sobota, 29 października 2011

Kluski muzyczne

Kochany Pamiętniczku,
wprawdzie rok szkolny zaczął się już prawie dwa miesiące temu, lecz ja dopiero teraz zacząłem się edukować na dobre. Jestem kulturalnym Lanczboksem, więc muszę się stale wewnętrznie pięknie ubogacać i kształcić ze smakiem. A ponieważ nieoczekiwanie odkryłem w sobie pasję do dźwięków - postanowiłem pobierać lekcje muzyki Zaczynam od podstaw i od jakiegoś czasu ćwiczę gamy: „do re mi FA SOL LA si DO SOL MI” Ależ to pysznie brzmi!

Posyłam kisa
Twój Lanczboksik






Dziewiętnasta sztampa w lanczboksie - kluski z fasolą (taką szybką sałatkę zjadłam kilka lat temu w barze na wakacyjnym wyjeździe na Maltę - nieskomplikowane, ekspresowe i dobre)

makaron
pomidor
czerwona fasola z puszki
pietruszka
oliwa
sok z cytryny
sól, pieprz

Ugotowane kluski wymieszałam z pokrojonym pomidorem i odcedzoną fasolką, przyprawionym dressingiem z oliwy i soku cytrynowego. Obsypałam zieloną pietruszką.


Dodaję do akcji:



wtorek, 25 października 2011

Światowy Dzień Makaronu. Ravioli z żółtej mąki z brokułami


Kalendarz kulinarny niezbicie wskazuje na to, że dzisiaj jest obchodzony Światowy Dzień Makaronu. Tym samym my, jak na wzorowe makaroniarki przystało – nie mogłyśmy koło tego przejść z lekceważeniem. Co to to nie.
Po szybkim namyśle postanowiłyśmy, że zrobimy kolejny krok w naszej kluskowej edukacji. Po przejrzeniu książki wybór padł na ravioli.
Decyzja dodatkowo poparta była tym, że Princess nabyła jakiś czas temu radełko, które do tego czasu nadal leżało ometkowane w szufladzie.
Tak dalej być nie mogło!
Dlatego w sobotnie popołudnie zabrałyśmy się za te kluski przy współudziale kręcącego się po kuchni czarnego futra.
Trza dodać, że futro jak zwykle wredne było i gdzie tylko mogło swój nos wsadzało, czy to do mąki, czy do farszu, a tak dla zasady brojenia ;)



Ravioli z żółtej mąki z brokułami (źródło: „Pasta & Co.” s.226, wyd. Świat Książki )

Ciasto:

250 g mąki pszennej
100 g mąki kukurydzianej
łyżka oliwy extra vergin
3 jajka
sól, gałka muszkatołowa
(łyżeczka wody)

Wszystkie składniki zostały ze sobą połączone i zagniecione, aż do uzyskania jednolitego ciasta (było nieco suche, więc została dodana łyżeczka wody). Ciasto zawinęłyśmy w folię i dałyśmy mu odpocząć ok. 30 min
Ciasto było robione ręcznie, bez udziału mieszających haków, ani maszynki do makaronu. Wszelkie zagniatanie i wałkowanie wykonały dwie dłonie. Aby rozwałkować bardzo cienko płat ciasta trzeba było się chwilę postarać, ale śmiem twierdzić, że ciasto wyszło nam lepiej niż poprzednie.



Rozwałkowane zostało kilka płatów, na połowie każdego porcjami było układane nadzienie, przykrywane drugą połową płata, przyciskane i wycinane radełkiem najpierw w poziomie, potem w pionie. Jeżeli koperta wyszła za duża, to była jeszcze osobno obkrojona.



Problem pojawił się tylko przy jednym małym płacie - trochę za długo leżał i zdążył przez to przeschnąć. W rezultacie tego nie chciał się już kleić. Jego przeznaczeniem, zamiast garnka z wrzątkiem - został kosz na śmieci. Ale tak sobie teraz myślę, że mogłam ten płat jednak tylko lekko zwilżyć wodą i byłoby już ok. Trudno – mam lekcję do odrobienia przy kolejnej produkcji.
Ravioli gotowałyśmy w osolonej wodzie ok. 4 min od wypłynięcia.



Nadziewane były przysmakiem Princess - brokułami.

