środa, 11 stycznia 2012

Było - nie było... A niech to gęś kopnie...!

Nie lubię, bardzo nie lubię sytuacji, kiedy czytam menu, deliberuję, co będzie lepiej wziąć, i kiedy w końcu już się zdecyduję, to Pani Kelnerka/Pan Kelner mówi mi, że danego składnika z menu (wymiennie):
- nie ma,
- było ale nie ma,
- zwykle bywa ale nie dziś,
- owszem, to z menu serwują, ale w innym lokalu tej samej sieci.
Bo jak głupi ma pecha, to mądry ma szczęście Zemfi, więc się ciesz :) (Princi, dalej też na różowo)


Pozostajemy na razie na Ursynowie, ale wchodzimy tym razem do Noodle World. Zapowiada się nieźle – przestronne wnętrze, do wyboru stoliki z krzesłami lub ławy ze stołkami barowymi.



Zerkamy w menu, które już wcześniej przejrzałyśmy na stronie internetowej. Biorę spatzle z wędzoną gęsią i do tego, polecany przez Noodle, do tegoż mięsa - sos amerykański (czytam na stronie: "Sos AMERYKAŃSKI - pomysł na ten sos znaleźliśmy na Florydzie w restauracji "Carrabas". To połączenie 3 serów: feta, parmezan i filadelphia w delikatnej "kremówce" gwarantuje delikatny sos do makaronów.").

Princi nie bardzo może się zdecydować (oj tam oj tam, Princesski wybredne są), więc ja zamawiam pierwsza. Okazuje się jednak, że muszę jej oddać pierwszeństwo, bo mojej gęsi nie ma i nie było, choć w menu jest. To może na Żelaznej (drugi lokal sieci) bywa, bo z tego menu tutaj na Ursynowie z mięsa mogę zjeść tylko pierś z kurczaka albo schab, a o kaczce i gęsi mogę tylko pomarzyć. Ale za to na talerz może wpłynąć jeszcze łosoś lub krewetki. Niech będzie! – biorę krewetki. A do tego makaron ryżowy. O!? nie ma!? Ale przecież jest w menu. No normalnie bywa, ale nie dzisiaj. A tak przy okazji - tego tri colore też dzisiaj nie zamówimy. No więc dobrze, nie będę wybrzydzać - biorę makaron sojowy (ja, ja Princi jej poleciłam ;)) i sos tajski do tego (czytam: "Sos TAJSKI - pieczony w piecu czosnek z miodem, z sosem sojowym i trawą cytrynową. Sos który zapewni orientalne doznania smakowe z każdym makaronem.").

Princess zamawia spatzle ("Makarony SPATZLE - potrawa mączna kuchni południowych Niemiec i kuchni tyrolskiej. Szpatzle to niewielkie kluseczki przygotowywane z mąki i jajek. Zagniecione ciasto drobi się na niewielkie kluseczki, które gotuje się na wrzącej osolonej wodzie. Kluski które pamiętamy z dzieciństwa (robione przez babcię do rosołu w niedzielę), u nas w restauracji pasują do każdego z sosów i dodatków.") z sosem amerykańskim, grillowanymi warzywami ("Cukinia, bakłażan, seler naciowy, pieczarki i papryka bez skóry, wszystkie te warzywa skrapiamy oliwą i pieczemy w wysokiej temperaturze. Wyborne dla każdego wegetarianina bądź na lekki lunch dla każdego.") i suszonymi pomidorami.

Bierzemy też kawę: ja latte, ona cappuccino. I czekamy.

Kawy przyszły – moja niedobra, ale się nie dziwię, była za 5 zł. Podejrzanie tanio. Faktycznie, nawet ja nie byłam w stanie jej pić, a piję wszelkie kawy, nawet te beee ;)

Czas na makaron. Spore porcje, ale Princess się krzywi, ja zresztą też - na widok parmezanu. I przerzuca go na serwetkę (tym razem nie do kawy ;) klik). Raczej nie będzie jadalny. Nie o takim parmezanie myślałyśmy.



Osobno na talerzyku przychodzą suszone pomidory. Próbuję jej klusek – całkiem niezłe, sos też. Gdyby nie ten parmezan...
Faktycznie, były bardzo smaczne. No może sos trochę za tłustawy, ale pewnie taki miał być, więc się nie czepiam. Zjadłam ze smakiem wszystko do ostatniej kluseczki.



