wtorek, 18 czerwca 2013

Houston, mamy problem: Il Pastaio na Grójeckej

Oczko: Po długiej przerwie nadszedł w końcu czas na kolejne kluski na mieście. Jako cel wybrałyśmy Il Pastaio na Grójeckiej.



Agata: Zapowiadało się świetnie, obsługa miła, potrafiła odpowiedzieć na nasze pytania, w karcie kilka rodzajów pasta fresco i sosów. Ale…

O.: Ale Tobie te 30 minut oczekiwania na danie bardzo się dłużyło.

A.: Zwłaszcza, ze miałam zły humor. Gdy kelnerka nareszcie przyniosła makaron, myślałam, że… Ty dostałaś mój razowy makaron gemelii z Twoim sosem aglio olio, a ja Twój makaron z moim sosem Napoli! Pomylili! Ja zamawiałam razowy, a nie jakieś tam – kolanka.



O.: Mylić się – rzecz ludzka. Szkoda tylko, że nazwa makaronu nie była zgodna z tym, co ostatecznie trafiło na nasze talerze (a raczej talerz i korytko, bo tak ten talerz dla mnie wygląda). Albo kłamie Internet, albo w tej restauracji się nie znają. Gemelli wygląda tak (klik), a Tuffoli tak (klik). Nijak to się ma do tego, co faktycznie otrzymałyśmy. Wracając do zaskakującej zamiany zamówienia - w ramach przeprosin dostałyśmy bonusową kawę. Sam makaron co nieco nas zawiódł. Moje danie było dla mnie zbyt czosnkowe i mdłe.  Przydałoby mu się nieco parmezanu lub chociaż zielona pietruszka dla przełamania. A Twój sos pomidorowy był za słodki, a makaron, który miał być niby pasta fresca smakował jak komercyjny. Co o tym myślisz?

A.: Ja nie myślę, ja to wiem. Kelner co prawda przyniósł z kuchni ten makaron i udowodnił, że sami go robią, ale nie jestem do końca przekonana, bo on naprawdę smakował jak ze sklepu! Mój sos był rzeczywiście słodki, mdły i nijaki. A co do gratisowej kawy – moim zdaniem cappuccino było mniejsze od tego, które zamówiłam za pierwszym razem.



O.: A ja odradzam espresso – było kwaśne. Na plus mogę dodać, że zostało podane ze szklaneczką wody, co nie jest restauracyjną normą  w Polsce. Podsumowując: kelner i kelnerka (jej pierwszy dzień w pracy) – sympatyczni. Miłym obejściem nadrabiali pomyłkę kuchni. Jednakowoż makaron mnie nie przekonał. Dlatego nie mam ochoty przyjść tutaj ponownie. Nawet po gratisowej kawie moja ocena wynosi 3/6.



A.: Też tutaj raczej nie zawitam. Choć… nadal kusi mnie to razowe „gemelli”, które przez pomyłkę dostałaś ty. Wrrrr… O! Jak to piszemy – właśnie pomylili się przy stoliku obok ;) Jak ich ocenić? Hmm… Daję 3-/6. W końcu to ja z nas dwóch jestem ta sroższa ;)

________
Restauracja Il Pastaio, Grójecka 27 (Ochota)

5 komentarzy:

  1. też nie lubię tak w restauracji się mylą z zamówieniem :P

    OdpowiedzUsuń
  2. z racji tego, że teoria makaronów włoskich jest trudniejsza niż fizyka kwantowa, a zapamiętanie co jest co przypomina studiowania anatomii na medycynie, zajrzałam do encyklopedii makaronów Oretty Zanini de Vita (jak na razie to jest TA książka, którą powinno się mieć) i teoretycznie macie rację, ale...gemelli mogą przypominać tortiglioni. Albo fusili (w obydwu przypadkach gemelli to nazwa komercyjnych makaronów). Tradycyjne tufoli formowano turlając kulkę ciasta na desce z wyżłobionym na niej wzorem, te komercyjne to również rurki takie lub owakie. BTW, fajna recenzja i niezależnie od wszystkiego: ani fusili ani gemelli nie powinny przypominać nitek (przynajmniej mnie się tak wydaje)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ci za tak obszerny i wnikliwy komentarz :)
      A przy okazji, bo z włoskim jesteś za pan brat - tak sobie pomyślałam "gemelli", czyli bliźniacy. Czy wobec tego kształt makaronu nie powinien bardziej skłaniać się ku temu kształtowi?
      http://makaroni.awardspace.com/encyklopedia/foto/gemelli.jpg

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. linka mi się wklejać nie chce,więc nie mogę obejrzeć, ale pewnie - gemelli powinny być z dwóch skręcone. Jak zwykle jednak - zdrowy rozsądek niekoniecznie trzyma się włoskich makaronów . FYI: fusili, czyli gemelli, mają dziesiątki nazw. Moje ulubione to code di topo (mysie ogonki).

      Usuń

Będziemy wdzięczne za kilka słów od Ciebie :)
Gosia Oczko i Agata Kurczak