czwartek, 30 sierpnia 2012

Soba z cukinią i orzechami makadamia

Dawno makaronu soba nie jadłam.
Wróć, cofnij, był czas że makaronu soba nie jadłam, a przez ostatnie dwa tygodnie głównie go wciągam.
Jak mogłam zapomnieć o moim ulubionym makaronie?
Karygodne doprawdy.

Dobrze, że odkopałam go wśród mych makaronowych zbiorów, bo znów pomysłów na niego mam ogrom.
Dziś wersja minimalistyczna. Z cukinią i orzeszkami makadamia. Jako, ze owe orzeszki nie należą do najtańszych i łatwo dostępnych myślę, że równie dobrze można użyć orzeszków pinii lub laskowych.
Hmmm….kolejny pomysł się pojawił :)


Makaron soba z cukinią i orzechami makadamia
1 porcja
  • 80g makaronu soba
  • pół średniej cukinii
  • pół szklanki groszku
  • mała cebulka
  • ząbek czosnku
  • orzechy makadamia
  • sól, pieprz, papryka w płatkach (mam taką w młynku)
  • oliwa
Makaron ugotować al. dente.
Cukinię umyć i zetrzeć na tarce o dużych oczkach.
Cebulę i czosnek obrać, drobno posiekać i zeszklić na oliwie.
Groszek zblanszować w gorącej wodzie, a jeśli jest mrożony zostawić go w niej na kilka minut.
Dodać cukinię, szczyptę soli, pieprzu i papryki. Podsmażać kilka minut. Dodać odcedzony makaron i groszek, a następnie wymieszać. Można dodać trochę oliwy.
Wymieszać z posiekanymi orzechami.

piątek, 24 sierpnia 2012

Miła zmiana, smaczny makaron :)

Na facebooku pytałam Was dziś czy macie swój ulubiony kształt makaronu. Większość z Was ma swoich faworytów, mam i ja! U mnie jest to Penne oraz Gramigna. Niby co za znaczenie ma kształt, liczy się smak i to by nie rozgotowywał się za szybko, by nie robiła się z niego papka. No dla mnie jakoś ma, choć nie ukrywam, moje gusta się zmieniają.


I taką zmianę przeszłam ostatnio. Nie do końca związaną z kształtem makaronu, a marką. Kilka lat temu zraziłam się do makaronu marki Lubella, już nawet nie pamiętam dlaczego, ale tak się stało i unikałam go, omijałam i nie kupowałam. Ale jakiś czas temu dostałam od kolegi z pracy właśnie makaron marki Lubella, dokładnie Cannelloni i chcąc nie chcąc znalazł się w moich zbiorach. A jako, że nie lubię marnować jedzenia, postanowiłam dać tym rurkom szansę :) Spojrzałam na skład i miło się zaskoczyłam, jest robiony z mąki durum, a nie tak jak kiedyś z pszennej. Lubella wróciła do łask, a ja Wam o tym piszę, nie dlatego, że mi zapłacili, poprosili lub kazali. Chcę się z Wami podzielić tym co dobre i pokazać, że wszystko się zmienia, nie tylko świat ;)


Wracając do początku, do ulubionego kształtu, do penne… Na jutrzejszy obiad proponuję penne z grillowanymi warzywami i mięsnymi kuleczkami. Niebo w …dziobie :)



Makaron penne z grillowanymi warzywami i mięsnymi kulkami
2 porcje
  • 150 makaronu penne (lub innego krótkiego)
  • mięso mielone (ok. 200g)
  • mała cukinia
  • pół bakłażana
  • mała cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • jogurt naturalny
  • sól, pieprz, zioła prowansalskie
  • ostra papryka w drobnych płatkach
  • oliwa
Makaron ugotować al. dente.
Cukinię i bakłażan umyć i pokroić w plasterki. Lekko posolone ugrillować na patelni teflonowej posmarowanej oliwą.
Mięso mielone doprawić pieprzem, solą i ziołami prowansalskimi, formować małe kuleczki i smażyć na oliwie. Odłożyć na bok.
Na patelni zeszklić obraną i posiekaną cebulę oraz czosnek. Dodać grillowane warzywa oraz kuleczki mięsne. Podlać 2-3 łyżkami jogurtu naturalnego. Dodać odcedzony makaron. Wymieszać. Doprawić do smaku solą, pieprzem, ziołami prowansalskimi i ostrą papryką. Chwilę podgrzać na małym ogniu.


