poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Pasta i Basta! na wycieczce. Fabryka Lubella w Lublinie

Agata: W pewną ciepłą, choć chwilami deszczową  kwietniową sobotę zostałyśmy zabrane w daleką, a jednocześnie wesołą i interesującą podróż do Lublina. Naszym celem była fabryka makaronów Lubella.
Jako lubujące się w makaronach blogerki, nie mogłyśmy odmówić zaproszenia i grzecznie obie stawiłyśmy się punktualnie na miejscu startu pod Pałacem Kultury i Nauki. A po kilku godzinach jazdy busikiem pełnej rozmów, śmiechów i drzemek dotarłyśmy na miejsce.
A tam….



Oczko: A tam powitano nas bardzo serdecznie i z poczęstunkiem. Zostałyśmy poinformowane, o tym, że najpierw zwiedzimy młyn, a następnie makaroniarnię, czyli fabrykę. Ze względów bezpieczeństwa i higieny musiałyśmy wcześniej wypełnić ankietę, a już w trakcie zwiedzania wdziałyśmy bardzo gustowne białe fartuchy i takież siatkowe czepki oraz wielce pasujące do tego niebieskie foliowe butki ;) 



A: Sam młyn i fabryka nas zachwyciła i jednocześnie przeraziła. Z jednej strony te innowacje, ta technologia, ten postęp, a z drugiej strony- ludzie niebawem nie będą potrzebni nigdzie….
Ubrane w gustowne kubraczki (czepek nawet zwinęłam do kieszeni, co by w stolicy chłopaków na niego wyrywać, ale nie mogę go znaleźć ?), zobaczyłyśmy powstaje makaron od ziarenka do pełnej paczki klusek, dano pomacać różne grubości mąk, a także wytłumaczono jak powstają różne kształty makaronów. No fajne to było no!

O: I głośno – szczególnie w młynie. Warto Kurczaku dodać, że Lubella, jako jedyna fabryka makaronu w Polsce ma własny młyn, w którym wytwarza mąkę na swój makaron. A pszenica durum, z której robią mąkę przyjeżdża do Lubelli pociągiem między innymi dlatego, że mają na terenie fabryki swoją prywatną bocznicę. Takie dostawy przyjeżdżają co ok. 3-mce i przywożą durum z terenów, gdzie ona rośnie i gdzie aktualnie jest jej urodzaj, dlatego czasem jest to Francja, innym razem Kanada albo jeszcze inne państwo. Kosmopolityczny makaron z tej Lubelli ;) 

A: Po oględzinach, naukach i rozmowach wszyscy zostaliśmy zaproszeni na obiad. Byliśmy naprawdę głodni, więc to było jak zbawienie. Tyle godzin mówienia o makaronach naprawdę może wzmóc apetyt. Na obiedzie oczywiście dania makaronowe były, ale nie tylko, bo i łosoś się znalazł, i zupa grzybowa, i ciasto. Ba! Nawet wino było :-)

O: Dodajmy jeszcze, że naszą wycieczkę zarówno po młynie jak i makaroniarni oprowadzał prezes Lubelli (już na emeryturze), u którego widać i słuchać  było, że pasją jest to, o czym opowiadał podczas zwiedzania. Sam obiad w Old Pubie, już po wszystkim, rzeczywiście był całkiem niezły, mogłabym nawet rzec, że wypasiony ;) Dodatkowo w bardzo sympatycznej atmosferze w gronie zwiedzających, organizatorów i gospodarzy. Tylko pan kelner zapomniał o mojej kawie ;)

A i O: Dziękujemy organizatorom, zarówno Marcinowi i Karolinie, jak i całej ekipie Lubelli, za miłą, pouczającą i smaczną wyprawę.


poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Fusilli w sosie pomidorowym z tikka masalą

Podobnie jak Korma – Tikka masala również była dla mnie kulinarną zagadką, którą od dawna już planowałam rozwikłać, ale jakoś dotychczas nie było mi z przepisem po drodze. Dlatego też nie wiem, czy kolejny słoik Patak’s odwzorowuje smak zrobionej domowo tikka masali.
Ponownie jednak miałam dylemat, czy ta zawartość słoika mi smakuje. Panu R. owszem, ale mi coś nie do końca grało. Nie było mdłe, jak Korma, ale w smaku coś wyraźnie brakowało.  Pan R. rzucił pomysł, aby doprawić ją curry i mieloną kolendrą, a na koniec wymieszać z jogurtem. 
Usmażyłam wobec tego pokrojone piersi z kurczaka, a następnie dusiłam je ok. 10 minut w tikka masali.
A po ściągnięciu z ognia wymieszałam z jogurtem i nieznacznie posoliłam. Było lepsze :)

A potem zrobiłam ten makaron. I tutaj muszę przyznać - tikka masala z dodatkowymi pomidorami była niezła, nawet lepsza niż wcześniejszy kurczak.


