niedziela, 24 lipca 2011

Pustki w Biesiadowie

„Przyjezdny kupiec wstępuje do chełmskiej restauracji (…)
- Czy można dostać rybę po żydowsku?
- Rybę po żydowsku? - powtarza właścicielka. - Pojutrze jest dzień targowy, to będzie ryba...
- To może kurę w rosole?
- Kura była dopiero wczoraj...
- A pieczeń cielęca?
- Bywa tylko w poniedziałki.
- Trudno. W takim razie poproszę o jajecznicę.
- Akurat zabrakło jajek...
Kupiec wzrusza ramionami i opuszcza lokal. Zaledwie uszedł sto kroków, dopędza go zasapana właścicielka jadłodajni.
- Uf, uf! Zapomniałam panu powiedzieć, że gęsiej wątróbki z cebulką też u nas nie ma...” *


* Horacy Safarin - „Przy szabasowych świecach. Humor żydowski” (wyd. łódzkie, s. 120)



Dlaczego akurat taki cytat? Dlatego!


Tak, tym razem było Biesiadowo, sieciowa pizzeria, w której serwują też makaron. Cóż, tym razem chwalić nie będziemy***.
Może zacznijmy od tego, że tym razem byłyśmy w łącznie czteroosobowym gronie, gdyż na testowanie zabrałyśmy też Tiliów. Tradycyjnie już, przed wizytą zrobiłyśmy z Princi przegląd menu, i byłyśmy zdecydowane, co weźmiemy.

Ja wzięłam: „Szynka dojrzewająca w białym winie pływająca” (masło klarowane, szynka dojrzewająca, cebula, białe wino, tymianek, śmietana )
Princi: „A co na to rucola?”(sos czosnkowo - beszamelowy, boczek, suszone pomidory, oliwki, rucola )
Tilia: „Szparagi w bulionie na szyneczki łonie”(oliwa, szynka dojrzewająca, czosnek, szparagi zielone, pomidorki koktajlowe, bulion, zimne masło do zaciągnięcia )


Tilia, była odważna, bardzo odważna, bo wzięła szparagi. My po doświadczeniach w Presto stanowczo jej tego odradzałyśmy. Zdecydowała się zatem zabezpieczyć zapytaniem u pani kelnerki, czy one aby świeże są, czy może ze słoika. Podobno były świeże... Nie..., nie były. Nie żebyśmy zarzucały kłamstwo pani kelnerce. Bynajmniej! Wszak nie były ani z puszki, ani ze słoika. Były po prostu stare, przegotowane i miejscami łykowate, zupełnie, jakby pan kucharz nie wiedział, że końcówki szparagów nadają się głównie do dwóch rzeczy: na śmietnik albo kompost.
Do tego ta rzekoma „szynka dojrzewająca”...


Jeżeli myślicie, że naprawdę taka, była podana z makaronem, to możecie się srogo rozczarować. Podobnie jak i my. To była najzwyklejsza gotowana szynka, zresztą nie najlepszej jakości. No i czosnek – wyglądał i smakował jak granulowany. To już pozostawię bez komentarza...

Mój makaron? Po pierwsze do takiego sosu zdecydowanie bardziej pasuje fettuccine, a nie spaghetti, ale nie czepiajmy się już takich szczegółów. Zresztą o samym makaronie będzie niżej. O szynce dojrzewającej, cóż... już wiecie. Tymianek? Zapomnijcie o świeżym, był suszony. Sam sos zaś był tak mdły, że nie dałam rady zjeść nawet połowy porcji.

Pasta Princess też nie była najlepsza. A już szczególnie pożałowali w niej rucoli, a przypominam, że nazwa dania opiera się na wskazaniu, że rucoli można spodziewać się więcej, niż oczy widziały faktycznie na talerzu.


