wtorek, 30 listopada 2010

Szybko, szybko!

Oto nadeszła – wraz z opadem śniegu, duuuuuużym opadem śniegu (wieczorem odśnieżone podwórko i wejście do domu, rano dnia następnego okazało się być syzyfową pracą) nowa jakość. Od dziś przestaję pomstować na ślimacze tempo (jak wczoraj tramwaje na Grójeckiej) internetu. Teraz onlajn śmigam jak błyskawica. Mam rzeczonego w wersji fastfood – szybko i dużo, acz niekoniecznie zdrowo. W związku z tym - nadrabiam kluskami ;)




McKlusky na szybko

lilie
pesto ze słoika
karczochy z zalewy
pieprz
parmezan

Ujędrnić makaron, wymiąchać z resztą, doprawić, obfotografować*, wtrąbić.

* Pan R. już się przyzwyczaja ;)

piątek, 26 listopada 2010

Przybyłam ;)

Halo halo tu Kurczak się wita.
Pamiętacie o mnie jeszcze? Bo o Hirka nie pytam, jego zapomnieć się nie da.
Wiem, wiem, znowu kupra dałam, bo znikłam, pasty nie wrzucam na bloga i w ogóle Was nie odwiedzam. Ale stolica mnie wchłonęła…tempem życia, korkami i ciągłym przemieszczaniem się z jednego miejsca w drugie, z drugiego w trzecie, a z trzeciego w pierwsze ;) Czasem zbaczam z trasy i odwiedzam inne, równie ciekawe miejsca. I tak jak pisałam na eksperymentach, jest gites i nie narzekam. Stosunkowo udane mam tu życie :-)

Jako, że w stolicy pomieszkuję to zarzucę dziś makaronem, a raczej ravioli, zakupionymi w tymże mieście jeszcze gdy na wsi mieszkałam. Jak tu byłam pewnego dnia i na Oczko czekałam, to do sklepu zaszłam i te kluchy/pierożki kupiłam. Z Oczkiem się podzieliłam, a resztę wszamałam. Oj dobre było, dobre :)


Sałatka z serowym ravioli i brokułami
1 porcja
kilka różyczek brokułu
50 g ravioli z serem
ząbek czosnku, drobno posiekany
ziarno słonecznika
sól, pieprz
oliwa
ewentualnie parmezan do posypania
Brokuły ugotować na parze. Ravioli wrzucić do wrzątku i gotować ok. 10 minut.
Na patelni uprażyć słonecznik. Brokuły wymieszać z odcedzonym ravioli i czosnkiem. Doprawić solą i pieprzem. Posypać słonecznikiem i parmezanem, skropić oliwą. Podawać na ciepło.

sobota, 20 listopada 2010

A plastik zżera zazdrość

Kochany Pamiętniczku,
jestem głęboko (tak głęboko, jak sięga moje plastikowe dno) oburzony faktem, że ona zamiast mnie ubogacać wewnętrznie bierze ze sobą do pracy jakieś dziwne towarzystwo. Inne pojemniki (w bardzo głębokiej tajemnicy) doniosły, że niosły (wszystko się działo pod przykrywką – rzecz jasna) jakieś miksy sałat z kurczakiem, tomatami i lekkim winegretem czy inne tarty pieczarkowo – paprykowe.
No ale... przecież, ja też się lubię z papryką! Chyba się obrażę i zamknę w sobie...(wieczkiem) bez(sz)czelnie.

Cmok, cmok!
Twój Lanczboksik



Czternasta sztampa w lanczboksie - Paprykowe sympatie

kluski quadrelli
pesto paprykowe z ricottą (ze słoiczka)
podduszona pomarańczowa papryka
suszone tomaty
pieprz, sproszkowana wędzona papryczka z Esplette

Kluski ujędrnić, wymiąchać z resztą, zapakować do lanczboksa, na koniec wtrąbić.

piątek, 12 listopada 2010

"Dawno nie jadłem tak dobrego obiadu"...

...odrzekł Pan R. odchodząc od stołu - pozostawiwszy na rzeczonym opróżniony talerz. Miał facet rację - mi też smakowało. A nawet skomplikowane nie było. Ot trochę zabawy z cyckami w piekle, chwila zamieszania w słoiku, szybka nożowa sprawa i mgnienie oka podczas ujędrniania. A na koniec chlust czerwonego wytrawnego Hiszpana. Voila!