Kuchnia Bardzo Włoska 2012

środa, 22 sierpnia 2012

Pappardelline kawowe z potrawką z serc indyczych w whisky z fasolką szparagową

Pisałam ostatnio na Kotach Kuchennych, że produkcja BARF-a dla Pana Kota niesie za sobą potrzebę wykorzystania podrobów, które w całości nie zostały zużyte do przygotowania kociej mieszanki. I tak właśnie zostałam z 300 g serc indyczych. Ponieważ nigdy ich nie przyrządzałam do jedzenia dla ludzi, wykonałam szybki telefon do rodzicielki. I kiedy już wiedziałam co i jak, przystąpiłam do eksperymentu z własnym udziwnieniem ;)



Makaron kawowy z potrawką z serc indyczych w whisky z fasolką szparagową (pomysł własny)

makaron kawowy Pappardelline
300 g serc indyczych
olej słonecznikowy
bulion
igiełki rozmarynu
pół kieliszka whisky
pieprz kolorowy
żółta fasolka szparagowa (ugotowana)

Serca przekroiłam na pół i oczyściłam (wycięłam, jeśli były, rurki), umyłam pod bieżącą wodą, osuszyłam ręcznikiem papierowym i pokroiłam jeszcze drobniej. Następnie podsmażyłam na oleju i podlałam whisky. Gotowałam do wyparowania alkoholu, wlałam bulion, dodałam rozmaryn i gotowałam do momentu, aż serca były miękkie. Rozrobiłam zimną wodę z mąką i wlałam na patelnię z sercami i bulionem, celem podgęszczenia sosu. Doprawiłam świeżo zmielonym pieprzem. Czas gotowania serc łącznie ze smażeniem zajął ok 20 minut.
W osobnych garnkach ugotowałam fasolkę i makaron, a następnie połączyłam z sercami i sosem.

Dodaję do akcji:




poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Jak Oczko pisze... - makaron z kurkami

Mail od Oczka przyszedł.
Krótki i treściwy.
Mówiący w skrócie: jak coś masz to wrzuć w niedzielę, najlepiej jeszcze jakiś mniej typowy kształt, i dodaj do akcji Makaroniarnia 2012.
Oczku sprzeciwiać się nie będę, zwłaszcza że jasno się wyraziła. Coś tam miałam, ale bardziej typowe niż mniej typowe, dlatego wolałam nie ryzykować i w niedzielę wzięłam się za makaronowy obiad.


Podsmażyłam kurki i cukinię z posiekanym czosnkiem na maśle. Ugotowałam „mniej typowy” makaron i usmażyłam kurczaka.
Proste i jednocześnie wykwintne danie :)





Spighe z kurkami, cukinią i kurczakiem
2 porcje
  • 150g krótkiego makaronu
  • ½ cukinii
  • szklanka kurek
  • pierś z kurczaka
  • 4 łyżki kwaśnej śmietany
  • łyżeczka masła
  • sól, pieprz, zioła prowansalskie, ostra papryka  w płatkach
  • ząbek czosnku
  • oliwa
Makaron ugotować al. dente.
Czosnek posiekać i zeszklić na maśle. Na patelnie wrzucić kurki i smażyć kilka minut. Dodać cukinię pokrojoną w cienkie plasterki, posypać solą, pieprzem i ziołami prowansalskimi. Smażyć kolejne kilka minut, aż cukinia zmięknie.
Na drugiej patelni usmażyć pokrojone w sporą kostkę piersi z kurczaka doprawione solą i pieprzem.
Usmażone mięso przełożyć na patelnię z kurkami i cukinią. Przemieszać a gdy trochę ostygnie dodać śmietanę.
Na patelnię wrzucić odcedzony makaron i wymieszać z sosem. Doprawić do smaku ostrą papryką w płatkach.