Dlaczego w tytule posta jest słowo „pustki”? Bo doskonale odzwierciedlają tę pizzerię. Byliśmy tam jedynymi klientami, a lokal nie mieści się ani na peryferiach miasta (5 minut spacerem od metra Wilanowska), ani nie wybraliśmy się tam w godzinach rannych, tylko po pracy (po godz. 17-ej). Ale to nie wszystko – bogate menu może bardzo zmylić. Z siedmiu rodzajów piw, jakie oferuje karta, są faktycznie do wyboru zaledwie dwa. Reszty nie ma. Z bogatego wachlarza wyboru kaw (m. in. espresso, cappuccino) jest... kawa rozpuszczalna i zwykła parzona czarna, do której można jednakowoż dostać mleko (uffff!). Jeżeli pomyśleliście, że popsuł się ekspres, to muszę Was rozczarować. Ekspres jest i ma się dobrze (zasięgnęliśmy języka w tej sprawie u pani kelnerki). Po prostu: wcześniej serwowali, a teraz nie (z niewiadomych przyczyn nawet dla samej pani kelnerki). Z piwem podobnie: wcześniej były, teraz nie ma. Ale za to menu wciąż jest bogate, a przy okazji mocno naciągane, żeby nie powiedzieć kłamliwe. Swoją drogą, doskonale sprawdza się w przypadku Biesiadowa pewna teza. Jeżeli restauracja szczyci się grubym menu i dużą ilością dań, które może zaserwować potencjalnemu klientowi, lepiej z jej gościny w ogóle nie korzystać. Odbije się to z korzyścią i dla portfela, a już tym bardziej dla podniebienia. Duża ilość produktów może oznaczać, że nie są one na bieżąco wykorzystywane, zatem długo leżą i w daniach serwowane są w niezbyt już dobrej jakości. A poza tym, przyjmijmy hipotetycznie: jednorazowo w lokalu jest komplet klientów, a każdy z nich zamawia zupełnie inne danie, to nie ma bata, któreś z nich musi być przygotowane duuużo wcześniej i tylko odgrzane w mikrofali. W innym przypadku kuchnia nie da rady się wyrobić z zamówieniami.

Wygląda na to, że najlepiej na zamówieniu wyszedł Sebastian, bo wziął pizzę serową.


Powiecie, miał rację – w pizzerii zamawia się właśnie pizzę, a nie makaron. Jest w tym sporo prawdy. Ale spójrzcie na to z innej strony. Skoro lokal oferuje też inne dania w karcie, to znaczy, że kucharz również umie je przyrządzić. Poza tym, klient zamawiający inne danie, nie może być traktowany pośrednio w stosunku od tego, od pizzy. Jakość dania świadczy o kuchni, bez względu na to, jakie zamówienie przyjmie kelner przy stoliku.

I jeszcze jeden kamyczek do ogródka, przy okazji tej serowej pizzy „SEROWA BIESIADA" (sos, ser mozzarella, ser pleśniowy, ser feta ). O ile mi wiadomo, feta jest znakiem zastrzeżonym dla określonego rodzaju sera. Wszelkie inne, podobne – w nazwie powinny mieć „ser typu feta”. W rzeczonej pizzy był właśnie tego „typu”. Swoją drogą, nie lubię, kiedy menu kłamie: dojrzewająca szynka, która koło takiej nawet nie leżała, oszukany czosnek. Wymyślne nazwy dań i podane z kosmosu produkty nie zastąpią dobrego jakościowo dania.

Wracając do naszych makaronów – wszystkie trzy dostałyśmy spaghetti. Pani kelnerka nawet nie zapytała jaki rodzaj zamawiamy, karta również nie wspominała o wyborze. Wysnuć można z tego, że każda pasta podawana jest ze spaghetti. A co jeśli klient przyjdzie z dzieckiem, a ono nie bardzo będzie potrafiło sobie poradzić z długimi nitkami? Czy nie lepiej, aby do wyboru był jeszcze makaron krótki, dajmy na to farfalle?

Mówi się, że wady należy ukryć zaletami. Ten lokal nawet tego nie potrafi: trzy różne rodzaje sztućców wygląda jak zbieranina kompletów z kilku domów, niespójna zastawa – to wygląda naprawdę niechlujnie.