Dzień wolny i dobry obiad, czyli kwintesencja lenistwa ;)

(inspirowałam się tym tutaj przepisem na ugotuj.to; sosik do cycków rewelacyjnie smakował z ostrą panierką na rzeczonych - zrobioną z przypraw)

tagliolini aromatyzowane czerwonym winem Barbaresco i czarnymi truflami

kurczak:

2 cycki
oliwa
sól, pieprz
przyprawy inne:
- shichimi togarashi (japońska pikantna mieszanka przypraw do zup, makaronu, ryżu, tostów, sałatek i każdego rodzaju mięsa; skład: pieprz czerwony, skórka mandarynkowa, czarny sezam, biały sezam, pieprz syczuański, imbir) – Princi dziękuję :*
- wędzona papryczka z Esplette (a ta dzięki Betsi :))

sosik:

2 łyżki majonezu
1 łyżka jogurtu naturalnego
1 łyżka soku z cytryny
kilka plasterków niebieskiego sera pleśniowego (rozdrobnione)
ciut soli
dużo pieprzu


Makaron się ujędrnił.
Kurczak najpierw oblał oliwą i nasmarował przyprawami, potem wskoczył z blaszką (wyłożoną folią aluminiową i lekko maźniętą oliwą) na ok. 20 minutową sesję do piekła w 180 stopniach (do zezłocenia)
Sosik zrobił się z wymieszania w słoiku ingrediencji (na drugi dzień jeszcze lepiej smakował z greckim chlebem i plastrem upieczonej karkówki z mocno pieprzno - majerankową skorupką)

Do całego towarzystwa zostały dołączone pomidory z oliwą, świeżo zmielonym pieprzem i miętą z krzaka.

W kieliszki wlało się hiszpańskie czerwone i wytrawne.


czwartek, 11 listopada 2010

Questions & answers

W przypadku obdarowywania z jakiejkolwiek okazji lub i bez okazji czasem można napotkać na problem, co drugiej osobie może sprawić radość. W przypadku, kiedy orientujemy się w sympatiach i marzeniach – jest prościej. Bo cóż...

...może makaroniarka na urodziny dostać od Pana R.?


(są już ułożone)



A jaki prezent urodzinowy makaroniarka dostaje od drugiej makaroniarki?


(wietnamski makaron z mąki z manioku)



A co dwie makaroniarki dostają bez okazji od foodblogerki?


Ah! Jakie to proste! ;)


Z tego miejsca ja i Princi bardzo dziękujemy Karolinie za jadalną przesyłkę z Północnego Yorkshire. Wprawdzie taki makaron już ujędrniałyśmy tu i tutaj na ten przykład, jednakże wyjęcie pudełka z zabąbelkowanej koperty nie powstrzymało mnie od niekontrolowanego wybuchu śmiechu ;) Buziak wielki!

wtorek, 2 listopada 2010

Kluseczkowo Ochętkowo

Jak już na Eksperymentalnym podałam przepis na pieczoną dynię to wykorzystam ten fakt i tu wrzucę coś z ową pieczoną dynią. Coś, to znaczy makaron rzecz jasna, bo dzień bez makaronu to dzień stracony. Wczoraj był makaron i dziś pewnie tez będzie. Ale wczoraj był taki full wypas, bo we włoskiej knajpce na stolicowej starówce czy tam starym mieście jak kto woli. Było bez dyni, ale za to w mej ulubionej wersji, bo ze szpinakiem, suszkami pomidorowymi i pieczonym czosnkiem :) Wyżerka była niesamowita, trza to będzie powtórzyć.
Ale wracajmy do dyniowych realiów i Chętkowej kuchni, gdzie kluch nigdy nie zabraknie, bo kluchy to są kluchy, a ja taka kluseczka ;)



Tagliatelle z puree z dyni i bazylią
1 porcja
60 g makaronu tagliatelle
150g upieczonej dyni bez skóry
odrobina śmietanki
pestki dyni
posiekana świeża bazylia
szczypta cynamonu, imbiru i gałki muszkatołowej
zmiażdżony ząbek czosnku
łyżeczka sosu sojowego
sól i pieprz do smaku
Makaron ugotować al dente.
W czasie gotowania makaronu wrzucić do blendera dynię pokrojoną w kostkę, czosnek, śmietankę, sos sojowy, po szczypcie imbiru, cynamonu i gałki. Wszystko zmiksować na gładką masę i doprawić solą i pieprzem do smaku.
Ugotowany makaron odcedzić i z połączyć z puree i bazylią. Przełożyć na talerz i posypać pestkami dyni.