Fusilli w sosie pomidorowym z tikka masalą (pomysł własny)


makaron Fusilli
pomidory krojone z puszki
Tikka masala marki Patak's
mielona kolendra
sproszkowane curry
odrobina jogurtu

W garnku zagotowałam pomidory, wymieszałam z tikka masalą doprawioną przyprawami. Trzymałam na gazie 5 minut. Po wyłączeniu wymieszałam z jogurtem, a potem z ugotowanym makaronem.



poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Serca indycze, korma i penne

Po długim niejedzeniu makaronu, trzeba było mieć pewien impuls, aby do niego wrócić. Był nim m.in. sobotni wyjazd do Lublina, o którym będziemy jeszcze pisać (oprócz tego, co już pojawiło się na fejsie ;)). Póki co - czekamy na zdjęcia od Pana Fotografa. A to chwilę potrwa ;)

Dlatego, aby czekanie się nie dłużyło i nie burczało przez to w brzuchach, ugotowałam kluski.
Przy okazji wypróbowałam indyjską Kormę marki Patak's, którą ostatnio dostałam w paczce i miałam o tym co nieco Wam napisać.

Ponieważ była propozycja by danie indyjskie ożenić z kuchnią polską, postawiłam na serca indycze.
Czy mam jakieś uwagi do dania ze słoika? Prawdę powiedziawszy nie wiem, jak smakuje danie oryginalne, więc nie mam skali porównawczej. Więc nie powiem, czy było lepsze, czy może gorsze. Jako naturszczyk, stwierdzam, że sos nie był zachwycający, co nie znaczy automatycznie, że był zły. Powiedziałabym, że średni - nieco mdły. Ale podrasowany jogurtem naturalnym i odrobiną kolorowego pieprzu trochę się polepszył. Nie był dominujący, a połączenie z sercami dobrze mu zrobiło. Ale czy kupiłabym ten sos? To chyba nie mój smak. Ale spróbujcie sami, może Wam on przypadnie do gustu.


Zdjęcie dania może nie jest zbyt zachęcające, ale uwierzcie na słowo – smakowało lepiej, niż wyglądało ;)





Serca indycze z Kormą i penne (pomysł własny)

serca indycze
olej rzepakowy
Korma marki Patak's
jogurt naturalny
pełnoziarnisty makaron penne

Serca indycze oczyściłam, odcięłam przerost tłuszczu i pokroiłam je w grubsze plasterki. Usmażyłam na rozgrzanym oleju, dodałam sos Korma Pataks i dusiłam jeszcze 15 min. W międzyczasie ugotowałam makaron. Serca w sosie wymieszałam (już po wyłączeniu gazu) z jogurtem, doprawiłam pieprzem i podawałam z makaronem.


piątek, 12 kwietnia 2013

Makaron z pieczarkami i kiełbasą

Wiosny jak nie było tak nie ma.
O lekkich sosach do makaronu jeszcze nie myślimy. Inaczej myślimy o nich, ale za oknem chłodno i chce się coś rozgrzewającego. 
Dlatego dziś makaron z sosem z kategorii tych cięższych, jeszcze nie typowo wiosennych.

Na wiosenne przyjdzie pora :)


Creste di gallo z pieczarkami, kabanosem i groszkiem
2 porcje
  • 140g krótkiego makaronu – u mnie kolanka z falbanką Creste di gallo
  • 300g małych pieczarek
  • pół szkl. mrożonego groszku
  • 1 długi kabanos lub inna kiełbasa
  • śmietana 12%
  • 2 ząbki czosnku
  • mała cebula
  • sól, pieprz, zioła prowansalskie, ostra mielona papryka
  • oliwa do smażenia
Makaron wrzucamy do wrzącej, osolonej wody i gotujemy ok. 8-10 minut. Odcedzamy.
W czasie gotowania makaronu, cebule i czosnek obieramy i siekamy.
Groszek zalewamy wrzącą wodą, a gdy się rozmrozi odcedzamy.
Kabanosa lub inną kiełbasę kroimy w kostkę i wrzucamy na teflonową patelnię. Gdy zacznie wytapiać się tłuszcz wrzucamy cebulę i po kilku minutach czosnek. Gdy cebula się zeszkli, wrzucamy umyte i pokrojone w grubsze plastry pieczarki. Smażymy kilka minut, dodajemy groszek i doprawiamy solą, pieprzem, papryką i ziołami prowansalskimi. Zestawiamy z ognia by delikatnie przestygło i dodajemy śmietanę. Mieszamy.
Na patelni mieszamy sos z makaronem lub po prostu na talerzach polewamy makaron sosem.