wtorek, 3 kwietnia 2012

Szybka analiza Syntezy na dwa głosy

"Dlaczego restauracja "Synteza"? Synteza to wynik wieloletniego doświadczenia w gastronomii, to spełnienie marzeń i realizacja życiowej pasji.
Nasza restauracja to połączenie ciekawej kuchni, oryginalnego wnętrza i profesjonalnej obsługi.
Jesteśmy kreatywnym zespołem, starającym się dostarczyć naszym gościom niezapomnianych doznań kulinarnych w klimatycznej scenerii lokalu.

Zapraszamy do naszej restauracji znajdującej się na zbiegu Al. Jana Pawła II i ulicy Siennej w Warszawie."
*
*(cytat ze strony internetowej restauracji Synteza)



Oczko: Zacznijmy od tego, że do Syntezy nie wejdą ani niepełnosprawni, a matka z dzieckiem tylko przy pomocy kogoś, kto jej wniesie wózek do lokalu

Princess: To fakt, po pierwsze wysokie schody, po drugie wąskie drzwi, a po trzecie mało miejsca w samym lokalu. Za dużo stołów na za małej przestrzeni.

Oczko: Rzeczywiście, masz rację z tą przestrzenią. Stolików jest tak gęsto, że trudno rozmawiać, kiedy obok słyszy się rozmowy innych gości przy sąsiednim stoliku

Princess: Mam też wrażenie, że obsługa nie ogarnia sytuacji, tu kelnerka bez menu pyta co zamawiamy, tam druga (chyba kelnerka) skacze po krzesłach, z kuchni wychodzą dania, które czekają na odbiór i nie mogą się doczekać, tylko samotnie stygną.

Oczko: Zabawne było z tymi stygnącymi daniami. Pamiętasz, jak zastanawiałyśmy się po dłuższym oczekiwaniu na realizację zamówienia, czy to czasem nie nasze stoją w okienku i stygną?

Princess: I w końcu poczułyśmy dziwny zapach spalenizny wychodzący z kuchni...

Oczko: Ale nadeszła ta chwila, kiedy makarony wjechały na stół...



Princess: ...nie wspominam tego zbyt mile...nie wybrzydzam (zwykle), że makaron nie jest al dente, ale tu już z rozgotowaniem przesadzili!

Oczko: Nie zapomnij o sosach. Wszystkie w karcie oferowane były tylko z sosami śmietanowymi. Zresztą te nasze sosy były bardzo ciężkie.

Princess: Typowa śmietana i to tłusta i gęsta, nie śmietanka a śmietana. Szpinak podobno też nie był pierwszej świeżości, prawda? A w sumie jakie to makarony dostałyśmy? Bo ja oczywiście nie pamiętam...

Oczko: To był talerz makaronowy, czyli makaron ze szpinakiem i pomidorami suszonymi, makaron z kurczakiem i grzybami leśnymi, makaron z łososiem, czosnkiem, oliwkami na oliwie, serwowane z mixem sałat. O tym miksie sałat chciałabym móc zapomnieć...



Princess: Jo, ze świeżych warzyw z ogórkiem konserwowym... ja powiem tak: nic mi nie smakowało, jadłam bo byłam głodna, zresztą ja zawsze jem, potem narzekam jak mnie brzuch boli. Jednym słowem kupra nie urywało

Oczko: Oj tak, sałata drugiej świeżości, małe czarne oliwki, niedobry dressing i ten ogórek konserwowy... Z makaronów najlepszy, choć też rozgotowany, był ten, który zamówiła Tilia.



Princess: Tu trzeba im dać plus, przygotowali specjalnie dla niej z sosem pomidorowym- inaczej biedulka nic nie mogłaby zamówić! Mi smakował chyba najbardziej ten z łososiem, choć przyznam,że pewnie dlatego, że nic nie wyglądało w nim podejrzanie...

Oczko: Gdyby nie to, że Tilia miała wtedy problem z daniami na bazie mleka i śmietany, i gdyby kuchnia nie zaproponowała zrobienie ekstra sosu pomidorowego, nic by tam raczej nie zjadła...

