sobota, 28 kwietnia 2012

Trattoria z cyklu: "Omijać z daleka"

Princess: Pora na lokal, który wymazałam z pamięci...
Oczko: Wymazałaś, więc sobie przypomnij, bo musimy o nim koniecznie opowiedzieć.




Princess: Już na wstępie nie spodziewałyśmy się ochów i achów, ale zaryzykowałyśmy. Gosia znała lokal z wcześniejszych obserwacji. Co tam kiedyś było?
Oczko: Po pierwsze - nie udało mi się znaleźć ich strony internetowej, więc chyba takowej nie posiadają.
Princess: A jak cię nie ma w necie to.... przynajmniej dla mnie nie istniejesz
Oczko: Niestety - w przypadku handlu i gastronomii to jednak ma znaczenie. Trafiłam jedynie profil na FB. Ale wracając do Twojego pytania: wcześniej w tamtym lokalu był bar "Salsa Libre". Wpadałam tam od czasu do czasu na tanią zupę albo obiad, robiąc sobie przerwę obiadową w pracy. Ale Salsa Libre się zamknęła, a w to miejsce otworzyła "nasza" dzisiaj opisywana trattoria. Co ciekawe, lokal pod kątem wystroju zmienił się minimalnie.
Princess: Ale zupy chyba były smaczniejsze niż obecne pasty co? Skoro tam chodziłaś...
Oczko: Ten lokal wciąż wygląda jak bar, a nie jak włoska trattoria. Atmosferę „podkreśla” głośno grający telewizor. Zupy? Oczywiście, że były smaczniejsze. Może przypomnisz,co "dobrego" nam zaserwowali w Roberto Moni?




Princess: Nie! nie nie i nie! nie pamiętam....A tak serio to jak dostałam pastę, chyba penne z jakimś sosem pomidorowym z warzywami... Obrzydliwe, mdłe, kwaśne - przypomina mi smakiem najtańszy sos z biedronki, który kiedyś miałam okazję spróbować i był feee. Nie dość że kwaśny od octu, to jeszcze mdły. Ciekawe połączenie - kwaśne i mdłe, ale inaczej tego nie określę. Ty miałaś kurczaka curry... Pamiętasz?
Oczko: Ja bym jeszcze dodała, że oprócz kwasu był bardzo słodki. Trochę jak koncentrat wymieszany z wodą.
Princess: Tak, tę słodkość określiłam jako mdła.
Oczko: Moja Pasta Curry, były curry tylko z nazwy. Kiedy jadłam moje danie, miałam wrażenie, że robię to za karę. Nie dałam rady zjeść go do końca. Po pierwsze dla mnie to był sos śmietanowy, dość rzadki, podbarwiony zaledwie kurkumą. Kurczaka trzeba było szukać z lupą, za to makaronu było aż zanadto. Całości dopełniało ozdobienie talerza suszoną zieloną pietruszką w ilościach sporych.
Princess: Pamiętam, nawet mi nie smakowało. Kawa też nie powalała smakiem. No cóż to chyba raczej pizzeria a nie makaroniarnia.




Oczko: No tak, Twoja kawa rzeczywiście była bez rewelacji. Ale i tak przebiła ją moja - latte bez piany, na dodatek w szklance, bodajże "Bols", albo innej z marką wódki.
Princess: Taaaa... pamiętam. Wiesz co może zakończmy te wspominki bo mi się nieciekawie w żołądku przewraca ;P
Oczko: Nazwali się Pizzeria - Trattoria, więc i makarony powinny być dopracowane. Ale masz rację - nie warto więcej się nad nią rozwodzić. Ile punktów jej dajesz?
Princess: Mówiłam, że nigdy nie dam zero bo zawsze może być gorzej. Ale cóż...daję 0! To mój pierwszy raz ;)
Oczko: A ode mnie 1 z adnotacją: "omijać z daleka", no chyba że ktoś ma ochotę przetestować pizzę.
Princess: A coś Ty taka łagodna? Kot cię złagodził? czy to ja jestem tylko taka zołza? ;P
Oczko: Zero jeszcze sobie rezerwuję, a nóż widelec coś się nam trafi gorszego, że będę zmuszona dać mniej niż 1 ;)

***
Trattoria - Pizzeria Roberto Moni, Solec 38 (Śródmieście)



czwartek, 19 kwietnia 2012

Królowa mięta

Mięta ostatnio króluje na moim stole.
Z jednej strony to potrzeba świeżości, jakiegoś orzeźwienia, a z drugiej- to jedyne zioło, którego mój Kot nie podgryza, dzięki czemu pnie się w górę dając okazałe listki. A ja te listki zrywam i dodaję wszędzie, gdzie uważam, że będą pasować. A to do makaronu, a to do mięsa, a to do risotta.
Na eksperymentach zarzucę risottem, a tu jak wiadomo makaron. Bo jak inaczej.