Moja porcja – też spora, ale już widzę, że poskąpili krewetek. Dlaczego w lokalu jak już zamawia się kawałek mięsa w makaronie, to trzeba go szukać z lupą? No przecież nie dają mi go za darmo, tylko za to płacę. Hmmm, makaron sojowy w sosie tajskim z krewetkami...
Ile ich tam było? Liczyłyśmy no nie? Ja zjadłam jedną, nie była najgorsza w smaku, ale coś w tym Twoim sosie mnie odrzucało, czegoś było za dużo i za nic nie mogłam zgadnąć cóż to było. Smak niby znany, ale do dziś nierozpoznany ;)




Makaron jako taki - był w porządku, nie będę się czepiać. Ale dodatki do niego to inna para kaloszy... Za dużo pędów bambusa i kapusty. Jem dalej... Ale sos smakuje nieco dziwnie. Trochę za słodki i cierpi na maksymalizm – jest go za dużo zupełnie jak oliwy w Figga. Próbuję się przekonać, ale mi nie idzie. I już wiem co mi nie gra - za mało krewetek, za dużo reszty. Dziękuję, nie zjem do końca. I wciąż myślę o tej gęsi, co to była (w menu) i jej nie było (bo nie)... A moze powinnaś się cieszyć co? A jakby i tej gęsi było mało? To na nią byś narzekała ;) A co do sosu, to jak pisałam wyżej, no coś w nim było nie tak jak powinno.


Zatem dołączając się do wpisu Zemfi (już mi powiedziała, że jej słodzę, ale fakty są faktami i Zemfi lepiej opowiada) moje kluski nie były najgorsze, Zemfi no cóż...znów miała pecha :)


***
Bistro Noodle World, ul. Janowskiego 9 (Ursynów)

9 komentarzy:

  1. Wow! Dziewczyny,ale miałyście wyprawę.
    Ja niestety nie zamawiam od jakiegoś czasu na mieście makaronów z wsadem.Wszystkiego z lupą muszę szukać.Oprócz makaronu i sosu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że nie wszystko było smaczne, pewnie tam już nie wrócicie.
    Przyznam, że nie wracam się do restauracji gdzie, nie ma pozycji z menu. Jak nie podają danych potraw to niech zmienią kartę. Wkurzam się gdy karta z menu jest bogata a nie ma co zamówić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawie sie czytalo. Co prawda pewnie nie dane mi bedzie kiedykolwiek tam byc, ale w innych rejonach Polski jest czesto calkiem podobnie. Kapusta tania to daja duzo, do tego inne warzywa w sporych ilosciach, a miesa zazwyczaj jak na lekarstwo... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No cóż, ostatni raz "nie ma" usłyszałam na studiach w stołówce. A nawet w trzech, które miałam zwyczaj odwiedzać. Ale ceny dań rzadko przekraczały 10 zł, w tej w której przekraczały to za porcję dla głodnego słonia i to też ok. 2 w nocy, bo knajpka otwarta do 3 (ale karta zmienia się tam na bieżąco i ciągle gotują coś nowego). Ale prawdę rzekłwszy, jak zobaczyłam zdjęcie karty w waszym wpisie to już mi się zapaliła czerwona lampka. Nie mam zaufana do tak wyglądających kart, po raz kolejny okazało się, że słusznie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie,ze opisujecie swoje doświadczenia. :)
    Pewnie bym tam nie wróciła już hehe;D
    "nie ma, bo nie" - dobre :D

    A jak kawa nie jest smaczna to juz w ogóle nie ma tam po co wracać ...

    OdpowiedzUsuń
  6. Amber a bez wsadu? ;)

    Avelino pewnie nie, jest tyle makaronowych barów/restauracji z lepszym menu, że szkoda zachodu na NW :)

    Lina fakt, typowy fast food makaronowy

    Majano ale jak wpadniesz do nas to na super pastę cię zabierzemy

    OdpowiedzUsuń
  7. ja też na mieście staram się nie jadać makaronu, bo tylko w wykwintnych włoskich knajpkach spełnia moje oczekiwania...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale koniec końców, wydaje mi się, że ten sos amerykański może być całkiem ok. Makaronu, jakoś nigdy w restauracji nie jadłam, ale jakbym była w czymś, co mam być światem makaronów i makaron nie byłby dobry, to tez miałabym "bulwers". Poza tym bardzo fajnie opisane, czyta się łatwo, przyjemnie i szybko:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Amber--->a my jesteśmy uparte i szukamy dobrych miejsc. Ostatnio dobrze karmili nas w Absurdzie na Puławskiej :)

    Avelina--->nie zasmakowałam tam na tyle, aby dać drugą szansę.

    Lina w śmietanie--->a ja zauważyłam, że nie zawsze karta bywa lustrem :)

    Sisi--->bo my tak lubimy Siostra się przechadzać tu i tam ;)

    Grace--->nie ma reguły: nie zawsze wykwintne karmią dobrze i tanie karmią źle. Kwestia kucharza, menadżera, budżetu i pomysłu na biznes.

    Aniu--->sos amerykański był ok, ale bez tego parmezanu. Dziękuję za opinię :)


    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Będziemy wdzięczne za kilka słów od Ciebie :)
Gosia Oczko i Agata Kurczak