piątek, 17 sierpnia 2012

Nieoryginalnie w Oryginal's

Princess: Kolejny lokal, do którego nie wrócę. Przykro mi, że tak rozpoczynam naszą relację z wizyty w Restauracji Oryginal's, ale fakty są faktami, nawet jak nie są za fajne. Oczko, przed każdym wypadem na makaron musimy lepiej sprawdzać gdzie idziemy, bo nie lubię pisać źle o restauracjach, a w tym przypadku nie widzę innej opcji.


Oczko: Masz rację. Ale gdy w nazwie stoi restauracja można chyba mieć większe wymagania, niż w przypadku pubu, prawda? Chociaż tak się zastanawiam, czy nazwa tego lokalu nie była aby na wyrost. Bo w środku wyglądało to jak pub albo club - z duuużą ilością wolnego parkietu pod tańce lub stoły bilardowe. A my tam nie poszłyśmy hulać, tylko zjeść makaron.

Princess: Na dzień dobry mnie odrzuciło, a raczej odrzuciła obsługa - Pani nie była zbyt przyjaźnie nastawiona do świata, a jej mina mówiła raczej: dajcie mi święty spokój, niż miło nam, że mamy jakiś gości ;) Ogólnie wszystko było na nie: obsługa, czas oczekiwania (27 minut) i samo danie... Nie dość, że nie było penne (choć w menu była taka opcja) to jeszcze owo spaghetti coś za krótkie jak na spaghetti... Pomijając, że rozgotowane niesamowicie.

Oczko: Fakt. Ale może najpierw powiedzmy co zamówiłyśmy. Ty wzięłaś spaghetti (miało być penne) funghi z pieczarkami: pieczarki, sos śmietanowy, cebula,parmezan. Natomiast ja penne kebab: kebab drobiowy, sos śmietanowy,cebula, pieczarki, parmezan. Dość egzotycznie brzmiało to danie i właściwie dlatego się na nie eksperymentalnie połasiłam. Żałuję do dziś. Po pierwsze, jak już wspomniałaś – zamiast penne było do wyboru tylko spaghetti. Po drugie, było za krótkie (chyba połamane przed gotowaniem), po trzecie rozgotowane, a po czwarte – barrrrdzo gorące. Mięsa, owszem, było całkiem sporo, ale to bynajmniej nie był kebab, tylko coś co zostało utytłane w przyprawie kebabowej. I cebula – dużo cebuli, pokrojonej w spore kawałki, to nawet nie były piórka, ani pióra. To były kawały cebuli.





Princess: Wszystko co piszesz to prawda, nie powiem, że święta, bo do świętości to ci daleko, ale prawda ;) Gorący makaron - na bank podgrzewany wraz z pizzą w piecu, ogromna cebula, Twój kurczak to raczej nie wybełtany w przyprawie do kebabu, a do kurczaka, no i przyznaj ale nasze dania nie różniły się prawie niczym, no ja nie miałam kurczaka... Ta cebula...oj utkwiła mi mocno w głowie. Całość była mdła i niesmaczna, no trzeba nazywać rzeczy po imieniu: nie smakowało mi. A otoczka: wnętrze lokalu, obsługa, czas oczekiwania - pogłębiły ową niesmaczność!

Oczko: Tak w zasadzie można powiedzieć, że zjadłyśmy makaron w pubie, a nie w restauracji. Bo – swoją drogą – czy byłaś kiedyś w restauracji, w której tak głośno grała muzyka? Bo ja nie. Pamiętasz poprzedni pubStereo? W porównaniu z tym lokalem, tam podawali niebiański w smaku makaron. Tutaj już nie wrócimy. Moja ocena: 2/6.

Princess: A moja 2-/6!


***
Oryginal's Pizza & Restaurant, Koński Jar 6 (Ursynów)


środa, 15 sierpnia 2012

Motyle i meduzy

W nawiązaniu do naszego urodzinowego wpisu chciałyśmy Wam bardzo podziękować za życzenia i za to, że tak wielu z Was zechciało się podzielić choć kilkoma słowami :)
Zaciekawił nas szczególnie komentarz Agik. Zresztą sami przeczytajcie.