Princess: Tia, niestety. Tak kiedyś rozmawiałyśmy o dawaniu ocen każdemu lokalowi... Może to wprowadzimy co? Ile byś dała Syntezie? Ja w skali 0-6, dałabym 2. Nie zatrułyśmy się, zjeść się dało, ale raczej już tam nie wrócę. Choć lokalizacja bardzo dobra.

Oczko: Za kiepskie wejście (wąskie wejście, wysokie schody, brak podjazdu), gęste ustawienie stolików, brak klimatyzacji (na sali było bardzo gorąco, pani kelnerka otwierała drzwi wejściowe, aby był przewiew - pojawiłyśmy się tam w styczniu), za menu od Sasa do Lasa (misz masz kuchni polskiej, włoskiej, francuskiej i meksykańskiej), jeden rodzaj sosu w menu (tylko śmietanowy), rozgotowane makarony i generalnie mało smaczne dania... Chyba się z Tobą zgodzę - bardzo słabe 2. Nie wróciłabym tam nawet, gdyby mieli mi za to płacić.

Princess: No tak, ale i tak było lepiej niż w Biesiadowie, im to pała jak nic. Zera z zasady nie stawiam, bo wtedy gorzej już nie można ocenić, a zawsze może być gorzej

Oczko: No tak, bywało jednak gorzej. Duży plus natomiast, jak już wspomniałaś za dobrą lokalizację - ścisłe centrum jakby nie patrzeć.

Princess: Szkoda, że ta dobra lokalizacja, a tak źle wykorzystana.



***
Restauracja Synteza, Al. Jana Pawła II nr 11/róg ul. Siennej (Wola)


14 komentarzy:

  1. Właśnie! Czemu w sieci jest tak mało prawdziwych ocen mizeroty. Jakże często czytam peany pod adresem różnych lokali, w których sprowokowany pochwałą byłem raz, i nigdy wiecej tam nie zajrzę, bo było podle.
    Sam nigdy nie piszę takich ocen, bowiem nie mam szans na pozostanie w cieniu, jako anonimowy czytelnik.
    Jeden z moich znajomych za podobną krytykę został wyproszony z lokalu, a w kilka dni później, na ulicy nieznani sprawcy wypolerowali mu twarzuczkę.
    Podziwiam Waszą odwagę :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękujemy za miłe słowa :))))
    i nie strasz ;) piszemy co czujemy, a czujemy to co jemy, widzimy itd. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niech mnie Ręka Boska broni przed szerzeniem strachu :-) Ot zwykła prawda jest taka, że Polacy alergicznie nie znoszą najmniejszej krytyki. Chętnie opowiadają dowcipy, o głupich Niemcach i Ruskich (np.) w których na końcu Polak wypada jako ten najmądrzejszy. Natomiast jeżeli znajdą się w towarzystwie, w którym ktoś opowie dowcip wyśmiewajacy wady Polaków, natychmiast się obrażają.
    Gaszą radio, jeżeli w wiadomościach słychać, że złapano złodzieja z Polski. Jeśli to był Rumun albo Bułgar, wszystko jest OK.
    W Lechistanie nie istnieje pojmowanie krytyki, jako czynnik konstruktywny. Z gruntu rzeczy wszelkie nagany pojmuje się negatywnie. Jako atak na "moją" niewinność.
    Był kiedys taki blog -"Anonimowa ocena polskiej gastronomii", czy coś w tym stylu.
    Od kilku miesięcy już go nie ma.
    Daje do myślenia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przeczytałem komentarz i zacząłem się zastanawiać z którego roku pochodzi (trafiłem tu przypadkiem, z innego bloga, stąd nie weryfikowałem czasu umieszczania postów) i przyznam, że jestem nieco zdziwiony, że jest to komentarz aktualny.
      Ale jak życie pokazuje każdy doświadcza takiego świata jakie ma przekonania.
      Ja nieco inaczej widzę rzeczywistość.

      O powód zrezygnowania z bloga najlepiej było by spytać autora.