Tu i tu z groszkiem, bo mięta z groszkiem to dla mnie połączenie bardzo smaczne.
I fajnie pasuje.
Do makaronu dałam oprócz groszku i mięty, także orzechy laskowe, które fajnie chrupały w czasie jedzenia.


Makaron z groszkiem, miętą i orzechami laskowymi

  • Krótki makaron- u mnie Spighe
  • Groszek mrożony
  • Mięta
  • Śmietana
  • Orzechy laskowe
  • Czosnek
  • Sól, pieprz
  • oliwa

Makaron ugotować al dente. Pod koniec gotowania dodać mrożony groszek- dosłownie 2 minutki przed odcedzeniem makaronu.
Na patelni rozgrzać oliwę, wrzucić pokrojony w plasterki czosnek i chwilę podsmażyć. Dodac odcedzony makaron i groszek. Wymieszać, zdjąć z ognia. Dodać śmietanę, posiekane listki mięty oraz orzechy laskowe. Wymieszać. Doprawić do smaku solą i pieprzem

wtorek, 17 kwietnia 2012

Bella znaczy smaczna Pasta

Oczko: Rzecz niesłychana się stała. Zapomniałyśmy Princess o jednej miejscówce, z której po wyjściu byłyśmy bardzo zadowolone. Pamiętasz o Bella Pasta?



Princess: A niekoniecznie mi kojarzyła się dobrze, gdyż w pobliżu mego zębowego lekarza.
Oczko: Swoją drogą to lokal, który znajduje się rzut beretem od Syntezy, o której ostatnio pisałyśmy.
Princess: Czyli lokalizacja całkiem niezła, ale w godzinach lunchu nie radzę tam iść, z atrium i okolicznych biur tam chodzą - widziałam.
Oczko: Przyznasz chyba jednak, że tym razem dobre usytuowanie lokalu w ścisłym centrum zostało dobrze wykorzystane.
Princess: O tak, tak! było pysznie. Ja skusiłam się na kluski z grzybami, a dokładnie Pollo affumiciato - wędzony kurczak, podgrzybki, cebulka, sos śmietanowo - grzybowy. Smak obłędny.



Oczko: I duża porcja, bo jak pamiętam końcówkę jadłaś już bardziej z łakomstwa ;)
Princess: Jak to ja ;P Czy ja miałam im coś do zarzucenia? Chyba nie? Lokal w środku też ładny.
Oczko: Jedyne do zarzucenia w Twoim zamówieniu to chyba tylko to, że chciałaś z pełnoziarnistym penne, ale tamtego dnia go nie mieli. Więc zadowoliłaś się zwykłym. Ja natomiast wzięłam tagliatelle Scampi z krewetkami tygrysimi, kawałkami czosnku i oliwą z oliwek i sosem pomidorowym. Wszystko byłoby ok, bo smak był rewelacyjny - mam tylko jedno „ale”.



Princess: Mi twoje bardzo smakowało.
Oczko: Wiem, wiem, bo mi podkradałaś ;P
Princess: Jakie ale?
Oczko: Makaron był w sosie pomidorowym, o którym w menu nie było mowy. Ja pomidorowy uwielbiam, więc tym bardziej mnie ucieszyło takie podanie. Ale nie wszyscy lubią taki sos. Czytając menu można się spodziewać, że to będzie bardziej coś na kształt aglio e oglio z krewetkami.
Princess: Ano fakt, ja wolę takie kombinacje już bardziej z jakimś białym sosem. Najważniejsze, że nie było ciężkie, ani mdłe. Pamiętam nasze zadowolenie ogólne. Pani też była miła.



Oczko: Zgadzam się - innych zastrzeżeń nie mamy. Lokal jak wspomniałaś - w środku ładny i dodam, że przestronny. Obsługa bez zarzutu. Kawa też dobra. Ogólnie bardzo na plus. Jak u Ciebie plasuje się on w naszej skali?
Princess: To ja daję 5!
Oczko: Ja też mogę śmiało dać silną 5. Po korekcie w menu odnośnie tego sosu Bella Pasta zasługiwałaby nawet na 6. Podsumowując - lokal godny polecenia.
Princess: Zatem: polecamy!


***
Restauracja Bella Pasta, Pereca 2 (Wola)

niedziela, 15 kwietnia 2012

Z piekła rodem. Makaronowa zapiekanka z brukselką

Chyba śmiało mogę już powiedzieć, że udało mi się w końcu oswoić smak brukselki. Warzywna zmora jawi mi się teraz jako pole do organoleptycznych eksperymentów i testów. Agnieszka Kręglicka pisze o tym, aby nie mordować brukselki i zapomnieć o jej gotowaniu. A gdyby tak wrzucić kapustki do piekła i zrobić zapiekankę?


