czwartek, 9 czerwca 2011

Presto zwane rozczarowaniem

„Princess: ja chcę ten! Śmietanowy sos z łososiem i szparagami. (…)
- następny e-mail...
Princess: kolejny! z kurkami!!!!
- a po chwili...
Princess: ale zaraz skąd kurki...;)
Oczko: Mrożone, bejbe.
Princess: Też tak pomyślałam.”


Kiedy idziemy na testowanie, najpierw przeglądamy stronę internetową robiąc mały rekonesans w karcie, a potem na miejscu szybko wiemy, czego chcemy. Nie inaczej było przy okazji ostatnich wychodnych klusek. Tak sobie teraz myślę, że te kurki to chyba jednak był znak ostrzegawczy....
Ale od początku. Zaczęło się dobrze, a nawet bardzo dobrze, bo najpierw spotkałyśmy się na metrze Stokłosy i poszłyśmy na zakupy. Princess wyszła ze sklepu z kluskami, a ja z ziarnistą kawą javą.
Wsiadłyśmy do wagonu i już po chwili byłyśmy na metrze Imielin. Potem krótki spacerek i niebawem dotarłyśmy do miejsca przeznaczenia.


Bardzo mi się spodobała karta z menu. Była solidna, w twardej okładce, z miłą dla oka grafiką wewnątrz. Zamówiłyśmy kluski i czekałyśmy. W międzyczasie wypiłam espresso (kwaśne), Princess zwędziła ciastko i pojawiły się sztućce.


Po krótkiej chwili przyszły kluski. Dla Princess farfale z łososiem i szparagami, dla mnie lasagne (to tak przy okazji weryfikacji naszej domowej)

Zacznijmy od kokard... Ugotowane doskonale al dente. Sos poprawny, dużo łososia i... dość. Zerknijcie na początek wpisu dotyczący mrożonych kurek. W przypadku klusek na stole nie miałyśmy wątpliwości – białe szparagi ewidentnie były ze słoika. To dosyć dziwne w kontekście tego, że teraz akurat jest ich sezon i smak świeżych jest nieporównywalny z konserwowymi. Duży, bardzo duży minus.


A lasagne? Była ok. W smaku całkiem niezła i bardzo syta. Nie dałam rady zjeść całej porcji, Princess mi pomogła na końcu.




O ile naczynie z lasagne było ok, o tyle nie podobał mi się talerz, na którym były serwowane kokardy. Był taki, hmmm... mało elegancki. Trochę jak w góralskich zajazdach na trasie katowickiej...


Na koniec wzięłyśmy po deserze. Princess zamówiła panna cottę, a ja czekoladowy suflet. Wahałam się z sorbetem, ale czekolada zwyciężyła. No i cóż... desery to nie jest ich działka. Panna, jak ją słusznie określiła Princess była.... glutem. Była tak twarda, że łyżka w niej stała bez problemu. Przy okazji została polana zbyt dużą ilością truskawkowego syropu do lodów. A propos lodów – do mojego czekoladowego sufletu, przypominającego bardziej brownie (twardawy z zewnątrz) dołączona została gałka waniliowych, okrutnie słodkich lodów. Sam suflecik w środku był niezgorszy, ale słodycz lodów zniechęcała do konsumpcji całości... Brownie, znaczy suflet zjadłam. Lody zostały na roztopienie.



I jeszcze mój ostatni kamyczek do ogródka – dobrze byłoby, gdyby obsługa bardziej orientowała się w tym, co oferuje karta. Na dwa pytania, pani kelnerka dwa razy odpowiedziała, że musi się dopytać w kuchni...

Raczej się już tam nie pojawimy, prawda Princi?

Nie no sorki, ale te szparagi i ten glut! Szłam z myślą o zielonych, pysznych, świeżych szparagach. Białe, ale świeże! też by dały radę...ale ze słoika w sezonie szparagowym?! Hellloł???!!!

Cóż ja biedna mogę napisać, toć Oczko opisało wszystko doskonale. Makaron prawie do łez mnie doprowadził, potem ten glut panienkowy i śmiech... bo przecież my płakać nad kluskami nie będziemy. No dobra nad kluskami może, ale nie nad pseudo-sufletami i glutami. Zjadłyśmy bo co się ma zmarnować, ale...



Ale już niedługo znowu wyprawa na testowanie. Tym razem gdzie Oczko? Ty wybierasz!