Farsz:

0,5 kg brokułów
3 łyżki parmezanu
3 łyżki oliwy
2 ząbki czosnku
sól i wysuszona papryczka chili

Brokuły podzieliłam na różyczki i ugotowałam na parze. W miedzy czasie na oliwie zeszkliłam posiekany czosnek z papryczką chilli.
Ugotowane brokuły drobno posiekałam, wymieszałam z czosnkiem i papryczką, a następnie doprawiłam do smaku chilli.

Nadzienie było przesmaczne, ale do ravioli zupełnie się nie nadawało. Tego typu farsz jest za luźny/sypki. Dodatek ricotty lub jogurtu naturalnego naszym zdaniem jest tu niezbędny - sklei trochę farsz i ułatwi sklejanie już samych ravioli. A ponadto doda też smaczku.


Polewka na ravioli też była przysmakowa, bo z płatkami migdałowymi.
A konkretnie ravioli zostały polane oliwą z płatkami migdałowymi i igiełkami rozmarynu.

Sos:

płatki migdałowe
oliwa extra vergine
gałązki rozmarynu

Najpierw na patelni zostały uprażone płatki migdałowe, a potem na krótko na oliwę zostały wrzucone igły rozmarynu (wydzieliły piękny aromat i stały się lekko chrupiące – trochę jak smażone liście szałwii).


Całemu przedsięwzięciu oczywiście przyglądał się bacznie kot...




Ravioli dołączamy do akcji:

i

środa, 19 października 2011

pora na pastę!

Na Blog Forum w Gdańku, na którym szczęśliwym trafem obie byłyśmy, makaronu nie jadłyśmy.
Co prawda był na integracji, jednak po drugiej kolacji w Kresowej restauracji, ani makaron ani inne pyszności nie były nam w głowie.
Jakieś tam penne na talerzu pewnym widziałam, ale już nie mogłam, byłam pełna.
Dlatego trzeba zaspokoić głód makaronowy i zapodać jakąś pastę, pyszną pastę dodam ;)



Pantacce z pieczonym łososiem i suszonymi pomidorami
2 porcje

  • 150 g krótkiego makaronu- u mnie pantacce
  • kawałek upieczonego łososia- (ja zwykle piekę go w folii aluminiowej, posypanego ulubionymi przyprawami, dosłownie kilkanaście minut, aby nie wysechł)
  • garść mrożonego zielonego groszku
  • kilka suszonych pomidorów
  • świeża bazylia
  • oliwa
  • sól, pieprz


Makaron ugotować al. dente w osolonej wodzie. Pod koniec gotowania wrzucić mrożony groszek.
Suszone pomidory pokroić w paski, a łososia w mniejsze kawałki.
Część listków bazylii posiekać.
Odcedzony makaron i groszek wymieszać z suszonymi pomidorami, łososiem, bazylią oraz łyżką oliwy. Doprawić do smaku solą i pieprzem.
Przełożyć na talerz i przyozdobić listkami bazylii.



środa, 12 października 2011

Rymowanko jak bzy...czenie ;)

Szybko, zdrowo, smacznie.
Jednym słowem idealnie.
Do tego makaron i parmezan- jeszcze bardziej idealnie.
Kluchy do wrzątku, cukinia i kurczak na patelnię, pomidory pod nóż.
Mieszanko małe, potem tymianek, prowansalskie, sól i parmezan do smaku.
Na talerz i hop siup do dzioba.



Orecchiette z cukinią i kurczakiem
2 porcje

  • 130 g makaronu orecchiette
  • 2 małe cukinie
  • pół piersi z kurczaka
  • 1 pomidor
  • 2cząbki czosnku
  • papryczka pepperoni
  • parmezan
  • oliwa z oliwek
  • tymianek, zioła prowansalskie
  • sól, pieprz

Makaron ugotować al. dente.
Mięso pokroić w kostkę, oprószyć tymiankiem, solą i pieprzem. Wrzucić na rozgrzaną na patelni oliwę i smażyć do lekkiego zbrązowienia. Zdjąć z patelni i odstawić na bok.
Cukinię umyć i pokroić w koskę. Czosnek i papryczkę drobno posiekać.
Na patelni rozgrzać oliwę, wrzucić czosnek i papryczkę, a po 2-3 minutach dodać cukinię. Posypać szczyptą soli i ziołami prowansalskimi. Smażyć do momentu aż cukinia nie zmięknie.
Pomidor pokroić w półplasterki i dodać do cukinii pod koniec jej smażenia.
Makaron odcedzić i wraz z kurczakiem wrzucić na patelnię z cukinią. Dobrze wymieszać. W razie potrzeby doprawić jeszcze solą i pieprzem.
Przełożyć na talerze i posypać parmezanem.




sobota, 8 października 2011

Figga, a sprawa oliwy.