Agik: Mój sposób na makaron jest podobny, tylko daję jedno całe jajko i 3 żółtka, oraz wody tyle, ile mąka zabierze. Oraz dodaję łyżkę oliwy, a uformowaną, wygniecioną w rękach kulę przykrywam ciepłą pokrywką - nie wiem, co to daje, możliwe, że mąka się lekko "zaparza" i szybciej rozkleja się gluten w niej zawarty - ciasto jest bardzo sprężyste dzięki temu i szybko się zagniata... Kiedyś robiłam z całych jajek i miałam zakwasy w rękach od zagniatania (ale możliwe, że coś źle robiłam).
Zawsze robię więcej makaronu (kluchy do rosołu, tagliatelle właśnie, albo łazanki) dlatego zależy mi, żeby był dobrze wysuszony - dlatego suszę też znacznie dłużej. Na bieżąco robię rury do cannelloni i płaty do lazanii.


Princess: A powiedz jak przechowujesz taki makaron? Bo my może byśmy też zaczęły częściej i więcej robić :)))

Agik: Musi być suchy. Całkowicie suchy. Dlatego u mnie się suszy dłużej, nie wiem ile - ale aż jest suchy - wyłożony na tacy, na papierze śniadaniowym, przykryty tez papierem (…). A jak już jest, to wsadzam go w papierowe torebki.
A na ostatnią wigilię, kiedy robiłam łazanki (też wcześniej i to tak z 3 tygodnie wcześniej) to włożyłam papier śniadaniowy do słoja, wsypałam łazanki i przykryłam papierem. Wtedy mi zależało, żeby się nie połamały, dlatego ten słój. Zresztą w papierowej torebce też doschnie (w słoju by pewnie zapleśniał), tylko zrobi się taki trochę siny.


Agik, bardzo Ci dziękujemy i prosimy o przesłanie na zemfiroczka@gazeta.pl swoich namiarów, celem wysyłki skromnego upominku związanego oczywiście z makaronem :)

A teraz jeszcze na szybko dwa dania, które można zrobić, kiedy brak jest pomysłu na obiad, albo kiedy zostało nam trochę gulaszu z poprzedniego dnia :) Wprawdzie makaron nie jest w tym przypadku dominującym elementem, ale za to jako dopełnienie spisał się idealnie :)
Podobnie jak Pan R., który popełnił dewolaje :)



Devolay Pana R. z makaronem farfalle (motylki) i pomidorami (przepis własny i wykonanie: Pan R.)

ugotowany makaron (farfalle - motylki)
pierś z kurczaka (rozbita)

masło, ser, masło i szpinak, suszone pomidory z mozzarellą (do wyboru jako nadzienie)
roztrzepane jajko
bułka tarta
sól, curry (troszkę obsypana po kurczaku, reszta do jajka)
olej rzepakowy do smażenia

W rozbitą pierś kurczaka lekko doprawioną curry szczelnie zawinąć kawałek masła (lub inne dodatki), roladkę obtoczyć w jajku (roztrzepane, posolone i doprawione curry), następnie w bułce tartej, jeszcze raz w jajku i na koniec kolejną partię bułki tartej. Uformować „cygaro” (szczelnie, aby nie było dziur, przez które mogłoby wypłynąć podczas smażenia masło). Smażyć w głębokim tłuszczu, często przewracając (dla równomiernego obsmażenia, tak aby panierka się „zaskorupiła” i nie przepuściła masła).

Uwaga: dobry devolay charakteryzuje się tym, że masło wypływa z niego dopiero na talerzu przy pierwszym przekrojeniu. Devolay w wersji z masłem podawać z limonką/cytryną.