      Najlepszym polem do popisu, jeśli chodzi o oceny restauracji, są gastronauci, może nie znacie tego portalu więc daje znać:
      http://www.gastronauci.pl
      Sam często korzystam, szczególnie poza Warszawą.
      Są blogi jak http://restaurantica.pl czy http://fro.blox.pl - aż takiego strachu przed dzieleniem się opiniami nie widzę:)

      Usuń
  4. W życiu nie słyszałam o restauracji Synteza. Dania nie wyglądają zachęcająco. W tamtej okolicy jest dobra restauracja włoska - nazywa się La Bufala i mieści przy Siennej, na odcinku między Żelazną a Miedzianą. Byłam tam wiele razy i zawsze wychodziłam zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wasza wnikliwa analiza Syntezy nie zachęca:)Dobrze, że skończyło się bez sensacji gastrycznych:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Michał wiemy wiemy, że nie chciałes nas wystraszyć :) ale daje do myślenia ;))))


    Haniu nie polecamy :) A do La Bufala pewnie wkroczymy niebawem :))

    Aniu oj dobrze dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czyli wielka szkoda potencjału dobrej lokalizacji :(

    OdpowiedzUsuń
  8. te świderki wyglądają jak odgrzewane :|

    OdpowiedzUsuń
  9. Tadeuszu--->to fakt, na negatywną krytykę mamy chyba alergię, ale co ja poradzę, że nie wszędzie dobrze karmią...

    Haniu--->skoro rekomendujesz, to wrzucamy do naszej długiej listy :)

    Aciri--->to już by dopełniło czary goryczy ;)

    Shinju--->też nad tym ubolewamy

    Bree--->nie zdziwiłabym się gdyby w istocie tak było, bo sporo czekaliśmy na danie.


    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Witam Was,
    trafiłem tu z innego bloga, gdzie przeczytałem, że dość negatywnie oceniacie ofertę restauracji pod względem makaronów.

    Byłem ciekaw czemu, wpadłem i przyznam, że jak już wiem jakie miejsca odwiedzacie (o dwóch, które wyłapałem na głównej stronie nawet nie słyszałem) to zrozumiałem czemu taka opinia.

    Niestety w naszym kraju nie ma restrykcji co do używania słów restauracja stąd każda knajpa/lunchownia/bar, mniejsza-większa, lepsza-gorsza może się tak nazwać i potem mamy takie efekty.
    Już myślałem, że serio jet tak źle jeśli chodzi o restauracje, które faktycznie zasługują na takie miano;)
    A tak pozostaje życzyć powodzenia, może uda się perłę znaleźć no i podziwiam gotowość do ryzyka dla dobra czytelników:>

    PS: Z tego typu miejsc na Woli fajna była kiedyś:
    http://www.trattoriatoscana.pl/index.php?option=com_content&view=section&layout=blog&id=10&Itemid=30
    można powiedzieć, że "zajadaliśmy" się ich makaronami acz przy ostatniej wizycie jakoś się zawiedliśmy. Zbyt ostre, kompozycja składników inna (choć zamówiliśmy te, które znaliśmy wcześniej) ale... może zechcecie odwiedzić.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. WTF--->ciekawa jestem adresu tego bloga, który przekierował Cię do nas - podzielisz się nazwą?

    Z określaniem nazw lokali gastronomicznych jest u nas rzeczywiście wolna amerykanka. Coś, co się nazywa restauracją często zasługuje na to, a w kategorii wrzucić ją podrzędny przydrożny bar, tylko cennik się nie zgadza.

    Swoją drogą, nie jest najgorzej, bo kilka razy udało nam się trafić na dobry lokal z przyzwoitym jedzeniem.

    Za propozycję lokalu dziękujemy i wpisujemy na listę do odwiedzenia.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. to ja jeszcze na chwileczkę,
    dwie miejscówki mi się przypomniały, jedna to też Wola:)
    http://pl-pl.facebook.com/pages/Tony-Makaroni/202526479769651

    oraz Blue Bar, który bardzo lubiłem ale przestałem odwiedzać z uwagi na palaczy, po zakazie palenia jakoś nie miałem chwili by powtórzyć, a było pysznie,
    http://www.gastronauci.pl/1578-blue-bar-warszawa

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. dzięki, zapisuję do naszego pliczku :)

    OdpowiedzUsuń

Będziemy wdzięczne za kilka słów od Ciebie :)
Gosia Oczko i Agata Kurczak