Próbowałam znaleźć jakieś plusy. Przykro mi jednak, nie znalazłam. I nawet nie jestem w tej ocenie złośliwa. Kelnerka, która się nie orientuje co oferuje kuchnia, braki w menu, niska jakość oferowanych dań, poślednie produkty, brzydka zastawa, kłamliwe menu. I nawet nie mogę do plusów zaznaczyć niskiej ceny, bo wierzcie mi - wolałabym zapłacić dwa razy tyle, ile kosztowała faktycznie porcja, ale zjeść za to porządne danie i nie mieć wrażenia, że stołowało się właśnie w barze szybkiej obsługi gdzieś przy trasie ekspresowej.



Princi, czy naprawdę chciałabyś wiedzieć co kryje się w paście, która nosi wdzięczną nazwę „Trzecie życie kurczaka”?



Oczko daj żyć i nie przypominaj! To ja wynalazłam Biesiadowo, to ja zaprosiłam "gości" na wspólne biesiadowanie i to ja jako jedyna zjadłam całą porcję... Byłam tak głodna, że musiałam, ale potem mój ociężały brzuch ledwo dał się nieść.
Jako, że zwykle zjadam ostatki, to porcji Tili i Oczka nie dałam rady podjeść- nie dało się! Mdłe, podejrzane, niesmaczne.
Fakt pizza była o.k., ale ja smakoszem pizzy nie jestem.
Cóż mogę powiedzieć...Dzięki Ci Wielki Bracie, że nie skusiłam sie na to "Trzecie życie kurczaka", bo chyba po pierwszym kęsie byłby zwrot tego kęsa...

Nie polecamy!

*** Prosta ze mnie Kurczakowa Dziewka, wysublimowanego smaku nie posiadam, ale wierzcie mi nie skuście się na Biesiadowo!



Pizzeria BIESIADOWO, ul. Puławska 228 lok. 15 (Mokotów)


24 komentarze:

  1. Fuj! Współczuję biesiadnikom, a dla Biesiadowa należy się zawstydzające pacnięcie w potylicę.

    OdpowiedzUsuń
  2. hmmmmm, moze trzeba zalozyc strone netowa pod tytulem "NIE POLECAM"...moze jak taki opis swojej restauracji przeczyta jej wlasciciel ew. menadzer,to moze pojda po rozum do glowy,ze restauracji(konkurencji) w miescie multum....no chyba,ze maja to gleboko gdzies.....
    tja....nazwy rzeczywiscie duzo mowiace (jak widze na zasadzie...krowa,ktora duzo ryczy.....)
    pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie się czytało:). Szkoda, że nie mozna nawet nic pozytywnego o nich napisać, no cóż bywa i tak.
    Podoba mi się ,ze piszecie tak szczerze:).

    Buziaczkuję:*

    OdpowiedzUsuń
  4. w Kielcach też mam Biesiadowo, ale że jest lokalem stosunkowo nowym - na razie wzorowo.
    co do tego, że w pizzeri tylko pizzę to podpisuję się obiema rękami. z resztą co to za pomysł? chce się zjeść sałatkę - zapraszam do restauracji!
    a co do oszukiwanego menu to przemilczę sprawe, bo jest to zwykłe chamstwo. ot co.
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. niestety było niesmacznie :(((
    Gosiu Biesiadowo to sieciówka, nie sądze by ktoś się przejął złą opinią

    OdpowiedzUsuń
  6. Dlatego nie warto chodzić do sieciówek. Da grasso, biesiadowo, pizza hut, san marzano nie mają zielonego pojęcia czym jest włoska kuchnia

    OdpowiedzUsuń
  7. Swego czasu pisałam do da Grasso a' propos nazw - dziwolągów figurujących w ich menu. Rzecz jasna zero odzewu.
    A pizze o wdzięcznych nazwach jak "wiązać" "spać", "stzelać""nieśmiały" * itp nadal figurują w menu



    * nie wspominając o błędach językowych

    OdpowiedzUsuń
  8. Marghe to się wie, ale nadzieja jest ;P

    OdpowiedzUsuń
  9. Jednym słowem obrzydliwie:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Potwierdzam każde słowo, a do tego dodam, że makaron był rozgotowany, porcje przynoszone stopniowo i do tego w trzeciej porcji makaronu (tej oczkowej) makaron podgrzany był w mikrofali ... za to na plus zapisuję sobie późniejsze spotkanie u mnie w domku, kawkę, czereśnie i przemiłe pogaduchy :))) Całuski dla Was Dziewczynki i do jutra :* Mam nadzieję, że jutrzejszy mój obiadek będzie Wam smakował :)))