A teraz coś z zupełnie innej beczki, choć nie będzie to Monty Python ;) Dostałam bardzo miłego maila od Dominiki, która organizowała na Durszlaku akcję „La Cucina Italiana” i wyróżniła moją propozycję na szybki makaron penne.
Tutaj znajdziecie wszystkie dania. Głosowanie trwa do środy 18 kwietnia do końca dnia. Jeśli spodobał się Wam mój sobotni comfort food – zapraszam do oddania głosu. Za wszystkie z góry dziękuję :)
Oczko


A wracając do zapiekanki...



Zapiekanka makaronowa z brukselką pod skorupką z żółtego sera (przepis z zeszytu koleżanki)

żółta cebula pokrojona w drobną kostkę
olej słonecznikowy
mąka pszenna
1 szklanka mleka
woda po gotowaniu brukselki lub bulion
pieprz kolorowy i starta gałka muszkatołowa
zblanszowana brukselka
ugotowany makaron (użyłam farfalle/motyle)
kiełbasa pokrojona w kostkę
ok 12 dag żółtego sera

Ugotowałam makaron, zblanszowałam brukselkę (główki przekrojone na pół) i pokroiłam kiełbasę. Następnie zrobiłam sos: na oleju zeszkliłam cebulę, oprószyłam mąką, zasmażyłam i nie przerywając mieszania wlałam mleko i wywar z brukselki. Gotowałam ok 5 minut na wolnym ogniu aż sos zrobił się gładki i nieco gęsty. Dodałam połowę sera i doprawiłam pieprzem i gałką muszkatołową do smaku. Wysmarowałam masłem foremkę żaroodporną, wyłożyłam brukselkę, kiełbasę i makaron, polałam sosem i posypałam pozostałym serem. Zapiekałam 35 minut w 200 stopniach.


czwartek, 5 kwietnia 2012

Coś dobrego dla mnie

Coś prostego i coś co lubię.
O wyrazistym smaku, ale nie ostre.
Coś nie wymagającego latania po iluś tam sklepach po składniki i coś co mam zwykle w lodówce.
Coś takiego dla mnie.
Jak coś to wiadomo, że makaron. Coś co mam w lodówce (no ewentualnie w zamrażalce) to brokuły.
Cos o wyrazistym smaku? Może wędzony łoś? Idealnie!
A do tego słona feta, no dobra ser typu feta. Nie ma co ściemniać, prawdziwej fety to w pobliżu nie uświadczę.

Zatem makaron z brokułami, wędzonym łososiem i fetą wydaje się idealny.
I taki jest!


Makaron z łososiem, fetą i brokułami
2 porcje
  • 150g makaronu penne
  • opakowanie wędzonego łososia w plastrach
  • ok. 100g sera feta lub fetopodobnego
  • pół brokuła
  • cebula
  • czosnek
  • pieprz
  • oliwa (u mnie z bazylią)

Makaron ugotować al. dente, czyli nie rozgotować.
Brokuł podzielić na różyczki i ugotować na parze- ja wlewam na dno garnka trochę wody (tak by przykrywała dno) i gotuję pod przykryciem.
Cebulę i czosnek obrać, posiekać i zeszklić na oliwie.
Łososia porwać na mniejsze kawałki i dodać do zeszklonej cebuli. Wyłączyć ogień pod patelnią, dodać odcedzony makaron i brokuł. Doprawić pieprzem i wymieszać. Przełożyć na talerze, posypać obficie pokruszoną fetą.

wtorek, 3 kwietnia 2012

Szybka analiza Syntezy na dwa głosy

"Dlaczego restauracja "Synteza"? Synteza to wynik wieloletniego doświadczenia w gastronomii, to spełnienie marzeń i realizacja życiowej pasji.
Nasza restauracja to połączenie ciekawej kuchni, oryginalnego wnętrza i profesjonalnej obsługi.
Jesteśmy kreatywnym zespołem, starającym się dostarczyć naszym gościom niezapomnianych doznań kulinarnych w klimatycznej scenerii lokalu.

Zapraszamy do naszej restauracji znajdującej się na zbiegu Al. Jana Pawła II i ulicy Siennej w Warszawie."
*
*(cytat ze strony internetowej restauracji Synteza)



Oczko: Zacznijmy od tego, że do Syntezy nie wejdą ani niepełnosprawni, a matka z dzieckiem tylko przy pomocy kogoś, kto jej wniesie wózek do lokalu

Princess: To fakt, po pierwsze wysokie schody, po drugie wąskie drzwi, a po trzecie mało miejsca w samym lokalu. Za dużo stołów na za małej przestrzeni.

