparagową :)

Smacznego!



Makaron sojowy z tofu i fasolką szparagową
1 porcja
75 g makaronu sojowego (lub ryżowego)
50 g twardego tofu
garść oczyszczonej, zielonej fasolki szparagowej
ząbek czosnku
1-cm kawałek imbiru
łyżka sosu sojowego
łyżeczka oleju sezamowego
łyżeczka posiekanego szczypiorku
łyżeczka posiekanych orzeszków arachidowych
odrobina oliwy

marynata do tofu
łyżka sosu sojowego
łyżeczka octu ryżowego
łyżeczka oleju sezamowego

Wymieszać składniki marynaty, dodać tofu i odstawić na min. 30 min.
Makaron zalać wrzątkiem i gotować ok. 5-7 minut, odcedzić i odłożyć na bok.
Fasolkę ugotować na parze.
Na kapce oliwy zrumień posiekany czosnek i imbir, gdy się zrumienią odstaw na bok. Na patelnię wrzuć tofu, a gdy się delikatnie zrumieni dodaj fasolkę, makaron, czosnek i imbir. Podlej sosem sojowym i olejem sezamowy, wymieszaj i jeszcze chwilę podgrzewaj na małym ogniu.
Przełóż do miseczki, posyp orzechami i szczypiorkiem.