    OdpowiedzUsuń
  11. witam, zapraszam Was do One Lovely Blog Award :)
    http://cheesecakesserniki.blogspot.com/2011/07/ciasto-marchewkowo-bananowe-vol-2.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Kumie--->witaj! dobrze gadasz, aż by się chciało do stakana wypełnić ;)

    Gosiu--->tak, jak napisała Princess niżej, w sieciówkach takimi szczegółami nie zaprzątają sobie głowy, no chyba, że jest to mcdonalds, który bardzo dba o wizerunek

    Sisi--->jak można pochwalić, to chwalimy, jak trzeba zganić, to mówimy jak jest

    Małgo--->właśnie dlatego nie lubię grubych kart menu, bo z reguły nie można się wtedy spodziewać rewelacji

    Marghe--->ja trafiłam kiedyś w Malborku na "uroczy" przybytek śródziemnomorsko-turecki, gdzie z karty można było zamówić spagetti bolonieze albo pizzę z czipsami ;)

    Aciri--->bądźmy sprawiedliwi - raczej mało smaczne, do obrzydlistwa jeszcze im trochę brakuje, ale z "dojrzewającą" szynką są bardzo blisko ;)

    Madzia--->gdybym nadal żywiła się tak, jak jeszcze 10 lat temu zaczynając gotowanie, pewnie bym tak nie zjechała z góry do dołu tego miejsca :)

    Małgo--->dziękujemy :)


    pozdr!

    OdpowiedzUsuń
  13. A czy stoleczne media wiedzżjuz, ze dwie makaroniary grasują w warszawie po restauracjach i oceniaja je na blogu ? Jak się rozniesie, to bedą was witać z honorami :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kumo, chyba wręcz przeciwnie - jak tylko zobaczą kogoś z aparatem, to od razu wyproszą (tak na wszelki wypadek, w ramach chuchania na zimne...kluski ;))

    OdpowiedzUsuń
  15. Widzisz Zemfi, w Piasecznie Biesiadowo jest równie niesmaczne. Unikać, unikać i jeszcze raz unikać.

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj Tukanie! Gdybyśmy z Princi to wiedziały przed, a nie po...

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja byłem w restauracji Biesiadowo na ul. Łukowskiej 1. I muszę przyznać, że dawno nie jadłem równie pysznej pizzy, a najsmaczniejsze było w niej ciasto. Sam wystrój, wewnętrzny design urządzony na styl góralski. Makaronów nie jadłem, ale uważam, że najważniejsza w pizzerii jest pizza, bo to jest ich core biznes. Reszta to jakieś dodatki.

    Ale, żeby nie było, że nie jestem obiektywny, to dodam, że byłem również w restauracji na Borzymowskiej, gdzie podano mi pizzę na półsurowym cieście, a np. pomidory na pizzy były zimne, tzn, położone już po wyciągnięciu pizzy z pieca. Wrażenie obrzydliwe, wiecej tam nie pójdę.

    Te dwa ww. przykłady wskazują na to, ze nie można traktować pizzerii po szyldzie. Tzn. jeśli w jednym Biesiadowie coś było nie tak, to w każdym Biesiadowie będzie tak samo. Poza szyldem nic ich przecież nie łączy. To jakie dania podają, jak robią, jak zachowuje się personel, jest sprawą indywidualną każdego lokalu, dyscypliny pracy, nadzoru właścicielskiego.
    Tak samo, jak na przykład fakt, że w jakim McDonaldzie podano nieświeżego hamburgera, nie oznacza, że we wszystkich McDonadlach podaje się nieświeże hamburgery.