My na obiad devolaya serwowaliśmy z ugotowanym makaronem farfalle z dobra oliwą oraz pomidorami w plasterkach doprawionymi solą, kolorowym pieprzem i dobrą oliwą. Taki zestaw obiadowy bardzo się sprawdził :)



Gulasz paprykarz z makaronem meduzy (przepis własny – modyfikacja przepisu R. Makłowicza)

Przepis na gulasz jest identyczny z tym wykonanym i prezentowanym rok wcześniej na Kotach Kuchennych. Sekretem tej wersji gulaszu jest papryka, którą dodaję podczas gotowania partiami w różnym czasie. Dzięki temu jest ona zróżnicowana pod kątem miękkości. Jedna jest bardzo ugotowana, inna (którą dodaję na ok 3 minuty przed wyłączeniem gazu) jeszcze lekko chrupka.
Gulasz, który widać na zdjęciu powyżej gotowany był w odróżnieniu od gulaszu z bloga Koty Kuchenne - bez ziemniaków. Ziemniaki były serwowane osobno w postaci wielkiego placka ziemniaczanego (zupełnie jak w bograczu). Natomiast następnego dnia zamiast placka ugotowałam i wymieszałam razem makaron meduzy.


Dodaję do akcji:

niedziela, 12 sierpnia 2012

Makaron trottole z kalafiorem i oscypkiem


Szum morze, plaża, pyszne gofry z owocami…Żyć nie umierać, tylko makaronu brak ;)
Dobrze, że są zdjęcia i można sobie przypomnieć smak jednego z najlepszych dań z makaronem jakie jadłam. Może to mało skromne, ale naprawdę ten „sos” do makaronu wyszedł mi rewelacyjnie.
A naprawdę nie był skomplikowany, powstawał z tego co miałam akurat w lodówce i nie wymagał wiele pracy. Kalafior był, oscypek się znalazł, a czosnek piekł się do innych dań. Kurzy cyc zwykłam mieć w zamrażalce, więc i z nim nie było problemu.


Myślę, że oscypek można zastąpić jakimś innym serem wędzonym, tak też zamierzam zrobić następnym razem, bo akurat nie zawsze oscypek jest w mej lodówce, tak się trafiło :)
Szczerze Wam polecam, a tymczasem mykam zwiedzać nadmorskie sklepy ;)


PS Przypominam o konkursie urodzinowym :)


Makaron z kalafiorem, kurczakiem i oscypkiem
2 porcje
  • 150g krótkiego makaronu
  • ½ małego kalafiora
  • Pierś z kurczaka
  • 3-4 ząbki czosnku
  • Oscypek wędzony- starty na tarce o małych oczkach
  • Oliwa
  • Jogurt naturalny- 2-3 łyżki
  • Pieprz, sól
  • Papryka chilli w płatkach
  • Zioła prowansalskie
 Makaron ugotować al dente. Odcedzić.
Ząbki czosnku zawinąć w folię aluminiową i włożyć do piekarnika nagrzanego do 190 stopni Celsjusza. Piec ok. 20-30 minut- aż czosnek będzie miękki.
Kalafior podzielić na różyczki i ugotować na parze. Część różyczek odłożyć, a część zmiksować z jogurtem naturalnym, pieczonym czosnkiem (obranym), szczyptą soli i pieprzu.
Pierś z kurczaka opłukać, osuszyć i wymieszać z ziołami prowansalskimi i drobnymi płatkami chilli. Wrzuć na patelnię z rozgrzaną oliwą, a gdy mięso się zetnie dodac różyczki kalafiora i wszystko zrumienić.
Makaron wymieszać z  częścią startego oscypka, różyczkami kalafiora i mięsem. Doprawić do smaku solą, pieprzem i papryką chilli w płatkach.
Na talerzach polać kalafiorowym puree i posypać jeszcze startym oscypkiem.

środa, 8 sierpnia 2012

Pyszne domowe tagliatelle na 3 urodziny Pasta i Basta!

