czwartek, 14 lipca 2011

Koguty w plastiku

Kochany Pamiętniczku,
ponownie wypełnia mnie radość z powodu bogatej zawartości mojego wnętrza. A muszę ci się przyznać, że pewnym momencie zaczynałem już wątpić, czy kluski będą mnie jeszcze ubogacać wewnętrznie. Bo wyobraź sobie – pełna paleta: klopsy, curry, sałatki, zupy w słoikach – wszystko tylko nie makaron. Zgroza! Całe szczęście okres posuchy jakby minął, tak myślę ;)

posyłam kissy
Twój Lanczboksik





Siedemnasta sztampa w lanczboksie – letnie koguty

kluski creste di gallo (zwane też grzebieniem koguta)
suszone tomaty
oliwa z suszonych
bób
podsmażony boczek

Wszystko razem wymiąchać, zapakować do lanczboksa i wtrąbić na obiad.

10 komentarzy:

  1. Cóż za cudowne wnętrze panie lanczboksie!:))
    Pychota dla Twojej Pani na śniadanie :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny. Bób mam, więc może...

    OdpowiedzUsuń
  3. Siostra--->kiedyś wrócić musiał :)

    Slyvvia--->a pewnie! nie żałuj mu takiego towarzystwa ;)


    pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  4. ....mmmmmm.....tylko tyle powiem....
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pysznosci! Taki lanczboksik to pelnia szczescia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. śniadanie? raczej obiadek!!

    OdpowiedzUsuń
  7. ożesz w mordę Oczko, to wygląda przebombowo! nie potrzebuja tam do twojej rpacy, bym ci z laczboksika wyjadała

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam te kluchy,ja na nie mowię - falbanki !
    Pyszne i bogate wnętrze lanczboksika :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gosia, Maggie--->aha! zgadzam się z Wami całkowicie! ;)

    Beata--->oczywiście, że obiadek :)

    Princi--->no wiesz... stoi koło mojego biurka jedno nieużywane, to możesz się przysiąść ;)

    Kumo--->a ja grzebień koguta :)


    pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkoda, że mi nikt takiego lanchu nie szykuje, oj zjadałbym z przyjemnością, wygląda smakowicie :)

    OdpowiedzUsuń

Będziemy wdzięczne za kilka słów od Ciebie :)
Gosia Oczko i Agata Kurczak