***
Pizzeria - Trattoria PRESTO, ul. Dereniowa 2 (Ursynów)

28 komentarzy:

  1. sliczny post, taki radosny ;]
    i piękne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  2. mówiłam Wam już, że uwielbiam te posty-recenzje w waszym wykonaniu? :))

    OdpowiedzUsuń
  3. :) super. Fajnie, że się tak poświęcacie i ostrzegacie innych:)

    OdpowiedzUsuń
  4. i oto przykład tego jak brakiem dbałości o jakość składników można spieprzyć dobre kluchy. ja nie wiem po co niektórzy prowadzą restauracje - aby zapchać ludziom brzuchy? zawsze uważałam, że restauracje to świątynie smaku, gdzie dostaniemy na talerzu potrawę z najlepszych składników, ale takie właśnie miejsca to można co najwyżej nazwać "szopkami smaku". grr.

    OdpowiedzUsuń
  5. dzięki dzięki

    Olu brak słów na to co jadłyśmy :/

    OdpowiedzUsuń
  6. o rety, jaki zrobiłem sie głodny!

    OdpowiedzUsuń
  7. Karmelitko--->radosny? a tak! nie warto płakać nad oszukanymi szparagami ;)

    Małgo--->być może... ;)

    Ania--->takie z nas dobre misjonarki ;)

    Olu--->gdyby każda byłaby świątynią, można by odwiedzać wszystkie bez wyjątku w ciemno...

    Panie Piotrusiu---> ujędrniaj zatem te penne ze szparagami. A skoro już mowa o afrodyzjakach - tamte truskawki dobrze smakują z czekoladą (jakby nie było, to też afrodyzjak)


    pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  8. Kokardy to moje ulubione kluchy, ale ze szpparagami ze słoika też by mi nie smakowały. A lazanię to muszę wreszcie sama zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Co za zbrodnia na Pannie Kocie. ;) Za szparagi ze sloika w srodku sezonu szparagowego powinni bic po golej dupie w miejscu publicznym, na pregiezu, o!

    OdpowiedzUsuń
  10. skoro już grasujecie po Warszawie w poszukiwaniu klusek, to polecam Quattro Canti na ul.Bonifacego 100 ( w bliskim sąsiedztwie Sadyba Best Mall)- mają pysznościowe makarony które robią sami. Ceny może nie są niskie, ale byłam kilka razy i za każdym razem smakowało bosko :)Chętnie poczytam recenzję :D

    OdpowiedzUsuń
  11. spoko, teraz Oczko stawia więc ceny nie muszą być niskie :p

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiedziałam, że gdzieś tkwi haczyk ;P

    OdpowiedzUsuń
  13. na stronie internetowej mają menu, możecie przejrzeć ceny i przy okazji wybrać coś już przed przybyciem ;) Fajne jest to że można modyfikować skład potraw (np. wymienić mrożone kurki na borowiki, co zawsze czynię ;P)

    PS: Ich suflet czekoladowy jest orgazmiczny. Niebo w gębie!

    OdpowiedzUsuń
  14. a tak w ogóle to ja jestem zboczona na punkcie makaronów, a że robią naprawdę dobre- stąd te zachwyty ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. oj ten suflet... toć jak Oczko dostanie przy nim orgazmu to nie ujdę z życiem ;)
    a co do zboczenia makaronowego no cóż...mam zakaz na kupno makaronów a znów dziś zakupiłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. oj takie ciężkie pytania zadajesz, czekaj sprawdzę, kolorowe Pantacce, oczywiście działka dla ciebie

    OdpowiedzUsuń
  17. A pamiętasz o włoskim tygodniu? Ja raczej się nie rzucam, ale jakbyś coś brała, to potem się możemy kosztami podzielić fifty fifty ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. oki spoko, a masz coś na oku? ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Aha! Takie ładne kolorowe creste di gallo i takież fettucine ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. postaram się je dorwać ale dopiero po pracy, pewnie będzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Presto ma swoją filię też w Łodzi na Pietrynie. Stołowałam się tam ostatnio i powiem Wam szczerze, że było ok. Bez rewelacji (jadłam canelloni z kurą, pizzę - nie pamiętam jaką i coś jeszcze... zapiekankę z bakłażanów), ale przystępna cena. Na pewno można się najeść, ale nie będą to jakieś niebywałe przeżycia podniebienia. To chyba nie ta kategoria lokali. No a pizza classic - rozrywa po niej brzuch.

    Pozdro dla Makaronów tak w ogóle. B. fajny blog.

    OdpowiedzUsuń
  22. Bacha masz rację, to nie ta kategoria, ale i tak to nie tłumaczy tych szparagów w ich sezonie. Pozdr!

    OdpowiedzUsuń

Będziemy wdzięczne za kilka słów od Ciebie :)
Gosia Oczko i Agata Kurczak