niedziela, 12 lutego 2012

Blue Dragon: zupa tajska

Po chińskiej (komercyjnej) akcji Blue Dragona został mi makaron, którego do dnia dzisiejszego nawet nie rozpakowałam, mimo że Princess tak pieje nad nim z zachwytu.
Ale ponieważ tym razem, w (komercyjnej) akcji tajskiej, znalazłam przepis na zupę, którą koniecznie musiałam zrobić, a nie miałam ryżowego makaronu wstążki, pokusiłam się na tamten zaległy.
Przy okazji wykorzystałam mleczko kokosowe i sos rybny, które również dostałam w nowej przesyłce.
Tym samym, dzisiaj na stół wjechała tajska zupa z robakami – jak pieszczotliwie mawiamy na krewetki.

Dzięki oliwie aromatyzowanej chili zupa w smaku wyszła przyjemnie ostra. Pazur dodał też starty imbir. Nad wszystkim łagodnie zapanowało mleczko kokosowe, a sznyt dodał jeszcze sos rybny.
Co do samych produktów – mleczko kokosowe jak każde koko, zawsze mi smakuje, również to Blue Dragona. Sos rybny? Nie mam porównania, był dobry, bo ładnie podkreślił smak zupy.
A makaron? Nie jestem w targecie pełnoziarnistych, więc po prostu go zjadłam. Jakby to powiedzieć – nie każdy jest Princess ;)



Zupa tajska z makaronem pełnoziarnistym (inspiracja: ulotka reklamowa z przesyłki produktów Blue Dragon)

oliwa aromatyzowana chili
czerwona cebula (piórka)
starty świeży imbir
zielony mrożony groszek
rozmrożony bulion warzywny
mleczko kokosowe Blue Dragon
sos rybny Blue Dragon
ugotowane krewetki
świeży ogórek
makaron pełnoziarnisty gniazda Blue Dragon

Na oliwie poddusiłam czerwoną cebulę, starłam imbir, zalałam bulionem, mleczkiem kokosowym i dodałam groszek. Pogotowałam 5 minut, dodałam ugotowane krewetki, pogotowałam dalsze 2 minuty, dodałam sos rybny do smaku.
Zupę połączyłam w miseczce z ugotowanym makaronem i świeżym ogórkiem.

Uwaga: przepis poleca dodać również kiełki fasoli, zieloną fasolkę, kolendrę i makaron ryżowy typu nitki.


Zupę dodaję do akcji:

i

15 komentarzy:

  1. Ja też będę gotować zupę z Blue Dragonem, choć jeszcze nie wiem, czy taką jak w ulotce.

    Z mlekiem kokosowym różnie bywa - mnie się zdarzało trafić na złej jakości, dlatego lubię kupować sprawdzonych marek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja na koko jeszcze żadne się nie mogę poskarżyć, choć przyznaję, to dopiero czwarta przetestowana marka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej nie kupować najtańszych mlek koko - wśród takich trafiło mi się kiedyś bardzo kiepskie, o szarym kolorze.

      Usuń
    2. To było jakieś mleko no name? Możesz podesłać na maila informację?

      Usuń
  3. Jeśli chodzi o zupy z mleczkiem kokosowym, muszę się w końcu przełamać w tej kwestii. Jestem klasykiem i czasem długo dochodzę do momentu, kiedy próbuję nowości.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziewczyny ta zupa przemawia do mnie - zjedz mnie...Nie zostało Wam trochę?

    OdpowiedzUsuń
  5. Whiskey88--->spróbuj koniecznie! Mleczko kokosowe jest wprost stworzone do zupy. Jeżeli lubisz pomidorówkę, to gorąco polecam tę http://belkoty.blogspot.com/2010/03/nic-bardziej-podniecajacego.html

    Karmelitko--->ona nie tylko tak się zapowiada ;)

    Aciri--->zeszło, że tak powiem, na pniu ;)


    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. a ja jestem Princess i chętnie przygarnę makaron :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Baby moje!
    ostatnio, jadąc z mojej prowincji do centrum, pomyślałam sobie, że możecie zostać projektantkami makaronów :-)
    co Wy na to?
    ;P

    na start może jakiś słoneczkowy makaron :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Zupa wygląda pięknie. Też myślę o wykorzystaniu tego mleczka do jakiejś smakowitej zupy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Princi--->tak, tak - wiem ;)

    Karolu--->ach! cóż za pyszny pomysł! ;)

    Kikimora--->robi się ekspresem :)

    Shinju--->a wiesz - zjadłabym jej jeszcze trochę :)


    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. pychota! lubię wynalazki z "robakami"

    OdpowiedzUsuń

Będziemy wdzięczne za kilka słów od Ciebie :)
Gosia Oczko i Agata Kurczak