sobota, 8 października 2011

Figga, a sprawa oliwy.

Przyszedł czas na kolejne testowanie. I tym razem na pastę, podobnie jak w Biesiadowie, umówiliśmy się z Tiliami.



Lokal znajduje się na ul. Marszałkowskiej, tuż przy metrze Świętokrzyska. Dojazd jest więc bardzo dogodny i łatwo tam można zajrzeć na obiad podczas chodzenia po centrum. Przejdźmy jednak do clou programu, czyli do jedzenia.


Ze starterów mogę polecić bruschettę – zgarnęłam Tilii jedną kromkę i w smaku była bardzo przyzwoita. Kawa, którą zamówiła Princess (cappuccino) też nie była zła. Za to naprawdę rewelacyjna okazała się lemoniada. Ale przecież pojawiliśmy się tam głównie ze względu na pastę. Zatem czytajcie dalej.

Tilia zamówiła ravioli z grzybami w kremowym sosie z ziołami i parmezanem, Sebastian danie dnia – makaron (tagliolini albo linguine) barwiony sepią z owocami morza i pomidorkami cherry, Princess zamówiła pełnoziarniste penne z brokułami i kurczakiem, a ja spaghetti aglio, olio e peperoncino (makaron z oliwą, czosnkiem, natką pietruszki i ostrą papryczką).

Mój wybór padł akurat na wspomniane wyżej kluski, ponieważ bardzo lubię spaghetti w takim wydaniu, a poza tym potrzebowałam czegoś lekkiego, tym samym wszelkie sosy śmietanowe zostały odrzucone na samym wstępie. I cóż – makaron był ugotowany al dente, papryczki, pietruszki i czosnku było sporo. Makaron był dzięki temu aromatyczny i dość ostry. Niestety dużo było też oliwy, a tego niestety na poczet plusów zaliczyć zdecydowanie nie mogę. Nie lubię, kiedy danie pływa w tłuszczu. Nadmiar często psuje jedzenie. Ten makaron naprawdę byłby smaczny, gdyby nie ta oliwa. Cóż - mniej (składników i ich gramatury) czasem znaczy więcej (zachwytów i zadowolenia).




Tilia natomiast skarżyła się na to, że sos w jej ravioli był... za słodki. Istotnie - był. Nie do końca współgrał z nadzieniem w pierożkach. Natomiast Sebastian ze swojej porcji frutti di mare był bardzo zadowolony.



Princess teraz czas na Twój makaron. A niżej przeczytacie o deserze.

Cóż ja mogę powiedzieć. No zły nie był no nie i nawet gratis dostałam: nitkę spaghetti schowaną w moim penne. Smakowało mi danie, jednak jadałam lepsze, dużo lepsze. Nie zmienia to faktu, że zamierzam tam się jeszcze wybrać, bo ten krem z grzybów, który widziałam w karcie bardzo mnie kusi- cóż do toruńskiego Manekina mam daleko, wiec tu szukam swego orgazmatora jedzeniowego.





Deserem było gratisowe semifreddo. Rzadko jadam desery w restauracjach, a poza tym trochę się zraziłam po słodyczach w Presto. Ale akurat ta porcja bardzo przyjemnie zakończyła posiłek w restauracji Figga.
Princi: Słodkie było, nie ma co, ale jak zgodnie stwierdziłyśmy, nasze kubki smakowe są przyzwyczajone do lekko słodkich deserów, a to semifredo jest robiony dla wszystkich, nie tylko dla nas.



Semifreddo i lemoniadę mogę Wam śmiało polecić. Natomiast same makarony? Złe nie były, smak bardzo poprawny, ale raczej na jednorazową wizytę. Polecam dla mniej wybrednych ;)
Princi: ja powiem tak: źle nie było, może nie trafiłyśmy z wyborem sosów, bo Tiliowy S. to jak to sam powiedział: przy krewetce prawie doszedł, a przy ostrygach... No, my z Oczkiem też doszłyśmy, z metra świętokrzyska do centrum ;)





***
Restauracja włoska FIGGA, Warszawa, ul. Marszałkowska 138 (Śródmieście)


12 komentarzy:

  1. Chcesz powiedzieć, że przeoczyłam jakąś zupę? Jak już ją zjesz, to daj znać ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. szkoda, że to W-wa; ja jestem w Krk

    OdpowiedzUsuń
  3. Zemfi- pewnie że dam :) Choć po tym emailu od nich boję się tam zaglądnąć ;)

    Beata ale makaroniarnie to tam macie nie? zdawaj nam relacje :)

    OdpowiedzUsuń
  4. hmm szkoda, penne wygląda nawet nawet, ale skoro szału nie ma...
    Yummy & Tasty

    OdpowiedzUsuń
  5. Figga: Niezmiernie nam miło, że odwiedzili nas makaronowi eksperci ;)
    I słowa uznania i lekkie prztyczki przyjmujemy.
    Pozdrawiamy serdecznie i zapraszamy do testowania dalszych potraw ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kilka razy przechodziłam koło Figgi, zerkałam w jej stronę, ale nieszczególnie mnie kusiła. Widzę, że intuicja mnie nie zawiodła i można sobie darować to miejsce.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tam się zastanawiam skąd ta nazwa :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Małgo--->eee! Princi była zadowolona, to ja marudziłam ;)

    Figga--->słuszna postawa! :)może na zupkę przyjdziemy... ale już incognito ;)

    Haniu--->smaki to subiektywna sprawa, ja i Tilia się zawiodłyśmy, ale pozostała dwójka nie marudziła. To zależy, w której grupie Ty byś się znalazła ;)

    Marghe--->o to już właścicieli trzebaby zapytać :)


    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. e tam incogniot a na eksperymenty i bełkoty to nie łaska wrzucić? ;p

    OdpowiedzUsuń
  10. bardzo ciekawa recenzja, szkoda, że w sieci nie ma takich recenzji więcej.pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. dziękować dziękować :) miło nam to czytać!

    OdpowiedzUsuń

Będziemy wdzięczne za kilka słów od Ciebie :)
Gosia Oczko i Agata Kurczak