piątek, 9 grudnia 2011

Uszka i kopytka w trattorii Sukces

Pomiędzy jedną a drugą wizytą w Zielonym Groszku, wybrałyśmy się na kluski na Mokotów. Miejscem naszego kolejnego makaroniarskiego rekonesansu była tym razem Trattoria Il Successo.


Przed przyjazdem na miejsce, oczywiście najpierw tradycyjnie weszłyśmy obejrzeć menu na ich stronie internetowej. Przyznajemy się bez bicia, że po wglądzie w krótkie menu nie bardzo wiedziałyśmy na co się zdecydować. Nie, żeby mało - objętościowa karta była złem. Wręcz odwrotnie! Bardzo lubię lokale, które mają konkretną i krótką listę. Jest wtedy szansa, że rotacja produktów w kuchni ma odpowiednie tempo i nie zalega na półkach lodówki w magazynie.

Lokal w środku ma zapewne sprawiać wrażenie, że siedzi się pod gołym niebem, na rynku jakiegoś włoskiego miasteczka (po masce na ścianie, celowałabym, że gdzieś w Wenecji).



Jednak późno - popołudniowa pora w środku tygodnia nie zapełniła sali gwarem klienteli. Oprócz naszego, zajęty był jeszcze tylko jeden stolik, inny zaś czekał z rezerwacją. Być może większe zainteresowanie restauracja wzbudza w wolne od pracy weekendy lub piątkowe wieczory. Tego nie wiemy i możemy tylko spekulować. Tia czekał z rezerwacją i się chyba nie doczekał, bo w czasie naszej bytności nikt się nie pojawił- napisała Pricni.

Zaczęło się jednak dobrze. Miła Pani Kelnerka przyniosła całkiem niezły starter - grissini z sosem (zdaje się) majonezowo - paprykowym lub pomidorowym. Już nie pamiętam. Nie pamiętasz? Toć sos Ci tak posmakował, że...;P
Czas jednak zamówić coś do jedzenia. Ponieważ nie byłam jakoś szczególnie głodna, na dodatek słabo zdecydowana na coś konkretnego – zamówiłam tortellini in brodo, czyli jak zapewne wiecie - uszka pływające w rosole. Zapytałam się bardzo uprzejmej Pani Kelnerki jak duże są te pierożki. Powiedziała, że niezbyt duże. Nie skłamała, były dokładnie takie, jakie zademonstrowała uprzednio. Żałowałam jednak, że nie zadałam dodatkowego pytania, mianowicie: „a ile ich pływa w tym rosole?”. Bo jak dla mnie pływało trochę za mało. Naliczyłam kolo 6 lub 7 sztuk. Wolałabym więcej niż 10, ale może ja się nie znam, może chodzi głównie o zawartość płynną, a nie tę do gryzienia. To ma piękna pewnie miało stanowić starter przed głównym daniem. Nie wyszłaś na tym najlepiej to fakt ;) No dobra, masz rację Princi, zupa to nie drugie danie, a przynajmniej we Włoszech. W Polsce jak kto chce ;)



Same tortellini były bez zarzutu. Raczej nie byłabym skłonna twierdzić, że są robione na miejscu, bo całkiem możliwe, że nie są. Ale to akurat nie jest ujmą – nadzienie było w porządku. Czepiłabym się jednak rosołu – smak miał lekko podejrzany. Gotuję rosoły w domu bez zbędnego dodatku jakim jest glutaminian, więc jestem chyba wyczulona na wegety i inne erzace dodawane do potrawy. No cóż, nie spodziewajmy się wszędzie trzęsienia ziemi.

Princess natomiast zdecydowała się na Gnocchi Verdi (gnocchi w sosie śmietanowo-szpinakowym z parmezanem). To Wam mogę śmiało polecić, z tego co udało mi się jej skubnąć z talerza - było całkiem niezłe. Sos dobrze doprawiony, gnocchi w konsystencji też w porządku. Nie skubnąć nie skubnąć, toć Cię dokarmiałam dobrze, bo mi żal Ciebie było ;) Ale moja porcja była na tyle duża, że dwie blondyny, jedna mniejsza, druga większa, się mogły najeść :)



Princi, Ty też polecasz?
Pewnie, że polecam!