Oczko to już 3 lata! Zleciało jak jeden dzień. No dobra - jak jeden miesiąc :)
Pamiętam naszą podróż do Gdańska, gdy urodził się pomysł na Pastę&Bastę, pamiętam nasze makaronowe zakupy i spacer w Almie (toć to była dla mnie atrakcja), pamiętam jak potem tworzyłam bloga, wklejałam zrobiony przez Ciebie banner (którego niedawno zastąpił nowy) i jak pisałam pierwszy wpis. Ostatnio go czytałam, śmiałam się do łez. Skąd ja takie rymowanie w palcach miałam ;)

Te 3 lata, mnóstwo zjedzonego makaronu, w przeróżnych kształtach i oprawach :) Kilkanaście przetestowanych makaroniarni i mnóstwo wrażeń. A co najważniejsze, realizacja wyznaczonych celów i zdobycie nowych umiejętności, czyli własnoręczne robione makarony! Były już płaty makaronowe ala lasagne, pierożki ravioli, a teraz- tagliatelle!


Rzeczywiście masz Princess rację, działo się wiele - również w naszym życiu. Na blogu doszedł dział recenzji z naszych makaroniarskich wędrówek po mieście (tag: króliczki doświadczalne), przeprowadziłyśmy 3 akcje (bannerki w pasku po prawej), a ile makaronów przy tym zjadłyśmy! Myślę, że pod tym względem pomału doganiamy włoską średnią ;) I dobrze zauważyłaś – jest postęp! Teraz nie tylko gotujemy makaron, ale również robimy go od podstaw. Pasta fresca już nie jest dla nas zagadką :) Swoją drogą – męski tester w osobie Pana R. bardzo sobie organoleptycznie chwalił nasz ostatni „wyczyn”, tym samym obiektywnie możemy stwierdzić, że makaron urodzinowy wyszedł wzorowo :) Czas na kolejny – niekoniecznie urodzinowy ;)


Korzystając z okazji, Nasi Drodzy Czytelnicy, mamy do Was prośbę o wyrażenie opinii o blogu. Ciekawe jesteśmy co Was przyciąga na Pastę i Bastę, co lubicie u nas najbardziej, a co najmniej. A może macie jakieś sugestie? Piszcie w komentarzach pod tym postem. Inspirujcie nas! :) A my wybierzemy jedną odpowiedź i obdarujemy skromnym upominkiem związanym oczywiście z makaronami ;)

A teraz czas na urodzinowe danie.




Klasyczny przepis na ciasto makaronowe (źródło: „Pasta&Co”, wyd. Świat Książki, s. 383)

300 g mąki pszennej (typ 480)
3 jaja (M)
łyżka zimnej wody

Mąkę przesiać, wbić jaja, dodać wodę i energicznie wyrobić ciasto do jednolitej kuli. Zawinąć w folię i odstawić na 30 minut, aby odpoczęło. Podzielić na 3 części, każdą część dokładnie i bardzo cienko rozwałkować na grubość ok 1 mm (przez ciasto powinny przebijać słoje drewna na stolnicy). Lekko obsypać mąką, zwinąć w rulon i kroić w paski. Rozwinąć, obsypać mąką i zostawić na 30 minut do przeschnięcia.
Zagotować wodę, posolić, odczekać aż ponownie zawrze. Dodać oliwę, wrzucić makaron i delikatnie przemieszać po dnie. Gotować ok 3-5 minut po wypłynięciu (najlepiej próbować przed odcedzeniem, czy ciasto jest już ugotowane)


Sos pomidorowo - bakłażanowy z mozzarellą i bazylią (źródło: „Pasta&Co”, wyd. Świat Książki, s. 18)

oliwa
żółta cebula pokrojona w kostkę
bakłażan
3 średnie pomidory
1 kula mozzarelli
świeża bazylia
sól i pieprz do smaku

Na oliwie poddusić cebulę, dodać pokrojonego w drobną kostkę bakłażana i smażyć na dużym ogniu 5 minut. Dodać pomidory i dusić dalej, aż się rozpadną, na koniec dodać pokrojoną w kostkę mozzarellę i bazylię – trzymać na małym ogniu do lekkiego podtopienia się sera. Przyprawić do smaku.


niedziela, 5 sierpnia 2012

Umiłowanie prostoty. Cytrynowe tagliolini z oliwą imbirową i "kawiorem" z wodorostów