    Co do pustek, to mogę przytoczyć inny przykład. Byłem w Biesiadowie w Zielonce. Obok dwie inne restauracje, tuż obok siebie. W żadnej nie było klientów, a w Biesiadowie zajętych było kilka stolików. Obsługa wzorowa, a pizza bardzo pyszna.
    Tak więc przestrzegam przed generalizowaniem. Jakość obsługi i jakość dań to kwestia kultury biznesowej ludzi, która prowadzi biznes, a nie szyldu. Generalizując, że wszystkie restauracje Biesiadowa są takie same, można komuś niechcący wyrządzić krzywdę.
    Lokal na Puławskiej, gdzie Panie były, jest już zamknięty. Obok fatalnej obsługi zadziałał także efekt fatalnego położenia.

    OdpowiedzUsuń
  18. Anonimie, dziękujemy za ten komentarz.

    Oczywiście, masz rację, każdy lokal ma swoje prawa, swoje dobre i złe strony, ale franczyza niejako wymusza na poszczególnych kierownikach lokali trzymanie jednolitego, w miarę, poziomu każdej restauracji w sieci. Szyld w takiej sytuacji ma jednak znaczenie.

    Na usprawiedliwienie naszej recenzji dodam jeszcze, że odnosiłyśmy się do konkretnego lokalu.

    Jak się jednak okazuje, nie we wszystkich można zjeść dobrze,jak również - nie we wszystkich jest równie niesmacznie jak w tej na Puławskiej.
    Piszesz, że zamknięta? - to wiele mówi o lokalu gastronomicznym.

    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  19. Szyld zobowiązuje, to oczywiste. Nie wiem czym się Pani na codzień zajmuje, ale to nie jest takie proste, jeśli w grę wchodzi czynnik ludzki. Ludzie są różni, jednym zależy na kliencie, innym mniej. To samo z pracownikami, jedni są sumienni, a inni partacze i nie można temu zapobiec. Kontrola jakości w sieciach franszyzowych to wg mnie bardzo duży problem. Bo jak zmusić właścicieli, żeby właściwie gotowali makaron? Żeby pizzę piekli tyle ile trzeba?
    To jest też wada franszyzy jako takiej. Z jednej strony daje rozgłos, know-how, ale z drugiej - opinia o jednej placówce rzutuje na inne. Zapewne nie pójdzie już Pani do żadnej innej restauracji Biesiadowo, prawda? A to może być krzywdzące dla nie jednego przedsiębiorcy, który swój biznes traktuje poważnie.
    Z pewnością jedną z wad tej sieci jest to, ze nakazuje utrzymywanie szerokiego repertuaru potraw, co jest błędem. Jak z tą przyprawą, oregano, która była suszona. Bo jak ktoś ją zamawia raz w miesiącu, to trudno mieć codziennie świerzą, a po dwóch, trzech dniach wyrzucać. Powinno się wprowadzić specjalizację, kilka potraw, które szybko rotują, a więc i składniki szybko schodzą. Dlatego też jedzenie makaronu w pizzerii jest ryzykowne, podobnie jak pizzy w makaroniarnii. To co nie jest core biznesem, jest traktowane po macoszemu.

    OdpowiedzUsuń
  20. sorry za błędy, szkoda, że już nie mogę poprawić tego "świerzą" i "makaroniarnii":(

    OdpowiedzUsuń
  21. Zdecydowanie zbyt szeroki repertuar nie jest zaletą lokalu. I prawda, że Biesiadowo mnie rozczarowało, niestety dla tej franczyzy - jeden lokal skutecznie zniechęcił do dalszych konsumpcji w innych w sieci. Natomiast to, co nie jest, jak to zostało określone, core biznesem - nie powinno się znaleźć w karcie. Albo oferujemy porządne dania z karty, albo sobie darujemy... ten biznes.

    Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  22. Biesiadowo - na Borzymowskiej - lepiej zjeść surowe ziemniaki w domu niż dać się otruć tym pseudo kucharzom.

    OdpowiedzUsuń
  23. Wyglądana to, że nie jesteśmy jedyne, którym ta sieć nie przypadła do smaku.

    OdpowiedzUsuń
  24. A jak na wiosce wpierdalacie łapami kapuchę z beki to wam nie przeszkadza?

    OdpowiedzUsuń

Będziemy wdzięczne za kilka słów od Ciebie :)
Gosia Oczko i Agata Kurczak