Zamówiłyśmy też herbatki. Ponieważ Princess bolał brzuch, a miałyśmy jeszcze po jedzeniu pójść na prapremierę do Kinoteki – ona zamówiła herbatę miętową. Ja pokusiłam się o różaną. W kwestii herbaty w lokalu raczej nie spodziewam się ochów i achów, bo najczęściej są to zwykłe torebkowe liptony (no dobrze czasem jeszcze trafiają się torebkowe dilmahy). Wyjątkiem są susharnie z czajniczkami i czarkami. W Il Successo nie dostałyśmy oczywiście herbaty stricte liściastej, ale nie była to też papierowa torebka. Lokal bowiem podaje herbaty marki La Via Del Te w materiałowych, przejrzystych saszetkach, zanurzonych w czajniczku. Przyznam szczerze – zaskoczyli mnie. Nad smakiem herbaty też nie ma co marudzić. Była ok.

Myślę, że Il Sucesso też możecie odwiedzić. Zapowiada się dobrze. Sama chyba też się kiedyś jeszcze tam wybiorę - zupełnie incognito. Princess, czy Ty również? Jak mnie zabierzesz ze sobą ;)


No tak, Zemfi musiała moje blaszaki na palcach pokazać światu ;) No cóż, bez nich czuję się goła ;) I patrzcie: nie są różowe!

No dobra, ale konkrety. Mnie się podobało, choć trafić tam ciężko, zwłaszcza jak ktoś prowadzi w przeciwnym kierunku i o dwukrotnie, prawda Zemfi? ;) Smakowało mi, herbatka był super, ale i tak wolę kawę ;) Gnocchi rewelacja, a Oczkowy rosół, no cóż...Każdy lubi co innego ;)

Zemfi dzięki za wpis, jak zawsze spisałaś się na medal, pfu pfu kluski ;)

***
Trattoria Il Successo, ul. Biały Kamień 1 (Mokotów)

10 komentarzy:

  1. Smakowite te szpinakowe kluchy. Mam teraz przez was ochotę na takie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. chyba po takim wpisie każdy ma ochotę na kluchy :)

    Ola

    OdpowiedzUsuń
  3. To sobie dogadzacie :)) Kluchy ze szpinakiem najlepsze te, które już w składzie kopytek mają szpinak. Ładnie wyglądają i świetnie smakują. Te Wasze ze zdjęcia też smakowicie wyglądają.;) Pychota :)
    Oczko tortellini coś Ci chyba pożałowali... ;)
    Nie wiem jak Wy, ale ja jestem wybredna co do restauracji od lat szukam "swojej restauracji", takiej, którą mogę pochwalić i jeszcze wrócić. Ku mojemu zdziwieniu ostatnio udało się mi się właśnie w takiej gościć. Prawie nie mogę się o nic przyczepić, ;) pawie, bo zamówiliśmy też wodę, której niestety nie przynieśli ;/, a tak poza tym obsługa na 10 - daję 10, jedzenie również! Tylko szkoda, bo właśnie się przeprowadzam i zagoszczę tam jeszcze tylko raz...

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Notme--->jak miło, Cię czytać! Czyżbyś wracała do blogowania? ;)

    Wilczyco--->rzeczywiście lokal był w środku całkiem przyjazny :)


    pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  5. Okreslieniem "wyczulona na wegety i inne erzace" mnie agaaa rozwalilas :) chyba tez jestem wyczulona :DD Fajnie si eczyta, choc mam wrazenei ze lokal oceniacie chlodno, aczkolwiek IMO b. profesjonalnie! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. ee to Oczka tekst, ja na różowo;)

    OdpowiedzUsuń

Będziemy wdzięczne za kilka słów od Ciebie :)
Gosia Oczko i Agata Kurczak