W pomieszczeniach lubię czyste, proste formy, biel ścian, geometrię, spójność. Obce mi jest „horror vacui”. Dążę do zmniejszania kosztem zwiększania, ale paradoksalnie omijając ograniczenia.
Podobnie z tym bywa  na talerzu. Więcej składników wcale automatycznie nie oznacza - smaczniej. Niekiedy zbyt wiele szczęścia naraz nie jest wskazane.
Aglio olio, parmezan i zioła, pesto i orzechy - to były bardzo dobre kombinacje, które obroniły się same.
Poniższa propozycja wcale nie jest pod tym względem gorsza.


Cytrynowe tagliolini z imbirową oliwą i „kawiorem” z wodorostów (inspiracja: „Pasta & co”, wyd. Świat Książki, s.348)

cytrynowe tagliolini (w przepisie spaghetti)
oliwa
starty, świeży imbir
„kawior” z wodorostów (w przepisie czarny kawior)
(opcjonalnie - szczypiorek)

Ugotowałam makaron. Do oliwy starłam imbir, wymieszałam z ugotowanym makaronem i „kawiorem” z wodorostów. Serwowałam natychmiast.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Pasta w stereo

Oczko: Przyznam się szczerze, że obawiałam się tej wizyty. W końcu to pub...


Princess: Wiesz, że ja też? Zresztą mówiłam jak szłyśmy, że pewnie znów będziemy psioczyć...A jak zobaczyłam podwórko, na którym lokal się znajduje...Miałam ochotę zrobić zawrotkę...Na piwo ok, ale na jedzenie niekoniecznie...

Oczko: Gorsze było podwórko tam dalej, gdzie najpierw zabłądziłyśmy ;) Ale w środku już było ok, uważasz?

Princess: Dokładnie, podobało mi się tam. Choć w sumie trochę za ciemno, ale znów się zapominam...to nie restauracja to pub, gdzie można coś przekąsić, na ten przykład pastę...

Oczko: Ciemno i głośno. Ale całe szczęście w lokalach już jest zakaz palenia, więc dymu nie było. No i byłyśmy jedynymi klientkami. Wszak, kto przychodzi do pubu po 16-ej, czyli chwilę po tym, kiedy lokal się dopiero otwiera? ;) Ale może przejdźmy do clou.

Princess: Może tak po polsku co? ;p Jeśli mam przejść, albo dojść jak kto woli, do sedna, to powiem krótko: orgazm! A tak serio, naprawdę miło się zaskoczyłam. Zarówno obsługą jak i daniem. Chciałam papardelle z suszonymi pomidorami i szpinakiem, ale jak wiesz ja się boję past z oliwą (złe doświadczenia i wspomnienia). Nie było problemu stworzenia dla mnie nowej pozycji: papardelle z suszonymi pomidorami i szpinakiem w sosie śmietanowym! Idealnie!

Oczko: Ja wzięłam penne z boczkiem, cebulą i oliwkami w pikantnym sosie pomidorowym. Było całkiem niezłe. Ba! Jak na pub było rewelacyjne, choć zazdrościłam Ci twojego makaronu, bo smakował lepiej ;) A no i jeszcze jedna ważna rzecz – porcje były naprawdę sycące. Obfitość wystarczająca dla męskiego żołądka ;) Wyszłam najedzona i zadowolona. I bardzo mile zaskoczona. Okazuje się, że w pubie czasem lepiej karmią niż w restauracji ;)



Princess: Kurczakowy żołądek też zmieścił ową porcję, ale fakt były wielkie. Jednakże, smacznej pasty nigdy za wiele, potem co najwyżej trochę człowiek się poturla z rozpiętym guzikiem ;) A tak serio: z czystym, kurzym sumieniem polecam lokal, można spędzić miły wieczór z przyjaciółmi przy piwku i dobrym jedzeniu!

Oczko: Daję 5/6. A Ty?

Princess: Choć raz będę z Tobą zgodna: 5/6 


***
Club STEREO, Nowy Świat 21 (Śródmieście)