Oczko: Rzeczywiście, masz rację z tą przestrzenią. Stolików jest tak gęsto, że trudno rozmawiać, kiedy obok słyszy się rozmowy innych gości przy sąsiednim stoliku

Princess: Mam też wrażenie, że obsługa nie ogarnia sytuacji, tu kelnerka bez menu pyta co zamawiamy, tam druga (chyba kelnerka) skacze po krzesłach, z kuchni wychodzą dania, które czekają na odbiór i nie mogą się doczekać, tylko samotnie stygną.

Oczko: Zabawne było z tymi stygnącymi daniami. Pamiętasz, jak zastanawiałyśmy się po dłuższym oczekiwaniu na realizację zamówienia, czy to czasem nie nasze stoją w okienku i stygną?

Princess: I w końcu poczułyśmy dziwny zapach spalenizny wychodzący z kuchni...

Oczko: Ale nadeszła ta chwila, kiedy makarony wjechały na stół...



Princess: ...nie wspominam tego zbyt mile...nie wybrzydzam (zwykle), że makaron nie jest al dente, ale tu już z rozgotowaniem przesadzili!

Oczko: Nie zapomnij o sosach. Wszystkie w karcie oferowane były tylko z sosami śmietanowymi. Zresztą te nasze sosy były bardzo ciężkie.

Princess: Typowa śmietana i to tłusta i gęsta, nie śmietanka a śmietana. Szpinak podobno też nie był pierwszej świeżości, prawda? A w sumie jakie to makarony dostałyśmy? Bo ja oczywiście nie pamiętam...

Oczko: To był talerz makaronowy, czyli makaron ze szpinakiem i pomidorami suszonymi, makaron z kurczakiem i grzybami leśnymi, makaron z łososiem, czosnkiem, oliwkami na oliwie, serwowane z mixem sałat. O tym miksie sałat chciałabym móc zapomnieć...



Princess: Jo, ze świeżych warzyw z ogórkiem konserwowym... ja powiem tak: nic mi nie smakowało, jadłam bo byłam głodna, zresztą ja zawsze jem, potem narzekam jak mnie brzuch boli. Jednym słowem kupra nie urywało

Oczko: Oj tak, sałata drugiej świeżości, małe czarne oliwki, niedobry dressing i ten ogórek konserwowy... Z makaronów najlepszy, choć też rozgotowany, był ten, który zamówiła Tilia.



Princess: Tu trzeba im dać plus, przygotowali specjalnie dla niej z sosem pomidorowym- inaczej biedulka nic nie mogłaby zamówić! Mi smakował chyba najbardziej ten z łososiem, choć przyznam,że pewnie dlatego, że nic nie wyglądało w nim podejrzanie...

Oczko: Gdyby nie to, że Tilia miała wtedy problem z daniami na bazie mleka i śmietany, i gdyby kuchnia nie zaproponowała zrobienie ekstra sosu pomidorowego, nic by tam raczej nie zjadła...

Princess: Tia, niestety. Tak kiedyś rozmawiałyśmy o dawaniu ocen każdemu lokalowi... Może to wprowadzimy co? Ile byś dała Syntezie? Ja w skali 0-6, dałabym 2. Nie zatrułyśmy się, zjeść się dało, ale raczej już tam nie wrócę. Choć lokalizacja bardzo dobra.

Oczko: Za kiepskie wejście (wąskie wejście, wysokie schody, brak podjazdu), gęste ustawienie stolików, brak klimatyzacji (na sali było bardzo gorąco, pani kelnerka otwierała drzwi wejściowe, aby był przewiew - pojawiłyśmy się tam w styczniu), za menu od Sasa do Lasa (misz masz kuchni polskiej, włoskiej, francuskiej i meksykańskiej), jeden rodzaj sosu w menu (tylko śmietanowy), rozgotowane makarony i generalnie mało smaczne dania... Chyba się z Tobą zgodzę - bardzo słabe 2. Nie wróciłabym tam nawet, gdyby mieli mi za to płacić.

Princess: No tak, ale i tak było lepiej niż w Biesiadowie, im to pała jak nic. Zera z zasady nie stawiam, bo wtedy gorzej już nie można ocenić, a zawsze może być gorzej

Oczko: No tak, bywało jednak gorzej. Duży plus natomiast, jak już wspomniałaś za dobrą lokalizację - ścisłe centrum jakby nie patrzeć.

Princess: Szkoda, że ta dobra lokalizacja, a tak źle wykorzystana.



***
Restauracja Synteza, Al. Jana Pawła II nr 11/róg ul. Siennej (Wola)