Przyszedł czas na kolejne testowanie. I tym razem na pastę, podobnie jak w Biesiadowie, umówiliśmy się z Tiliami.



Lokal znajduje się na ul. Marszałkowskiej, tuż przy metrze Świętokrzyska. Dojazd jest więc bardzo dogodny i łatwo tam można zajrzeć na obiad podczas chodzenia po centrum. Przejdźmy jednak do clou programu, czyli do jedzenia.


Ze starterów mogę polecić bruschettę – zgarnęłam Tilii jedną kromkę i w smaku była bardzo przyzwoita. Kawa, którą zamówiła Princess (cappuccino) też nie była zła. Za to naprawdę rewelacyjna okazała się lemoniada. Ale przecież pojawiliśmy się tam głównie ze względu na pastę. Zatem czytajcie dalej.

Tilia zamówiła ravioli z grzybami w kremowym sosie z ziołami i parmezanem, Sebastian danie dnia – makaron (tagliolini albo linguine) barwiony sepią z owocami morza i pomidorkami cherry, Princess zamówiła pełnoziarniste penne z brokułami i kurczakiem, a ja spaghetti aglio, olio e peperoncino (makaron z oliwą, czosnkiem, natką pietruszki i ostrą papryczką).

Mój wybór padł akurat na wspomniane wyżej kluski, ponieważ bardzo lubię spaghetti w takim wydaniu, a poza tym potrzebowałam czegoś lekkiego, tym samym wszelkie sosy śmietanowe zostały odrzucone na samym wstępie. I cóż – makaron był ugotowany al dente, papryczki, pietruszki i czosnku było sporo. Makaron był dzięki temu aromatyczny i dość ostry. Niestety dużo było też oliwy, a tego niestety na poczet plusów zaliczyć zdecydowanie nie mogę. Nie lubię, kiedy danie pływa w tłuszczu. Nadmiar często psuje jedzenie. Ten makaron naprawdę byłby smaczny, gdyby nie ta oliwa. Cóż - mniej (składników i ich gramatury) czasem znaczy więcej (zachwytów i zadowolenia).




Tilia natomiast skarżyła się na to, że sos w jej ravioli był... za słodki. Istotnie - był. Nie do końca współgrał z nadzieniem w pierożkach. Natomiast Sebastian ze swojej porcji frutti di mare był bardzo zadowolony.



Princess teraz czas na Twój makaron. A niżej przeczytacie o deserze.

Cóż ja mogę powiedzieć. No zły nie był no nie i nawet gratis dostałam: nitkę spaghetti schowaną w moim penne. Smakowało mi danie, jednak jadałam lepsze, dużo lepsze. Nie zmienia to faktu, że zamierzam tam się jeszcze wybrać, bo ten krem z grzybów, który widziałam w karcie bardzo mnie kusi- cóż do toruńskiego Manekina mam daleko, wiec tu szukam swego orgazmatora jedzeniowego.





Deserem było gratisowe semifreddo. Rzadko jadam desery w restauracjach, a poza tym trochę się zraziłam po słodyczach w Presto. Ale akurat ta porcja bardzo przyjemnie zakończyła posiłek w restauracji Figga.
Princi: Słodkie było, nie ma co, ale jak zgodnie stwierdziłyśmy, nasze kubki smakowe są przyzwyczajone do lekko słodkich deserów, a to semifredo jest robiony dla wszystkich, nie tylko dla nas.



Semifreddo i lemoniadę mogę Wam śmiało polecić. Natomiast same makarony? Złe nie były, smak bardzo poprawny, ale raczej na jednorazową wizytę. Polecam dla mniej wybrednych ;)
Princi: ja powiem tak: źle nie było, może nie trafiłyśmy z wyborem sosów, bo Tiliowy S. to jak to sam powiedział: przy krewetce prawie doszedł, a przy ostrygach... No, my z Oczkiem też doszłyśmy, z metra świętokrzyska do centrum ;)





***
Restauracja włoska FIGGA, Warszawa, ul. Marszałkowska 138 (Śródmieście)